Czwarta drużyna ¶wiata - Polska fot. Natalia Konarzewska
Łukasz Kruczek fot. Tadeusz Mieczyński
Łukasz Kruczek i Hannu Lepistoe fot. Adam Łaciak
Kamil Stoch fot. Natalia Konarzewska
Dawid Kubacki fot. Tadeusz Mieczyński
28.08.2010 - Podium w Hakubie fot. FIS
07.08.2010 - Polacy w Hinterzarten fot. Tadeusz Mieczyński
Czy to już sukces? (felieton)
Niedziela, 29 sierpnia 2010, 22:39
Czy wreszcie doczekali¶my się następców Adama Małysza? Czy wreszcie mamy drużynę? Czy wreszcie Polacy zaczn± się emocjonować skokami nie tylko Adama Małysza, ale także innych polskich skoczków? Do końca Letniej Grand Prix zostały jeszcze dwa konkursy, ale ja już pokuszę się o małe podsumowanie.
Wyniki tego lata napełniaj± dum±. Polacy dominuj± zarówno w Letnim Pucharze Kontynentalnym jak i Letniej Grand Prix. W tym pierwszym, okupuj± w tej chwili pierwsze, trzecie i ósme miejsce. W tym bardziej prestiżowym jest jeszcze lepiej.
Tak dobrze nie było jeszcze nigdy. Po raz pierwszy od wielu lat, polskie skoki to nie tylko Adam Małysz. Co więcej – z drużyny która zawsze miała jedn± gwiazdę i grono skoczków przeciętnych lub słabych, wyro¶li¶my na bodajże najrówniejszy zespół w stawce.
Popatrzmy na wyniki Polaków w Letniej Grand Prix. Do tej pory punktowało w tych zawodach aż o¶miu polskich zawodników. Polska przewodzi z duż± przewag± w Pucharze Narodów. Na dwa konkursy przed końcem na drugim miejscu jest Adam Małysz, na trzecim Dawid Kubacki a na czwartym Kamil Stoch.
Z siedmiu dotychczasowych konkursów 4 wygrywali Polacy (po dwa Małysz i Stoch) i trzy Japończyk Ito. Je¶li chodzi o stawanie na podium, to Polacy dokonywali tego 10 razy, Japończycy 6, Austriacy 3 i po razie Fin i Norweg. Ale Austria i Japonia miała na podium tylko po dwóch skoczków (Ito i Tochimoto oraz Morgenstern i Zauner) podczas gdy Polska aż czterech (Małysz, Stoch, Kubacki i Kot).
Takie wyniki osi±gn±ł sztab trenerski pod wodz± Łukasza Kruczka. Jednego z najmłodszych trenerów, który kadrę A przejmował z minimalnym do¶wiadczeniem. Gdy został mianowany na miejsce Hannu Lepistö, u którego był asystentem, wielu pukało się w czoło. Kruczek nie prowadził wcze¶niej samodzielnie nawet sekcji juniorów w klubie. W dodatku na asystenta, zamiast do¶wiadczonego szkoleniowca, wzi±ł sobie Roberta Mateję – skoczka, który dopiero co skończył karierę.
Pocz±tki były trudne. Postępów nie było widać. Adam Małysz skakał słabo. Ale jego „ucieczka” pod skrzydła Hannu Lepistö pomogła wypracować system, który doprowadził wła¶nie do najpiękniejszych chwil w polskich skokach od wielu, wielu lat. Małysz pod opiek± Fina i młodzi skoczkowie prowadzeni przez Kruczka – to rozwi±zanie wydaje się być strzałem w dziesi±tkę. Wygl±da na to, że młody trener wychował zespół, jakim ostatnio mógł się pochwalić Tadeusz Kołder w epoce Piotra Fijasa i Stanisława Bobaka.
Pierwszym zwiastunem obecnej wysokiej formy było 4. miejsce drużyny na Mistrzostwach ¦wiata w Libercu. Potem było pierwsze podium polskiego zespołu w Planicy. Zeszłej zimy postępy, nawet je¶li nieznaczne, zrobili tacy skoczkowie jak Kamil Stoch, czy Krzysztof Miętus. I w końcu tego lata polscy skoczkowie zdaj± się naprawdę rozwijać skrzydła. To już nie pukanie do drzwi czołówki. To już jest czołówka.
Tak, Kruczkowi jest łatwiej, bo wła¶nie w dorosło¶ć wchodzi pokolenie skoczków, które szturmowało skocznie gdy Adam Małysz zaczynał odnosić sukcesy. Szkoleniowiec miał z czego wybierać. To jest też atut naszej kadry A. Tylko Marcin Bachleda i Rafał ¦liż maj± więcej, niż 25 lat. Pozostała szóstka to zawodnicy młodzi, najlepsze dla skoczków lata przed nimi.
Obecne sukcesy to nie tylko kwestia talentów. Sztab trenerski opracował przemy¶lan± strategię. Zawodnicy kadry A skacz±c dobrze w Pucharze Kontynentalnym zdobywaj± wiele punktów i zwiększaj± limity ilo¶ci skoczków. Dzięki temu w zawodach może startować wielu juniorów, którzy tego lata też radzili sobie nienajgorzej – co widzieli¶my w Courchevel. Oby tak dalej. Ważne jest, by zawodnicy kadry A nie przemęczali się skacz±c w obu cyklach, co mija się z celem. Póki co, cel został osi±gnięty – im więcej polskich skoczków, tym więcej szans na dobre występy. I dobre występy przychodz±. A nawet bardzo dobre. Polacy przebojem wdarli się do ¶wiatowej czołówki i zachwycaj± ¶wietnymi wynikami.
Sukces przyszedł nagle i przyjęli¶my go z niedowierzaniem. Być może wła¶nie dlatego, że bardzo długo nasi skoczkowie (poza Małyszem oczywi¶cie) rozczarowywali, dlatego, że na sukcesy przyszło nam czekać tyle czasu, jeste¶my sceptyczni i ostrożni. Może dlatego tak wielu z nas mówi „poczekajmy do zimy” a nawet obniża skalę sukcesu. "Nasi skacz± na maksa, a reszta sobie odpu¶ciła, spokojnie trenuje" - tak pewnie my¶li niejeden. Ale sukces jest wymierny. Zwycięstwa, miejsca na podium, nagrody. Nikt już polskich nazwisk z protokołów zawodów nie wymaże. Dług±, cierpliw± praca, nakładami wysiłku i pieniędzy, polscy skoczkowie i sztab trenerski wypracowali sobie piękne efekty. Łukasz Kruczek i jego współpracownicy zasłużyli na oklaski.
Czy nie za wcze¶nie na takie peany? Wszak prawie wszyscy twierdz±, że letnie skakanie to tylko wstęp do zimy. Że skoki to sport na ¶niegu a skakanie na igelicie to tylko zabawa, forma treningu. Może z chwaleniem sztabu trenerskiego i skoczków wypadłoby poczekać do końca zimy, albo chociaż do wyników Turnieju Czterech Skoczni? Cóż – moim zdaniem pochwały się już należ±. Nawet, gdyby zima nie miała być lepsza niż rok temu. Osobi¶cie wolę, by skoczkowie trafiali ze szczytem formy na sierpień, a nie jak do tej pory, na maj lub listopad.
Marcin Hetnał, Ľródło: informacja własna
ogl±dalno¶ć: (10212) ilo¶ć komentarzy: (150)
TIP: Prosimy o używanie kulturalnego języka i pisanie na temat!
Komentarze nie na temat będziemy usuwać!