Poniedziałek, 08 stycznia 2018, 00:07

Okiem Samozwanczego Autorytetu: Liga Niezwykłych Dżentelmenów

Kamil Stoch
Kamil Stoch
fot. Tadeusz Mieczyński

Wirkola trzy razy z rzędu zwyciężył w Turnieju Czterech Skoczni. Nykänen pięć razy bił rekord świata, zgarnął komplet złotych medali w Calgary i cztery Kryształowe Kule. Małysz - też ma cztery, z czego trzy z rzędu a do tego cztery tytuły śistrza Świata. Hannawald - wiadomo. Ammann ma dwa dublety olimpijskie, Schlierenzauer w wieku 24 lat zgromadził kosmiczną liczbę zwycięstw. Oni i jeszcze paru innych należą do ekskluzywnej grupy. Grupy skoczków, których nazwiska wyryły się złotymi zgłoskami w historii skoków narciarskich. Ligi Niezwykłych Dżentelmenów.

Josef Bradl jako pierwszy przeleciał na nartach ponad 100 metrów. Peter Prevc - ćwierć kilometra. No i wygrał 15 konkursów w jednym sezonie. Ahonen pięć razy wygrał TCS i 108 razy stawał na podium PŚ. Kasai pobił wszelkie możliwe rekordy bycia najstarszym w czym się da. Z czego oczywiście najważniejszym osiągnięciem jest zwycięstwo w konkursie PŚ w wieku 42 lat i 176 dni. Morgenstern powtórzył wyczyn Nykänena z Calgary w Turynie. Marusarz - na marginesie swej bogatej w sukcesy kariery - skoczył z Wielkiej Krokwi w wieku 66 lat. Bożidar Prevc ma trzech synów skoczków i córkę skoczkinię. Kruczek ma cztery złota z trzech Uniwersjad na dwóch kontynentach, Fettner uratował Austriakom złoty medal w Val di Fiemme na jednej narcie, a Johansson ma wąsy, za które Fineasz Barnum zapłaciłby fortunę. Lista jest raczej otwarta niż zamknięta, kryteria każdy może ustalać sobie sam. Szanownych czytelników zapraszam do dyskusji, a nawet gorących i emocjonalnych (ale kulturalnych!) kłótni w komentarzach. Jest jednak kilka nazwisk, co do których nie może być żadnych wątpliwości. Kamil nie tylko jest jednym z najwybitniejszych sportowców w historii swej dyscypliny. Swoim wyczynem z 66. Turnieju Czterech Skoczni kolejny raz potwierdził swoje uczestnictwo w tym ekskluzywnym klubie.

W Norwegii funkcjonuje powiedzenie "skakać po Wirkoli". Oznacza ono, że ktoś musi wykonać zadanie po kimś, kto je wykonał w sposób doskonały, zaskakująco dobry. Ktoś, kto ma "skakać po Wirkoli" jest w niewdzięcznym położeniu, bo będzie to robił w cieniu poprzednika. Stoch zawsze "skakał po Wirkoli", tyle, że jego Wirkola nazywał się Małysz. Przyszedł jednak czas, że nawet Norwegowie powinni się poważnie zastanowić, czy nie zmienić powiedzenia na "skakać po Stochu".

Stoch jest dziewiątym skoczkiem, który wygrał dwa Turnieje z rzędu. Ale pierwszym, który wyczyn sprzed roku doniuniał do perfekcji. Cóż można by zrobić, by pobić jego wyczyn? Wygrać trzy razy z rzędu, za trzecim razem wygrywając cztery konkursy, cztery kwalifikacje i pobić cztery rekordy skoczni? To by było coś takiego, jak wygrać trzy razy z rzędu w lotto za każdym razem obstawiając datę swoich urodzin. Jeśli kiedyś się zdarzy, ogolę się na łyso i zostanę pustelnikiem w środku dżungli na Antarktydzie. Że co? Że na Antarktydzie nie ma dżungli? No właśnie.

