Powrót
Arfinn Bergmann i Torbjoern Falkanger, fot. z publikacji: Talviurheiln Tahdet, Porvoo 1986
    Arfinn Bergmann i Torbjoern Falkanger
fot. z publikacji: Talviurheiln Tahdet, Porvoo 1986
Arnfinn Bergmann i Torbjoern Falkanger – czyli jak "pobili" się w Oslo (1952) dwaj norwescy górale...
Niedziela, 05 września 2010, 17:23

Zimowe Igrzyska 1952 odbyły się w Oslo, stolicy Norwegii i na pięknych trasach biegowych i zjazdowych w Norefjell, a skoki tradycyjnie przeprowadzono w Holmenkollen. To miało być święto narciarstwa i było. Nikt bowiem na świecie bardziej nie jest zakochany w narciarstwie jak naród norweski. Hołubi się tam mistrzów nart na każdym niemal kroku.

Norwegowie budują muzea narciarstwa np. w Oslo, Morgedal i Kongsbergu. Zimowe Igrzyska 1952 i 1994 (Lillehammer) jak zgodnie twierdzą fachowcy były jednymi z najpiękniejszych pod względem organizacyjnym i sportowym w historii. Norwegowie kochają narty, bo większość z nich jeździ na nich i kocha "białe szaleństwo". Olimpijski ogień dotarł do stolicy Norwegii 15 lutego 1952 r., nie z greckiej Olimpii, jak każe olimpijska tradycja, lecz z Morgedal. Tam właśnie zrodziło się za sprawą Sondre Nordheima (który też był skoczkiem narciarskim) nowoczesne narciarstwo norweskie. 94 norweskich narciarzy niosło olimpijski ogień z Morgedal do Oslo dniem i nocą, a 19-letni Egil Nansen, wnuk słynnego na całym świecie polarnika, zapalił go na stadionie. Uroczystego otwarcia igrzysk dokonała na stadionie Bislet w Oslo księżniczka Ragnhilda. Przysięgę olimpijską złożył w imieniu ponad 700 sportowców uczestniczących w igrzyskach norweski skoczek, o którym poniżej mowa, mianowicie Torbjörn Falkanger.

Stworzyłem z nich, a więc z Bergmanna i Falkangera, pierwszą parę i rywalizującą ze sobą dwójkę. Według mojego pomysłu, mistrzów skoków narciarskich poukładałem właśnie w dwójki, rywalizujące ze sobą na konkretnych, historycznych zawodach. Oni walczyli o olimpijskie podium i medale właśnie na "Holmenkollbakken" w dniu 22 lutego 1952 r. Zwyciężył skoczek o trudnym imieniu Arnfinn i nazwisku Bargmann. Podczas zawodów miał niecałe 24 lata. Uczyniłem tak także dlatego, że ilość danych w publikacjach drukowanych i Internecie o obydwu wyżej wymienionych słynnych zawodnikach jest jednak stosunkowo mała. Bergmann urodził się 14 października 1928 r. W 1950 r. na skoczni w Rumford w USA zdobył brązowy medal mistrzostw świata FIS, po skokach na 66,5 i 60 metrów. Jego największym sukcesem był złoty medal olimpijski zdobyty w 1952 r. na skoczni olimpijskiej w Holmenkollen. W obecności ponad 180 tysięcy kibiców i samego króla Norwegii Bergmann został mistrzem olimpijskim. Za zwycięstwo otrzymał także złoty medal mistrza świata FIS (konkurs olimpijski był równocześnie zawodami rangi mistrzostw świata FIS). Oddał dwa skoki o długości 67,5 i 68 metrów i zdobył notę 226 punktów. W 1952 r. wygrał także w wielkich zawodach w narciarstwie klasycznym w Holmenkollen. W 1956 r. otrzymał prestiżowy medal Holmenkollen razem z Arne Hoelem i Borghild Niskin. Warto dodać, że Bergmann był niezłym piłkarzem.

Wyniki sportowe Anrfinna Bergmanna: olimpijczyk, Zimowe Igrzyska Olimpijskie – 1952 – 1 skoki, Mistrzostwa Świata – 1950 – Lake Placid – 3 skoki, 1952- Oslo - 1.

