Viessmann - oficjalny partner skijumping.pl Lotos - oficjalny sponsor skijumping.pl
Czwartek, 06 grudnia 2007, 00:02

Upadki w skokach narciarskich – część 1: Thams – pierwsza ofiara pogoni za rekordem...

[strona=1]


Skoki narciarskie należą od lat, zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że od początków dziejów podniebnej dyscypliny, do grupy sportów nazwijmy je ekstremalnych. Może nawet wybitnie ekstremalnych. I chociaż niezapomniany Bogumił Kobiela mówił: - Jak się nie wywrócis to się nie naucys, to akurat to twierdzenie w przypadku skoków mija się z prawdą. Czasami upadki kończyły kariery i to świetnych zawodników, czasami niweczyły trud wieloletniego treningu. Są jednak wpisane w ryzyko tego sportu i zawodnicy świadomie to ryzyko podejmują. Dlatego też zdarzają się w czasie konkursów upadki zawodników. Niektóre bardzo poważne (obecnie coraz rzadziej na szczęście), inne mniej. One właśnie są tematem niniejszego artykułu, a raczej serii artykułów.

Ciekawe, ale w sieci ten pasjonujący temat nie doczekał się wyczerpującego opracowania, które byłoby dla nas autorów w stu procentach satysfakcjonujące. Jest trochę danych, są filmy na "YouTube", ale to wszystko nie to... Dlatego podjęliśmy ten właśnie temat, licząc że pokażemy go w sposób ciekawy i wywołamy, na progu sezonu zimowego ciekawą dyskusję. Chcemy pokazać upadki od początku skoków narciarskich (od 1928 r.) aż do dzisiaj. Naszym celem jest przede wszystkim zobrazowanie jakie najcięższe upadki w historii skoków miały miejsce od lat 20. do okresu nam współczesnego, dlaczego się one wydarzyły i jakie były ich konsekwencje dla zawodników i dla dyscypliny. Oczywiście dokonaliśmy wyboru i pokażemy kilkadziesiąt sytuacji ekstremalnych, które zakończyły się upadkami zawodników. Pokażemy też takie, niestety, które skończyły się śmiercią zawodników, oraz te które spowodowały ich trwałe kalectwo. Najwięcej będzie w poniższym tekście upadków, które skończyły się, o ile można tak powiedzieć, "szczęśliwie" i bez trwałych konsekwencji zdrowotnych. Pokażemy też kilka sytuacji komicznych. Generalnie temat jest jednak bardzo poważny. Ja jako miłośnik dawnych skoków opracowałem upadki w latach od 1924 - 2000, a Natalia Konarzewska w czasach współczesnych i w ostatniej dekadzie. Ponadto opracowała ona fragment tekstu dotyczący tego jakie jest stanowisko Komisji Skoków FIS w sprawie bezpieczeństwa zawodników. Znakomitym uzupełnieniem tego tekstu będzie film o upadkach, autorstwa "Nanu" (Natalia Konarzewska), który można sobie ściągnąć na komputer. Polecam go wszystkim. Życzymy Państwu udanej lektury i liczymy na liczne, przychylne głosy i ciekawą dyskusję na temat upadków w skokach narciarskich, ich przyczyn etc.

Polowanie na "siedemdziesiątkę" i upadek Thamsa... w St. Moritz (1928)