Pięćdziesiąt lat czekaliśmy, aż ktoś wygra wszystkie cztery konkursy. Tylko szesnaście trzeba było czekać, aż ktoś ten wyczyn powtórzy. W dodatku Kamil odczarował dwie niemieckie skocznie, na których Polak nigdy do tej pory nie wygrał. W każdym razie nie podczas Turnieju Czterech Skoczni.* Kto zresztą miałby to zrobić, jak nie on? W końcu w Niemczech czuje się jak pstrąg w Dunajcu. Wygrywał tam siedem razy. Dla porównania w Polsce - sześć. Licząc z konkursem w Bischofshofen w 2017 wygrał 5 konkursów TCS z rzędu, co udało się w historii tylko dwóm skoczkom przed nim - Recknagelowi i Hannawaldowi. Jego przewaga nad drugim w Turnieju Wellingerem jest trzecią najwyższą - po Małyszu i Nykänenie (w 1988). A największą w erze przeliczników. Kamil wyśrubował już liczbę zwycięstw w PŚ do 26, co daje mu siódme miejsce w tabeli wszechczasów. Podiów ma 51 - trzynaste miejsce na liście wszechczasów. Ale to są statystyki, które świadczą o klasie zawodnika.

Do Ligi Niezwykłych Dżentelmenów nie można się dostać będąc po prostu bardzo dobrym skoczkiem. Zaproszeń nie wysyłają ze względu na suche statystyki. Do tego klubu dostają się ci, którzy w szczególny sposób podziałali na wyobraźnię kibiców. Dokonali czegoś, co zostanie zapamiętane na zawsze. Zachwycili. Zabłysnęli jak gwiazdy na firmamencie skoków. Wygrawerowali swe nazwiska złotą farbą w szwedzkim granicie.

Kamil - tak jak kiedyś Adam - jest naszym idolem, narodowym talizmanem. Dzięki niemu oddychamy pełną piersią, przeżywamy zbiorową, zastępczą dumę, sami czujemy się zwycięzcami. Leczy nasze zbiorowo-narodowe i personalnie-osobiste kompleksy. W poczuciu milionów kibiców wyrównał właśnie kolejny rachunek polsko-niemieckich krzywd. Przecież w grudniu 2001 roku wielu oczekiwało, że to Polak wygra Turniej Czterech Skoczni, a może i wszystkie cztery konkursy. A ubiegł go Niemiec - w magicznym stylu. Tym razem faworytem był Niemiec, a tymczasem Polak ubiegł go w fantastycznym stylu. Bardzo mi przykro, z powodu upadku Ryśka, którego zresztą bardzo lubię. Wolałbym, by Kamil pokonał go w równej walce. Ale jakoś jestem dziwnie pewien, że nawet w pełni sił Freitag nie powstrzymałby naszego Mistrza. Kamil jest teraz w stanie flow. W pełnym gazie. Na szczycie.

Kto by pomyślał. Czy ktokolwiek wierzył w 4 zwycięstwa po kwalifikacjach w Oberstdorfie? Kto jeszcze pamięta, że Kamil zajął w nich 28. miejsce? A już kolejnego dnia świętowaliśmy jeden z najlepszych konkursów w wykonaniu Polaków w historii PŚ. Sytuacja w tym technicznym sporcie zmienia się z dnia na dzień. Tydzień w skokach to już bardzo dużo czasu. Kto tydzień temu uwierzyłby, że Kamil 6 stycznia będzie już liderem PŚ? Tak, Kamil wygrał 4 konkursy z rzędu, czym wyrównał swe osiągnięcie sprzed roku. Co go tak nakręciło? Mam swoją teorię. Myślę, że swoja cegiełkę do tego sukcesu dorzucili organizatorzy z Ga-Pa, którzy puścili Stochowi hymn wszechsłowiański zamiast polskiego. Tym samym ktoś zaliczył wpadkę jak nie przymierzając realizator Polsatu, który na gali Plebiscytu Przeglądu Sportowego uparcie mylił Marcelinę Hulę z Ewą Bilan-Stoch. Kamil - jak na prawdziwego patriotę przystało - postanowił wygrywać już do końca Turnieju, żeby się wszyscy porządnie nauczyli że Mazurek to nie marsz pogrzebowy. Myślę, że teraz już tego typu faux paus nie nastąpi.