Drugi z bohaterów mojej narciarskiej opowieści, Torbjörn Falkanger, jak widać z zachowanych fotografii był niezwykle przystojnym mężczyzną (chociaż nie mnie o tym właściwie się wypowiadać, proszę niech się w tej kwestii wypowiedzą Panie odwiedzające www.skijumping.pl w komentarzach poniżej tekstu) Falkanger urodził się 8 października 1927 r. w Trondheim. Skakać zaczął jako junior w wieku 12 lat. Jeden z najlepszych skoczków świata przełomu lat 40 i 50. Skakał stylowo i pięknie. Pierwszy dobry występ Torbjörn zanotował w Holmenkollen w 1949 r. Rok później był piąty na skoczni w Rumford (niedaleko Lake Placid) podczas Mistrzostw Świata w narciarstwie klasycznym. Wygrał w nich Björnstad (skoki 68,5 i 68 m), przed Szwedem Thure Lundgrenem (66,5 i 65 m) i Norwegiem Arnfinnem Bergmannem (66,5 i 60 m). Falkanger miał skoki o długości 62 i 67 m. Bardzo dobrze zaprezentował się podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 1952 r. Był tym zawodnikiem, który składał olimpijską przysięgę w imieniu wszystkich sportowców-olimpijczyków. Konkurs skoków na "Holmenkollbakken" odbył się 22 lutego 1952 r. Oglądało go, jak podają annały narciarstwa, 180 tysięcy sportowych kibiców, w tym także norweski król. Zwycięzcami mieli być fantastycznie dysponowani w tym okresie skoczkowie fińscy, ale okazało się, że u siebie, w kolebce narciarstwa, jaką jest Holmenkollen w Norwegii, zawodnicy norwescy, zmotywowani gorącym dopingiem publiczności okazali się najlepsi. Zwyciężył Bergmann po skokach na 67,5 i 68 metrów, przed Falkangerem, który miał 68 i 64 m, a trzecie miejsce wyskakał Szwed Karl Halmstroem. Tak więc Falkanger zdobył tytuł wicemistrza olimpijskiego i tytuł wicemistrza świata FIS i na trwałe przeszedł do historii światowego narciarstwa. W tym konkursie skakało czterech Polaków: 24 – Antoni Wieczorek, 27 – Stanisław Marusarz, 33 – Jakub Węgrzynkiewicz i 39 Leopold Tajner. Mój wuj, Andrzej Gąsienica-Daniel w skokach próbnych złamał obojczyk i ta kontuzja wyeliminowała go z olimpijskich zmagań. Podczas mistrzostw świata w szwedzkim Falun (1954) na "Riksskistadion" był piąty w skokach po skokach na 72,5 i 74 m. W szwedzkim Falun wygrał skoki fenomenalny Fin Pietikainen. Ponadto Falkanger dwukrotnie zwyciężał w tradycyjnych, królewskich zawodach w Holmenkollen (1949, 1950). Zwycięstwo na tym obiekcie jest wyjątkowo prestiżowe, zwłaszcza dla zawodników norweskich i oznacza przejście do historii dyscypliny skoków narciarskich. Przecież skocznia w Holmenkollen jest miejscem, gdzie zaczęły się światowe skoki. Zajmował też czołowe lokaty podczas zawodów w Falun – "Svenska Skidspelen" i na innych prestiżowych zawodach. W roku 1952 Falkanger został nagrodzony medalem Holmenkollen, a oprócz niego tę prestiżową nagrodę otrzymali: słynny zawodnik fiński Heikki Hasu, szwedzki biegacz "Mora Nisse", Nils Karlsson i norweski alpejczyk Stein Eriksen.

Wyniki sportowe Torbjörna Falkangera: narciarz skoczek, Zimowe Igrzyska: 1952 – Oslo – 2 skoki, Mistrzostwa Świata: 1950 – Lake Placid – 5 skoki, 1952 – Oslo – 2, 1954 – Falun – 5 skoki. Dwukrotny zwycięzca konkursów skoków na królewskiej skoczni w Holmenkollen (1949, 1950).