Zacznijmy od lat 20., przenosząc się do jednej z europejskich stolic sportów zimowych - do uroczego, pokrytego świeżym śniegiem szwajcarskiego Saint Moritz. Miasto zmienia się: na ulicach pełno narciarzy, wielojęzyczny tłum wokół nich, narty, narty i jeszcze raz drewniane narty. Ludzie w pumpach, ekipy, kolorowe swetry - tryumf sprawności fizycznej, radości życia i rywalizacji na najwyższym poziomie. Jest przecież rok 1928 i zaczynają się II. Zimowe Igrzyska Olimpijskie. W ich ramach ma być rozegrany, jako część programu narciarstwa klasycznego, konkurs skoków na pięknym obiekcie olimpijskim, spod którego w tle widzowie widzą góry. Na skoczni tysiące widzów. A kibice - wiadomo chcą, by skoczkowie ryzykowali... wtedy było tak samo... Myli się i to mocno ten, kto myśli, że sensacja i pogoń za rekordem są wytworem czasów nam współczesnych, tj. ostatnich lat XX wieku, doby: wszechobecnych mediów, uroczej "Dody" i internetu. Zwłaszcza w dyscyplinie skoków na nartach tłum żądny był zawsze tego, by zawodnik skakał, jak to się wtedy mówiło - "na całego", przełamywał bariery, ustanawiał nowe, coraz bardziej ryzykowne i wyśrubowane rekordy. Ludzie chcieli "chleba i igrzysk". Upadków na skoczniach świata było w tym okresie (lata 20.) o wiele więcej niż dziś: skocznie były gorzej przygotowane do zawodów (zeskok często był zbyt miękki), nie było wiązań bezpiecznikowych, kasków, nikt nie zawracał sobie głowy pomiarami wiatru i jego siły, bo tak naprawdę czym miałby je zmierzyć (takich przyrządów do pomiaru wiatru jeszcze nie było)? Dlatego konkursy wielokrotnie odbywały się w bardzo niekorzystnych warunkach atmosferycznych, na słabo przygotowanych obiektach i upadków było wiele. Trzeba więc stwierdzić, że w latach 20. kibice skoków także wymagali wiele od swoich idoli. Psychologiczne uzasadnienie takiego rozumowania jest przecież bardzo proste: ludzi bawią rzeczy ekstremalne, przełamywanie barier - tak było, jest i będzie. To pociąga. Tak było i wtedy 80 lat temu.

Przykładem szaleńczego pościgu za rekordem, a w konsekwencji tego wyścigu bardzo ciężkiego upadku, była historia norweskiego skoczka, Jacoba "Tulli" Tullina Thamsa, dzierżącego zaszczytny tytuł pierwszego mistrza olimpijskiego w skokach z Chamonix (1924), który jako pierwszy pokonał magiczną dla zawodników granicę 70 m, na skoczni w norweskim Odnes. Niestety, na swoich drugich ZIO, odniósł ciężką kontuzję, próbując pobić swój dotychczasowy rekord, a opis jego upadku skreślił działacz PZN, późniejszy kapitan sportowy PZN, Stanisław Faecher: - Popołudniowy "wielki" konkurs skoków, przyniósł podobno szerokiej publiczności rozczarowanie o tyle, że nie padła upragniona "siedemdziesiątka". Ogół był tak opętany manją rekordowej długości, że zapoznał nawet istotną wartość, którą w tym konkursie można było spostrzec. Ofiarą tej manji padł zresztą słynny król nart I Olimpiady Tallin Thams, który w niesamowitem polowaniu na długość, wybił się z całą potęgą swej umiejętności i przelatując jak rozpętany pocisk 73 m, dał na zeskoku widowisko katastrofy upadku. Trzaskowi łamanych nart towarzyszył okrzyk przerażenia tłumów, a porwane na strzępy wiązania uwolniły nogi skoczka, który o szczęściu może mówić, że względnie cało wyszedł z groźnego upadku1.




1Stanisław Faecher, II. Olimpiada Zimowa w St. Moritz, 11 - 19.02. 1928, w: "Narciarstwo Polskie", Kraków 1929, t.3, s. 76-77[strona=2]Tyle Faecher. Po pierwsze przypomnijmy pewne mało znane fakty. Konkurs ten przeszedł do historii z powodu rozbieżności pomiędzy Norwegami a Szwajcarami, co do ustawienia wysokości rozbiegu (znalazłem taką informację w zbiorach po Bronku Czechu, teczka "Bronek Czech 1928"). Norwegowie nie chcieli dopuścić, by rozbieg był zbyt wysoki, bo mogło to doprowadzić do upadków najlepszych (w tym oczywiście Norwegów, którzy byli jednak najlepszymi wtedy na świecie). Jak się miało okazać ich postulaty były słuszne. Z kolei Szwajcarzy liczyli, że wysoki rozbieg promuje ich zawodników, którzy dobrze znali obiekt w St. Mortitz i byli na nim "oskakani". Koniec końców stanęło przy wysokim rozbiegu. Thams chciał bronić swojego tytułu mistrza olimpijskiego, po pierwszej serii skoków był 5., a w drugim skoku poszedł na całego - po potężnym wybiciu i ładnym locie osiągnął aż 73 m, co było najdłuższym skokiem oddanym kiedykolwiek w tym czasie, ale go nie mógł ustać, ciężki upadek wyeliminował go z walki o medal (zajął dopiero 28. miejsce). Faecher pisze o trzasku łamanych nart, co świadczy, że upadek musiał być potwornie ciężki. Zawodnik z tego co wiadomo nie stracił przytomności, ale jedno ze źródeł mówi o kontuzji kręgosłupa, a więc było to bardzo poważne. Być może nie opuścił skoczni o własnych siłach.