Mój redakcyjny kolega, Adam Bucholz, podrzucił mi frapującą ciekawostkę. Kamila i Svena łączy coś więcej, niż 4 zwycięstwa w jednym TCS. Otóż debiutancki konkurs Stocha w PŚ (Zakopane 2004) był zarazem ostatnim, w którym Hannawald zdobył punkty PŚ. A właściwie punkt, bo Niemiec był wtedy 30. Kto by przewidział, że będący wtedy w wieku Tomka Pilcha skoczek z Zębu, który w tym konkursie zajął przedostatnie miejsce, powtórzy na TCS legendarny wyczyn zawodnika z Erlabrunn? Był to jedyny konkurs, w którym rywalizowali ze sobą obaj wielcy skoczkowie. Stoch dostał kolejną szansę w PŚ dopiero rok później. Hannawald wystartował tamtej zimy jeszcze dwa razy i zakończył karierę, by ratować swoje zdrowie. Co ciekawe - Sven skoczył w drugiej serii 105 metrów - tyle, co Kamil w pierwszej... Czy Hannawald - przytłoczony zresztą swoimi własnymi kłopotami - zauważył wtedy w ogóle Stocha? Czy odróżniał go od innych polskich skoczków? A Stoch? Zapewne patrzył na rywala z podziwem. Może marzył, by Hannawald dał mu autograf? Zamienił z nim kilka słów? Dziś - choć na pewno Niemca szanuje - ma wszelkie prawo by spoglądać na niego z góry. Dokonał tego samego i dużo więcej. Prześcignął go pod niemal każdym względem. Poza tytułami Mistrzostw Świata w lotach, czyli tymi - w opinii sporej liczby kibiców - najmniej prestiżowymi.

No właśnie. Jednym z wyczynów plasującym Stocha w Lidze Niezwykłych Dżentelmenów jest ów problematyczny narciarski Wielki Szlem. Wielu o nim mówi, nie każdy tak samo go rozumie. Media angielskojęzyczne czy niemieckojęzyczne nazywają Wielkim Szlemem właśnie TCS, a właściwie wygranie 4 konkursów w jednej edycji. W polskich mediach też do niedawna spotykałem się z taką właśnie definicją. Jednak ostatnio w Polsce coraz częściej się mówi w tym kontekście o zwycięstwie na Igrzyskach, Mistrzostwach Świata, Turnieju Czterech Skoczni i w klasyfikacji generalnej PŚ. Ale niektórzy zaliczają do niego Mistrzostwa Świata w lotach, co dodatkowo komplikuje sprawę. Ja na swój prywatny użytek wymyśliłem własną nomenklaturę, która porządkuje mi tę kwestię. Określenie "szlem" pochodzi przecież z brydża. 13 lew to wielki szlem, 12 to mały szlem lub szlemik. Dopiero z brydża to określenie trafiło do tenisa oraz golfa. Tam Wielki Szlem to zwycięstwo w czterech najważniejszych turniejach. Dopiero w tenisie szlem skojarzył nam się z liczbą "4". Z definicji to jednak rozgrywka, w której wszystkie (lub wszystkie najważniejsze) trofea zgarnia jeden gracz. Jak wszystkie, to wszystkie. W brydżu 13, w tenisie 4, a w skokach 5. Dlatego też Wielkiego Szlema ma dla mnie tylko Nykänen. Jedynie latający Fin zgromadził wszystkie pięć najważniejszych w skokach trofeów. Stoch, Weissflog, Bredesen i Morgenstern mają zatem Dużego Szlema (ZIO, MŚ , PŚ i TCS). A Ammann i Schlierenzauer - Małego Szlema. Szwajcarowi brakuje TCS, natomiast Austriakowi złota olimpijskiego. Ale obaj "zastąpili" je tytułem mistrza Świata w lotach - tak jak w kartach można zastąpić dowolną kartę jokerem.