Warto dodać na zakończenie tej opowieści jeszcze jedno. Zimowe Igrzyska w Oslo 1952, jak się miało okazać w historii skoków narciarskich, stanowiły końcowy moment i kres w ponad 30-letrnim okresie niemal całkowitej dominacji skoczków narciarskich z Norwegii w najważniejszych zawodach, jak Zimowe Igrzyska, Mistrzostwa Świata FIS, zawody w Holmenkollen, Lahti i Falun. Pojawili się bowiem ich groźni rywale: zwłaszcza Finowie, ale także skoczkowie z NRD, a do walki o wysokie lokaty włączyli się zawodnicy z ZSRR, Szwajcarzy i inni. Norwegowie i owszem, odnotowywali nadal sukcesy i zwycięstwa, a także zdobywali wysokie lokaty, ale już nie w tak przekonywującym stylu, jak w latach dwudziestych i trzydziestych, kiedy całkowicie zdominowali skoki. Okres całkowitej dominacji Wikingów był już tylko piękną historią... Minął. Nadszedł nowy okres w dziejach podniebnej dyscypliny, ale o nim następnym razem... Pochwalę się też, że mam w swoich nieprzebranych zbiorach film fabularny z Oslo, pokazujący zmagania najlepszych na skoczni Holmenkollbakken, może kiedyś opublikujemy go w serwisie www.skijumping.pl A może ktoś z państwa, na co ciągle liczę, pomoże mi we wzbogaceniu ilości danych biograficznych o wyżej wymienionych zawodnikach. Proszę o kontakt na e-mail: historia@muzeumtatrzanskie.pl i z góry dziękuję za każdą pomoc.

Wojciech Szatkowski
Muzeum Tatrzańskie, Im. Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem
www.muzeumtatrzanskie.pl

FOTORELACJA:

SimpleViewer requires JavaScript and the Flash Player. Get Flash
Wojciech Szatkowski, źródło: informacja własna
BIFI - Jogurt pitny


oglądalność: (2359)   ilość komentarzy: (11)

Szafy z drzwiami przesuwnymi, zabudowa wnęk



Opinie czytelników
Użytkownicy: niezarejestrowani, zarejestrowani, redaktorzy serwisu

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się, aby skorzystać ze wszystkich opcji forum!
autor: krwisty (robert.wojska@interia.pl) , 08 września 2010, 19:52
@Małyszomaniak
Niezły klimat nam wkręciłeś z tym ogniskiem, skórą, pieczystym i duchami historii..magia, magia i jeszcze raz magia.

Tak ważna przy zagłębianiu się w stare dzieje jest atmosfera. Nie można tego czytać na kolanie w tramwaju lub autobusie.

Do tego trzeba klimatu, wtedy magia zaczyna działać.
autor: Malyszomaniak (malyszomaniak@o2.pl) , 07 września 2010, 15:35
Ognisko
A ja chętnie wziął bym tekst najlepiej wydrukowany, usiadł przy ognisku w zimna noc, przykrył się skórą z niedźwiedzia wyłożył wygodnie na siodle lub pniaczku zagrzał sobie grzańca i przy wolno dopiekającej się pieczystym i ziemniaczkach w cichości gór ale i też zgiełku górskiej nocy, wsłuchując się w echa ledwie słyszalnego zgiełku dawnych lat i zawodów przeniósł bym się w tamte czasy czytając ten tekst i wyobrażając sobie ta atmosferę tych ludzi te zdarzenia. Magiczna noc magiczne miejsca magiczna historia. Ten duch i to uczucie, które łączy wszystkich czytelników ta atmosfera ten zapach i ta magia. Magia minionego czasu mistycznego jak mistyczne miejsce ludzie i moment uchwycony na starych fotografiach.