Tego dnia, w czasie olimpijskiego konkursu skoków było 8. upadków na 38. zawodników, a więc ponad 20%; upadli: Ban (Japonia), Kleppen, Thams (Norwegia), Czech (Polska), Bernasconi (Włochy), Trojani, Vuilleumier (Szwajcaria), Ericsson (Szwecja). Warto dodać, że w tej grupie miało upadki aż 3. czołowych zawodników: Thams, Kleppen i nasz Czech, którzy, gdyby swoje skoki ustali, mieli szanse nawet na medal (z pewnością Thams), bądź na miejsca w czołówce (Kleppen i Czech), co rodzi całkiem uzasadnione podejrzenie, że rozbieg był jednak ustawiony zbyt wysoko, lub wiał na skoczni zbyt silny wiatr, ale raczej to pierwsze. Sędziowie i jury konkursu tym razem trochę zawiedli. Wśród tych, którzy upadli było też dwóch czołowych skoczków szwajcarskich.

Faecher wspomina, że zawodnik (chodzi o Thamsa): "względnie cało wyszedł z groźnego upadku", ale czy rzeczywiście tak było naprawdę? Znalazłem informację, że po tym pechowym konkursie Thams przestał skakać na nartach, z powodu kontuzji kręgosłupa, której nabawił się podczas feralnego upadku w Szwajcarii. Informacja ta jednak jest nie do końca prawdziwa i nie znajduje potwierdzenia w dalszych źródłach, bo w późniejszych latach znajdujemy niewiele jego wartościowych wyników sportowych, ale jednak je znajdujemy i np. wiemy, że był 10. na MŚ FIS w Oslo (28 lutego 1930 r.), ale widać, że po St. Moritz poziom jego skakania uległ jednak znacznemu obniżeniu (wcześniej był w czołówce, a tu nagle miejsca 10. i poza "dziesiątką", a więc gorsze - przyp. Autorów). Ślad w psychice musiał pozostać. Na szczęście "Tulla" nie zerwał ze sportem profesjonalnym i został srebrnym medalistą olimpijskim w żeglarstwie w kategorii łodzi do 8 m długości. Był on jednak pierwszą ofiarą pogoni za rekordem w skokach narciarskich.[strona=3]Upadki Bronka Czecha w St. Moritz i w Raxie...


Na tych igrzyskach dwa upadki w otwartym konkursie skoków miał nasz Bronek Czech, na szczęście obydwa niezbyt groźne (to były bardziej podparcia skoku niż ciężkie upadki). Natomiast rok wcześniej przed olimpiadą pierwszym sukcesem Czecha było zdobycie tytułu międzynarodowego mistrza Austrii w kombinacji norweskiej w 1927 r.2 w Raxie, gdzie na tamtejszej skoczni Bronek miał ciężki upadek spowodowany przez powiew silnego wiatru. Tak relacjonował ten skok, a w jego konsekwencji upadek na łamach "Przeglądu Sportowego":

...skoki odbywały się w najfatalniejszych warunkach, jakie sobie można wyobrazić, bo przy huraganowym prawie wietrze. Na terenowej skoczni z śnieżnym progiem wykazaliśmy jednak, że Polacy zrobili duży postęp w skokach. W pierwszej kolejce ustanowiłem rekord Raxu 33.5 metra. W drugim skoku wybiłem się na jakieś 32 metry. Gdy znajdowałem się w powietrzu na kulminacyjnej wysokości, potężne uderzenie wiatru zniosło mnie o cztery metry na lewo (!), poza nawias śnieżny, który kończył się około 27 m. Zamiast wylądować na zeskoku, zostałem rzucony na lód, poczułem piekielne uderzenie w głowę i półprzytomny, wykonawszy na stromym zboczu kilkanaście koziołków, poleciałem w dół. Tak się zemścił Rax za pokonanie jego skoczni. Podnosząc się po tym upadku, największym z wszystkich dotychczasowych moich wywrotek, czułem, że momentalnie cały puchnę: głowa, twarz, ręka, noga i nieszczęsny bok, na który mnie rzuciło!.3