Domniemany niski prestiż MŚwL to zresztą osobny temat. Miałem okazję przeprowadzić na ten temat małą, ale dość reprezentatywną ankietę wśród skoczków, trenerów i innych ludzi związanych ze skokami narciarskimi. Wyniki tej ankiety to temat na osobny felieton. Ale uprzedzając fakty zdradzę, że ludzie siedzący w skokach po tamtej stronie telewizora (i bandy) widzą tę kwestię nieco inaczej niż kibice i często wcale nie plasują złotego medalu z mamuta na dole listy trofeów.

Jednak to, czy Stoch ma Szlema Wielkiego, czy tylko Dużego, nijak nie wpływa na jego uczestnictwo w Lidze. Cztery wielkie tytuły czy dublet olimpijski, to przepustka do nieśmiertelności. Każdy z nas chciałby czegoś takiego dokonać. Każdy z nas chciałby, by pozostało po nas coś, o czym ludzie będą pamiętać. Każdy z nas by chciał, aby ktoś wspominał nas tak, jak Włodzimierz Szaranowicz wspomina Primoža Ulagę...

A wracając do Hannawalda - obiecał, że będzie pierwszym, który pogratuluje Kamilowi zwycięstwa we wszystkich czterech konkursach. Ale Małysz znowu go wyprzedził.

W dzisiejszym tekście celowo skupiam się na Kamilu, bo jakżeby inaczej. Jest wiele innych ciekawych rzeczy, które wydarzyły się na Turnieju. Wspomnę jedynie o straconej szansie Dawida Kubackiego na podium. Wielu kibiców rozpalił temat obniżenia belki przez Horngachera przed jego skokiem. Oczywiście pojawiły się teorie spiskowe. Według nich trener celowo upupił Dawida, by ten nie zagroził czwartemu zwycięstwu Kamila. Nie wierzę w tak niesportowe działanie. Być może faktycznie to obniżenie belki wpłynęło na słabszy skok i w efekcie obsuwę w klasyfikacji. Myślę jednak, że Austriak działał w dobrej wierze. Obawiał się po prostu o zbyt dalekie skoki podopiecznych. Po skoku Dawida z kolei wystraszył się, że Kamil może jednak nie dać rady wygrać z niższej belki - skoro Dawid skoczył o 10 metrów za krótko. I zdecydował, że Kamilowi rozbiegu nie skróci.

Raz jeszcze odgrywam sobie ten turniej w pamięci i mój podziw nie opada. Kamil nie przejmuje się pojawiającymi się tu i ówdzie opiniami, że po trzydziestce skoczek będzie się już tylko zwijał i przełamuje kolejne bariery. W dodatku Adam Małysz mówi, że ten facet potrafi przekuć nerwy w pozytywną energię! Przecież to lepsze niż kamień filozoficzny! Kurde, gdybym ja tak potrafił! Gdyby każdy rodzic trzylatka tak potrafił! Świat kipiałby od pozytywnej energii i moglibyśmy ją magazynować i z zyskiem sprzedawać! Kamilu - kolejna dedykacja dla Ciebie. To samo, co poprzednio - ale inaczej. Nie przestawaj marzyć. Tyle jeszcze do wymarzenia!

Czołówka 07.01.2018
Lpzawodnikkrajpkt.strata1strata2
1 Kamil Stoch Polska 723 0 0
2 Richard Freitag Niemcy 711 12 12
3 Andreas Wellinger Niemcy 569 154 142
4 Daniel Andre Tande Norwegia 485 238 84
5 Junshiro Kobayashi Japonia 410 313 75
6 Stefan Kraft Austria 399 324 11
7 Anders Fannemel Norwegia 360 363 39
8 Johann Andre Forfang Norwegia 352 371 8
9 Markus Eisenbichler Niemcy 312 411 40
10 Robert Johansson Norwegia 294 429 18



Kamil na prowadzeniu. Przewaga pierwszej dwójki bardzo wyraźna. Jestem ciekaw, czy ci dwaj dżentelmeni (na określenie "niezwykły dżentelmen" Rysiek musi sobie dopiero zasłużyć) rozegrają między sobą walkę o KK, czy też do gry włączy się ktoś jeszcze? Nawet jeden tydzień w skokach to dużo czasu a co dopiero dwa i pół miesiąca. W Pucharze Narodów Niemcy i Norwegowie idą niemal łeb w łeb, Polska wciąż ze sporą stratą. Mam nadzieję, że Horngacher w końcu pomoże pozbierać się trochę Kotowi lub Żyle (a najlepiej obu), bo już za dwa tygodnie będzie nam potrzebna drużyna. Na razie troszkę brakuje tego czwartego.