Dzięki Wojtku za gawędy o czasach ,które warto wspominać. Chętnie bym poczytał o okresie wojennym o czasie o którym my wiemy jako o czasie wojny ale mało wiemy o sporcie w tym okresie. Dlatego że go nie było ? może. Ale jeśli nawet było go mało to był on napiętnowany czymś więcej. Duchem tragedii ale też i duchem niezłomności walki i nie poddawania się.
autor: luck191 (luck191@o2.pl) , 06 września 2010, 23:22
-
wszyscy narzekacie,dobrze,że to piszą,serwis zawiera szeroki zakres informacji,a przydałoby się lepiej opisać sylwetki skoczków i trenerów oraz aktualne strony o nich i ich adresy mailowe,mogliby się dowiedzieć,przecież jeżdżą na Puchary Świata,wielu osób chciało by się z nimi skontaktować,ale wiele informacji jest nieaktualnych,może skijuming.pl mogłoby się tym zająć oraz można byłoby byłoby poszerzyć byłych skoczków o starszych zawodników
autor: krwisty (robert.wojska@interia.pl) , 06 września 2010, 17:56
-
@Osobiście kakao lubię na śniadanie. Wieczorem zaś preferował bym lampkę przedniego wina. Mam takowe od mojego przyjaciela forumowego @Czarnegolisa także przy następnym artykule uraczę się wiedzą i smakiem. Czekam na następną odsłonę historii...
autor: Wojtek z Hól czyli W Szatkowski (*i71.internetdsl.tpnet.pl), 06 września 2010, 14:47
Korekta
A ja po uwagach jo co do korekty i stylu też przeczytałem jeszcze raz mój tekst i poprawiłem (a raczej Tadeusz poprawił, dziękuję) tajner na Tajner. Ale wiecej jakiś uchybień nie znalazłem. Można się oczywiście zawsze doczepić, czy dlaczego przecinek tu a nie tam, czy do stylu, ale generalnie myslę, że jest OK.
W W każdym razie dziękuję za uwagi, chociaż całkowicie nie mam wrażenia by mój tekst "roił się od literówek", a co do czytania to fakt. Wolne czytanie wieczorem przy kakao jak chce Marcin, czy winie *jak chcę ja, chociaż kakao uwielbiam) ma wy ższośc nad pośpiechem. Więcej jeśli cokolwiek wykonujemy w pośpiechu, to efekt jest bardzo mizerny.
autor: MarcinBB (m.hetnal@skijumping.pl) , 06 września 2010, 14:34
Popełniłem błąd
Przeczytałem ten tekst teraz, trochę w pośpiechu. Trzeba było poczekać do wieczora, zgasić światło, zostawic tylko lampkę nocną i usiąść wygodnie w fotelu z kubkiem gorącego kakao... Tak się powinno czytać teksty Wojtka. Jak gawędy przy kominku...
autor: Fanka (fanka4@onet.pl) , 06 września 2010, 08:51
-
Jak patrze na zdjęcia z danych lat i skoczków, którzy skakali bez żadnych kasków i żadnej ochrony ciała to aż nie do wiary, że tak skakali w czapeczkach z pomponikami wełnianymi albo i bez i zwyczajnych ubraniach.
Facet bez kasku na głowie to jak samobójca ale takie czasy a i wówczas byli też Mistrzowie i tylko z podziwem patrzeć na ich odwagę skakania.
A ten jeden faktycznie jakbym widziała twarz Loitzla:)
Bardzo ciekawy artykuł.
autor: Lady_J , 05 września 2010, 21:37
-
Bardzo ciekawy artykuł. Można sobie uświadomić jak bardzo zmienił się ten sport, przede wszystkim w kwestii odległości skoków. Bo czymże jest wtedy fantastyczna odległość 68 m Bergmanna w porównaniu do 239 m Romoerena ;)

To dopiero była odwaga skakać bez kasków ;)
autor: Halemba (*17b.sileman.net.pl), 05 września 2010, 21:20
-
Ach, no i ten cały Bergmann rzeczywiście podobny do Loitzla, tak z oczu jakoś;)
autor: Halemba (*17b.sileman.net.pl), 05 września 2010, 21:18
-
Faktycznie, korekta by się przydała:)
I bardzo fajnie, że pojawiają się i takie artykuły, które dotykają historii dzisiaj znanej już niewielu osobom. Skoki to piękna dyscyplina, znajdziemy w niej niejedną perełkę, zarówno w przeszłości jak i we współczesnych latach.
autor: jo (*159.neoplus.adsl.tpnet.pl), 05 września 2010, 18:08
;]
wszystko ładnie, pięknie, bardzo ciekawe artykuły, ale błagam o zatrudnienie kogoś, kto zajmowałby się ich korektą, czasem wygląda to tak chaotycznie i w takim stopniu roi się od literówek, że trzeba przeczytać kilka razy, żeby wyłapać sens zdania :) pozdrawiam.

PS. A co do opisanych powyżej skoczków, to Bergmann z twarzy przypomina Loitzla :P
Dodaj własny komentarz
TIP: Prosimy o używanie kulturalnego języka i pisanie na temat!
Komentarze nie na temat będziemy usuwać!


Pseudonim/Imię:
Email:
Temat:
Treść:




Wysłanie komentarza, oznacza akceptację regulaminu komentowania na łamach Skijumping.pl

Podobne tematy


Sonda
Czy w ten weekend w Predazzo zostanie pobity rekord skoczni Adama Małysza?
Tak
Nie
Nie mam zdania
Wyniki :: Archiwum Sond



 
         

 
strona główna | o serwisie | redakcja | reklama | współpraca | czat | forum
©2000-2011 skijumping.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.