Aby ubarwić ten tekst posłużę się wspomnieniem pana Mariana Woyny-Orlewicza, którego niedawno odwiedziłem w jego domu (pan Marian niedawno skończył 94 lata, ale pamięta szczegóły przedwojennych startów z niesamowitą dokładnością), który wspomina także trochę zabawne, bo gnojowe... upadki na Krokwi: - Kiedyś na Krokwi było dużo upadków już na zeskoku skoczni. Działo się tak dlatego, że na wiosnę górale do których należały pola pod Krokwią wywozili gnój na łąki na dole zeskoku i było tam często kilka kopek takiego gnoju. Stąd nieraz zawodnicy już po lądowaniu musieli je omijać, ci którzy robili to nieskutecznie, lądowali na stwardniałej kupie gnoju! To także były groźne upadki!

Zobacz filmy o upadkach w skokach autorstwa Natalii Konarzewskiej »


Za dwa tygodnie II część opowieści o upadkach skoczków w latach trzydziestych. Serdecznie zapraszamy!








2Zawody rozegrano 25 III 1927 r. na Rax-Plateau- W.S.
3Fragment wypowiedzi B. Czecha o zawodach o Mistrzostwo Austrii w 1927 r., z: H. Zdebska, Bohater sportowy. Studium indywidualnego przypadku B. Czecha, Kraków 1996, s. 44.
4Z wywiadu z Marianem Woyną-Orlewiczem, najstarszym w Polsce zimowym olimpijczykiem, z 14 listopada 2007 r. Wywiad nagrał i opracował Wojciech Szatkowski.
Natalia Konarzewska&Wojciech Szatkowski, źródło: Informacja własna
oglądalność: (15822) ilość komentarzy: (70)


Komentarze
Legenda kolorów użytkownika:
szary-niezarejestrowany, niebieski-zarejestrowany, czerwony-administrator.
piłka (*9-2.enterpol.pl)
13 grudnia 2009, 10:54

mamuty

dla mnie mamuty som nie dobre. bo skoczkowie skaczom bardzo wysoko i jak nie wylonduja dobrze to morze być wypadek.
pies (*231.neoplus.adsl.tpnet.pl)
08 stycznia 2008, 19:25

-

kiedy będzie 2 część
pies (*t38.neoplus.adsl.tpnet.pl)
07 stycznia 2008, 16:49

BRAK

ktos tu nie dotrzymuje obietnic
Artur (*134.neoplus.adsl.tpnet.pl)
06 stycznia 2008, 17:17

-

Jest już 2 czesc, bo nie widze?
globi (*f74.internetdsl.tpnet.pl)
02 stycznia 2008, 21:17

-

to spoko jak sie komus ccos bodoba to poczeka i doceniam wasza prace
nanu (*114.wislaNET.pl)
02 stycznia 2008, 11:08

@Artur

myślę że w weekend tekst powinien się ukazać, aczkolwiek niczego nie obiecuję.
Wojtek z Hól czyli W Szatkowski (*pb1.zakopane.sdi.tpnet.pl)
02 stycznia 2008, 08:17

Upadki w skokach cz.2

Wyjaśnienie

Ponieważ piszemy z Natalią ten tekst razem wyjasniam, że wina (o ile o niej można mówić), jeśli można tak powiedzieć, leży po mojej stronie, ale nie do końca.

Sprawdzenie pewnych danych, zwłaszcza jeśli chodzi o lata 30. wymaga czasu i pogrzebania w wielu źródłach. Każdy kto się czymś takim zajmuje wie ile to trwa. To nie jest tak jak napisanie newsa, co jest stosunkowo proste.

Dlatego, aby tekst był na tzw. poziomie musiałem zrezygnować z terminu 2 tygodniowego na rzecz jakości. Myślę, że jest to zrozumiałe. Pozdrawiam wszystkich.
A tak wogóle to mama nadzieję, ze warto było poczekać. Tekst wysyłam w sobotę i myślę że w niedzielę będzie już dostęny.