Poczet zwycięzców 07.01.2018
LpzawodnikkrajliczbawPŚ
1 Kamil Stoch Polska 4 1
2 Richard Freitag Niemcy 3 2
3 Andreas Wellinger Niemcy 1 3
4 Junshiro Kobayashi Japonia 1 5
5 Anders Fannemel Norwegia 1 7
6 Jernej Damjan Slowenia 1 12



Tu też Kamil wbił się na szczyt w trakcie Turnieju. W dodatku w 2018 roku ma skuteczność 100% - wygrał, póki co, wszystkie konkursy!

Poczet podiumowiczów 07.01.2018
Lpzawodnikkraj123sumawPŚ
1 Kamil Stoch Polska 4 2 1 7 1
2 Richard Freitag Niemcy 3 4 0 7 2
3 Andreas Wellinger Niemcy 1 1 3 5 3
4 Junshiro Kobayashi Japonia 1 0 0 1 5
5 Jernej Damjan Słowenia 1 0 0 1 12
6 Anders Fannemel Norwegia 1 1 1 3 7
7 Daniel-André Tande Norwegia 0 1 1 2 4
8 Johann André Forfang Norwegia 0 1 2 3 8
9 Stefan Kraft Austria 0 0 3 3 6
10 Dawid Kubacki Polska 0 0 1 1 11


W tej tabelce witam serdecznie i szczególnie ciepło Dawida. W felietonie podsumowującym poprzedni sezon napisałem, że jestem pewien, że Dawid kolejnej zimy wykona kolejny krok. Krok wykonany. Teraz czekamy na następny - pierwsze zwycięstwo w PŚ.

Polacy 07.01.2018
LpzawodnikpktwPŚkadra
1 Kamil Stoch 723 1 A
2 Dawid Kubacki 283 11 A
3 Piotr Żyła 213 15 A
4 Stefan Hula 190 16 A
5 Maciej Kot 148 19 A
6 Jakub Wolny 31 37 A


No to mamy standardowe tabelki w komplecie.

Plastikowa Kulka 07.01.2018
Lpzawodnikkrajpkt.wPŚ
1 Andreas Stjernen Norwegia 10 14
2 Naoki Nakamura Japonia 5 n
3 Sebastian Colloredo Włochy 5 54
4 Manuel Poppinger Austria 5 37
5 Noriaki Kasai Japonia 5 35
6 Ryoyu Kobayashi Japonia 5 34
7 Clemens Aigner Austria 5 32
8 Anze Semenic Słowenia 5 25
9 Johann Andre Forfang Norwegia 5 8
10 Stefan Kraft Austria 5 6
11 Andreas Alamommo Finlandia 3 n
12 Antti Aalto Finlandia 3 42
13 Simon Ammann Szwajcaria 3 21
14 Maximilian Steiner Austria 2 n
14 Robert Kranjec Słowenia 2 n
14 Kento Sakuyama Japonia 2 n
14 Andreas Schuler Szwajcaria 2 n
14 Michaił Nazarow Rosja 2 n
19 Dmitrij Wasiljew Rosja 2 54
20 Cestmir Kozisek Czechy 1 n
20 Andreas Wank Niemcy 1 n
20 Anze Lanisek Słowenia 1 n
23 Vojtech Stursa Czechy 1 50
24 Vincent Descombes Sevoie Francja 1 49
25 Kilian Peier Szwajcaria 1 42
26 Jakub Wolny Polska 2 37
27 Halvor Egner Granerud Norwegia 1 22
28 Maciej Kot Polska 1 19


W wyścigu o Plastikową Kulkę na czoło wysforował się niespodziewanie Andreas Stjernen i kto by pomyślał, że tak wysoko sklasyfikowany w PŚ zawodnik może tego dokonać. Ale widać coraz lepsi skoczkowie mają apetyt na to trofeum. W dodatku te dwa 31. miejsca Norwega to jedyne przypadki, gdy nie zdobył punktów. Aż mnie korci, by za to przyznać jakieś dodatkowe jakieś 9/17 punktu...