Wojciech Szatkowski
Artur (*239.neoplus.adsl.tpnet.pl)
01 stycznia 2008, 21:23

-

Czyli bedzie do 5 stycznia?
globi (*f74.internetdsl.tpnet.pl)
31 grudnia 2007, 11:40

-

co jest z wami redakcjo tyle opoznienia
Spoznialscy (*o34.neoplus.adsl.tpnet.pl)
30 grudnia 2007, 23:38

-

Redkacjo, macie jeszcze 22 minuty, miało być do końca tygodnia
globi (*f74.internetdsl.tpnet.pl)
30 grudnia 2007, 20:11

-

ile mamy jeszcze czekac tyle czasu juz opoznienia
Artur (*sc7.neoplus.adsl.tpnet.pl)
29 grudnia 2007, 22:26

-

Miało być pod koniec tygodnia. Czyli w niedzielę będzie tak?
globi (*f74.internetdsl.tpnet.pl)
29 grudnia 2007, 21:03

-

ile jeszcze mamy czekac na ta druga czesc
Paweł (*h25.neoplus.adsl.tpnet.pl)
28 grudnia 2007, 16:00

Śmiertelne upadki

Witam

Co do śmiertelnych upadków do wiem o jednym - Paula Ausserleitnera na skoczni w Bischofshofen w roku 1952. Choć sam mam wątpliwości czy to jedyny upadek w skokach narciarskich, bo np. kto tak naprawdę wie co działo się na treningach skoczków przed II wojna światową i czy tam nie doszło do jakiegoś śmiertelnego upadku?

Pozdrawiam i czekam na kolejną część artykułu (nareszcie ktoś wpadł na pomysł by opisać szerzej ten temat - gratuluję).
Chui (*191.neoplus.adsl.tpnet.pl)
27 grudnia 2007, 13:13

-

o korwa
globi (*f74.internetdsl.tpnet.pl)
26 grudnia 2007, 20:17

-

a wiem moze ktos akie byly upadki smiertelne i kogo
cHonora (*-34.gorzow.mm.pl)
26 grudnia 2007, 00:37

-

To dobrze,bo już się martwiłam=)
banan (*u64.neoplus.adsl.tpnet.pl)
21 grudnia 2007, 19:10

-

dziadostwo
PIES (*194.neoplus.adsl.tpnet.pl)
21 grudnia 2007, 15:41

BRAK

MOŻE KTOS POWIE KIEDY W KOŃCU BĘDZIE TA 2 CZEŚĆ.
KURW (*194.neoplus.adsl.tpnet.pl)
21 grudnia 2007, 15:35

SKOKI

MINEŁY 2 TYGODNIE I NI MA
IIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII (*194.neoplus.adsl.tpnet.pl)
21 grudnia 2007, 15:32

JBVB

KIEDY KUR... BĘDZIE 2 ĆZĘŚĆ
(*245.ztpnet.pl)
20 grudnia 2007, 18:26

-

Ej co dwa tygodnie miały być filmy a tu mineło już 2 tygodnie i nic
(*245.ztpnet.pl)
20 grudnia 2007, 18:25

-

TAMM wiesz może kto i z jakiego kraju zginął?
Wojciech Szatkowski (*182.neoplus.adsl.tpnet.pl)
08 grudnia 2007, 09:05

Podziękowanie

Serdecznie dziękuję.

Chciałem wszystkim osobom, które wzięły udział w dyskusji wokół tego tematu jakim są upadki w skokach narciarskich, serdecznie podziękować. Było to, tak myślę, pouczające dla nas wszystkich i ciekawe. Z tych właśnie rozważań, dyskusji i wymiany zdań rodzą się pomysły na nowe teksty, nowe wyzwania dla autorów i internautów i to mnie cieszy. Jestem bardzo zbudowany dyskusją na temat tego, co jest extremum, a co nie i specjalnie, dziękuję Miel_cowi i Barnabie. Cieszy też poziom dyskusji merytorycznej, tj., szczególnie to, że się nie kłóciliśmy, obrzucając „mięsem” jak nieraz jest niestety na tej stronie, lecz były różne zdania, ale z uszanowaniem poglądów innych. Mam nadzieję, że za 2 tygodnie znowu się spotkamy, przy części drugiej. Już teraz razem z Natalią zapraszamy Was wszystkich.

Pozdrawiam serdecznie.
Wojtek z Hól
Wojciech Szatkowski (*182.neoplus.adsl.tpnet.pl)
07 grudnia 2007, 21:35

Dziękuję Miel_Ec

Miel_ec

No fajnie:) udało mi się trochę zmusić Cię do ujawnienia Twojej definicji i do dyskusji, podoba mi się i wywód Twój jest bardzo ciekawy. Każdy z nas ma chyba inną definicję extremum. Zresztą ja Cię broń Boże nie atakowałem, tylko chciałem wywołać dyskusję. I tak jak mówiłem spróbuję zapytać zawodników, co oni w tej kwestii mają do powiedzenia i latem opublikuję stosowny duży artykuł pod tytułem "Tak czy nie. Czy skoki narciarskie są sportem ekstremalnym?". Definicja w wikipedii natomiast nie jest taka zła moim zdaniem:)

Pozdrawiam. Wojtek
smutny (*109.neoplus.adsl.tpnet.pl)
07 grudnia 2007, 15:35

Skoki sport ekstremalny

Kilka dni temu pozwoliłem sobie na uwagi dot. urazowości w skokach narciarskich( nie tylko na zawodach - zwłaszcza na treningach !). Nawet byłem gotów założyć się z Panem Tajnerem ( w związku z jego wypowiedzią aby 13- latek brał udział w PS ), że nie ma żadnych danych w tej materii . Z reguły liczne ( w tym również poważne kontuzje) są dramatem rodziców i w pewnym stopniu trenerów i działaczy pewnych klubów- nie CENTRALI goniącej za sukcesami i" zadziwieniem świata ".
Wspaniały artykuł Pani Konarzewskiej i Pana Szadkowskiego !
Skoki w Polsce od kilku lat zaczynają uprawiać 6- ścio-latki.Niby dlaczego mają nie wiedzieć jakie jest ryzyko ich ( lub raczej rodziców) decyzji? Muszą o nim pamiętać trenerzy - zwłaszcza chcący mieć doraźne wyniki ( ich biznes). Na jakim sprzęcie skaczą dzieci? , jakież to cudowne i bezpieczne skocznie są w Polsce?Dla mnie to tak jakby te dzieci wybrały się w zimie na wycieczkę w tenisówkach na Orlą Perć.
Wyrazy szacunku dla autorów !
miel_ec
07 grudnia 2007, 12:57

@Wojtek z Hól czyli W Szatkowski

Szanowny autorze.
A propos def. z wikipedii. Jak dla mnie wikipedia nie jest adekwatnym źródłem wiedzy do tego typu spraw.Jak już wspomniałem staram się stworzyć własną definicję sportu czy pewnej aktywności ekstremalnej. Jest to tylko i wyłącznie moja subiektywna ocena. Stworzyłem
pewną klasyfikację w opoarciu o własne doświadczenia i w oparciu o znajomości z ludźmi, którzy zajmują się tego typu formami spędzania czasu.
sporty/aktywności extremalne -
wiążą się z dużym ryzykiem poważnego uszczerbku na zdrowiu i dużym zagrożeniem utraty życia
sporty/aktywności wyczynowe - wiążą się z dużym ryzykiem poważnego uszczerbku na zdrowiu i zdecydowanie mniejszym zagrożeniem utraty życia

przykładowe sporty/aktywności extreme:
-wspinaczka (wielkościanowa,free,w lodzie)
-alpinizm(powyżej 6000m npm)
-narciarstwo wysokogórskie (trudność >4 w skali Wali/Życzkowskiego)
-kajakarstwo górskie (powyżej WW 4+)
-B.A.S.E. jumping
-nurkowanie (głębiej niż 50m, bezdechowe, jaskiniowe)
-le parkur