Cytat zupełnie na temat:

Przemysław Babiarz: - Z czym przyjechałeś na ten turniej?
Kamil Stoch: - Z nartami.

Na pewno przydatny gadżet. Ale Kamil w takiej formie wygrałby ten Turniej skacząc na deskach wyrwanych przed samym konkursem z drzwi od stodoły.

Cytat zupełnie nie na temat:

"Ten słoń nazywa się zombie.
Ma trąbę, lecz na niej nie trąbi.
Dlaczego? I tu puenta fraszki.
On mózg nią wysysa ci z czaszki"

I to by było na tyle, jeśli chodzi o Turniej Czterech Skoczni. Już za tydzień pierwsze loty za koty. Przepraszam płoty za koty. Przepraszam, loty za płoty. No mamut będzie. Włochaty jak kot perski i wielki jak moje coroczne wątpliwości czy ta impreza odbywa się w Kulm, Bad Mittendorf, czy też może Tauplitz. W każdym razie dwie rzeczy są pewne: konkursy.

*) W styczniu 2007 miały się odbyć 2 konkursy lotów na skoczni Heiniego Klopfera. Jednak z powodu braku śniegu przeniesiono je na Schattenbergschanze. Pierwszy z nich wygrał Adam Małysz.

***

Felieton jest z założenia tekstem subiektywnym i wyraża osobistą opinię autora, nie stanowiąc oficjalnego stanowiska redakcji. Przed przeczytaniem tekstu zapoznaj się z treścią oświadczenia dołączonego do artykułu, bądź skonsultuj się ze słownikiem i satyrykiem, gdyż teksty z cyklu "Okiem Samozwańczego Autorytetu" stosowane bez poczucia humoru zagrażają Twojemu życiu lub zdrowiu. Podmiot odpowiedzialny - Marcin Hetnał, skijumping.pl. Przeciwwskazania - nadwrażliwość na stosowanie językowych ozdobników i żartowanie sobie z innych lub siebie. Nieumiejętność odczytywania ironii. Nadkwasota. Zrzędliwość. Złośliwość. Przewlekłe ponuractwo. Funkcjonalny i wtórny analfabetyzm. Działania niepożądane: głupie komentarze i wytykanie literówek. Działania pożądane - mądre
komentarze, wytykanie błędów merytorycznych i podawanie ciekawostek zainspirowanych tekstem.



Marcin Hetnał, Źródło: Informacja własna
oglądalność: (13471) ilość komentarzy: (139)

Dyskusja do wiadomości

PROSTY ZAGNIEŻDŻONY
Prosto z Igrzysk w Pjongczangu:
Igrzyska
Olimpijskie
Puchar
Kontyn.
FIS
Cup

Pań
PK
Pań
FIS
Cup Pań
Najbliższy konkurs:
HS
01.01.1970
godz. 01:00
01.01.1970 godz. 12:00
Aktualna klasyfikacja PK Pań:
Lp.ZawodnikKrajPunkty
1.JAKOWLEWA LidijaRosja415
2.IRASCHKO-STOLZ DanielaAustria400
3.BARANCEWA AleksandraRosja382
4.SZPINIEWA AnnaRosja271
5.BRECL JernejaSlowenia236
13.PAŁASZ MagdalenaPolska84
25.KARPIEL KamilaPolska48
27.KIL JoannaPolska46
27.TWARDOSZ AnnaPolska46
33.RAJDA KingaPolska40
Pełna klasyfikacja..»
Kroppa
2000-2018 skijumping.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Poltyka cookies
Skijumping.pl