przykładowe sporty/aktywności wyczonowe:
-skoki
-narciarstwo alpejskie
-spadachrony
-glajty
-skylinig
-nurkowanie(podlodowe, do 50m)
-alpinizm jakiniowy
-canyoning
-downhill rowerowy
-wyścigi motocyklowe
-K1
-bouldering
-adventure racing
Z pewnością pominąłem tu szereg dyscyplin ale nie sposób wyszystkich ogarnąć. Oczywiście czy coś
jest extreme czy nie zależy od panujących warunków, umiejętności, sprzętu itd. itd. Wg. mnie niektóre
sporty wyczynowe w pewnych warunkach mogą stać się extremalne, jak i extremalne w pewnych
warunkach mogą stać się wyczynowymi.Przykładów możnaby mnożyć multum i jeszcze ttrochę.
Dla kogoś extremem może być zjazd ze Skrajnej Przełęczy, dla mnie extremem będzie zjazd Zachodem
Grońskiego. Dla kogoś extremem może być podejście do Wrot Chałubińskiego dla kogoś innego wejście na Cho Oyu.
Wszystko w tej kwestii jest SUBIEKTYWNE. Co do skoków to sam już nie wiem. Skok na mammucie przy zmiennym mocnym wietrze, wysoko ustawionej belce, i miękkim śniegu może być extremalny. Ale np. skok na Krokwi w świetnych warunkach? To potrafią nawet 13-latkowie a i młodsze dzieciaki. Co do definicji z wikipedii. HHmm kiepska, można pod nią sporo dyscyplin podciągnąć. A co do skoków to chętnie poznałbym opinię samych zawodników.
pozdrawiam i życzę udanego foczenia
IGNORUJ WPISY TEGO UŻYTKOWNIKA
Wojtek z Hól czyli W Szatkowski (*pb1.zakopane.sdi.tpnet.pl)
07 grudnia 2007, 08:17

styrian

Dzięki za sprostowanie, wg danych, które posiadam Ulrika zginęła bo uderzyła w aparat do pomiaru szybkości.

Pozdrowienia. Wojtek
Wojciech Szatkowski (*126.neoplus.adsl.tpnet.pl)
06 grudnia 2007, 22:32

Co jest ekstremalne a co nie?

ten post wcześniejszy był do Miel_ca oczywiście

Dalej do Miel_Ca

cd

Mam też głębokie wrażenie, że w naszych czasach określenie, że coś jest "ekstremalne" uległo tzw. wyświechtaniu, spowszednieniu, "zbylejaceniu" i wydaje mi się też, że o pewnych rzeczach, które wcale nie są extremalne, pisze się, że są.

Przykładem sa Firmy które oferują na prawo i lewo przeżycia niby "ekstremalne" , sporty extr. , na swoich winietach www. oferują same extrema, a w rzeczywistosci czy wspinaczkę na wędkę można nazwać extr. - NIE!, spływ pontonami Dunajcem - NIE, wspinaczkę w tzw. małpim gaju - NIE! skok na bangee - śmiechu warte!

Odwaga staniała w naszych czasach i to jest właśnie efekt tego procesu.

Sam uprawiam narciarstwo wysokogórskie, ski-alpinizm już od ponad 20 lat, nigdy mi jednak nie przyszło do głowy, by pisać, że to co robię, jest jakieś ekstremalne, mimo że pewne zjazdy były bardzo trudne, były czymś w rodzaju przyjemnego (już po) balansu na krawędzi nart, gdzie każdy ruch musiał być precyzyjnie wykonany. Każdy skręt, każdy najmniejszy ruch był WAŻNY.

Mając więc punkt odniesienia z tej dyscypliny w stosunku do skoków uważam je w pełni, zwłaszcza loty na mamutach, w 100 procentach za sport ekstremalny.

A co sądzą o tym inni?
Wojciech Szatkowski (*126.neoplus.adsl.tpnet.pl)
06 grudnia 2007, 22:21

Sport ekstremalny-definicja

Jednak nie masz racji. Sprawdziłem definicję sportu ekstremalnego na wikipedii i oto co wyczytałem, tekst ponizej to cytat

Sporty ekstremalne - sporty, których uprawianie wiąże się z większym ryzykiem niż w innych dyscyplinach. Zazwyczaj wymagają ponadprzeciętnych zdolności fizycznych lub psychicznych oraz odpowiedniego przygotowania.Wiele z tak zwanych sportów ekstremalnych ma komercyjny charakter i w istocie jest zjawiskiem bardziej socjologiczno-marketingowym niż sportowym. Wielkie koncerny obudowują młodzieżowe subkultury w elementy wyczynu sportowego aby lepiej pozycjonować swoje produkty, których w razie braku sportu nikt by nie kupił. Zaliczają się do nich:wspinaczka, bouldering, wspinaczka skalna itd. itd. i są tam skoki narciarskie
a także wyczynowe formy jazdy na snowboardzie, skateboardzie, rowerze górskim, hulajnodze i inne. Coraz częściej powstają nowe dyscypliny, które są wariacjami na temat sportów ekstremalnych. Przykładem takiej dyscypliny jest extreme ironing, czyli "ekstremalne prasowanie".
Źródło: Wikipedia
Skoki mieszczą się w grupie sportów ekstremalnych, gdyż spełniają kryterium nr 1 są niebezpieczne bnardziej niż inne dyscypliny, w tym także zimowe.

cd
Natusia2162 (*187.neoplus.adsl.tpnet.pl)
06 grudnia 2007, 17:49

-

Skoki s piknym sportem:) Zawsz bd go kochaBa:) Nikt tego nie zmieni:) Ostatnia cz[ artykuBu jest bardzo zabawna:) Pozdrawiam wszystkich fanów skoków:)
Karolina (*558.toya.net.pl)
06 grudnia 2007, 17:15

-

Bardzo dobry pomysł na cykl artykułów. Jakoś trudno mi było sobie wyobrazić, że już wtedy tak goniono za sławą itp. A faktycznie końcówka artykułu była zabawna - "skoki w gn_ój"
Usia (*219.neoplus.adsl.tpnet.pl)
06 grudnia 2007, 17:03

-

Nie trzeba być sportowcem by zginąć. Dziś w czasie wytycznia trasy do zjazdu alpejskiego w jednym z osrodków zginął 64 letni robotnik.
A jesli chodzi o skoki, to z pewnością sa dużo bezpieczniejsza dyscypliną sportową niż zjazd alpejski i smieszy mnie postawa niektórych rodziców zakazująca dzieciom skakania na nartach a popychająca ich do większego niebezpieczeństwa jakim jest narciarstwo alpejskie czy snowboard.
(*245.ztpnet.pl)
06 grudnia 2007, 16:58

-

Zobacz filmy o upadkach w skokach autorstwa Natalii Konarzewskiej niekapuje tych filmów jest kilka?
Wojtek z Hól czyli W Szatkowski (*pb1.zakopane.sdi.tpnet.pl)
06 grudnia 2007, 15:45

Skoki i narc. alpejskie

ad vocem - Małyszomaniak

Ze zjazdami, tak myślę, jest taka sama sytuacja jak ze skokami tzn. obecnie trasy są świetnie przygotowane, skręty zaznacza się na śniegu na niebiesko, wyznacza się tor jazdy, wszystko jest magadobrze przygotowane:)

mimo to upadki i ti śmiertelne np. niezapomniana Ulrika Mayer zdarzają się.

Tak samo jak w skokach gdy aura sprzyja jest OK, ale gdy pada śnieg i wieje wiatr a szybkość przekarcza 130 km/h to sznase na poważny wypadek niepokojąco rosną. Zwłaszcza dla mniej doświadczonych zawodników. Więc jak to się mówi, diabeł tkwi w szczegółach, one decydują o bezpieczeństwie.

Oto one wg mnie:

1. trudnosc trasy
2. umiejetności indywidualne zawodnika
3. aura
4. nieszczęśliwe zdarzenie losowe np. udezrenie w fotokomórkę jak się stało wprzypadku Ulriki
Jak więc widać aby wygrać trzeba mieć dużó szczęscia, by pogodzić te wszystkie elementy
wypięcie narty itd. itd
Wojtek z Hól czyli W Szatkowski (*pb1.zakopane.sdi.tpnet.pl)
06 grudnia 2007, 15:21

Skoki w Planicy 1969

Marcin BB

Co do Wolfa to nie wiadomo (przynajmniej ja nie wiem) z której belki skakał wtedy w Planicy. Natomiast wiadomo, że na progu było ok. 110-115 km/h a więc całkiem sporo, natomiast przy lądowaniu od 128 - 143 - trzeba oddać szacunek tym ludziom (skakali bez kasków!). Raska wtedy dostal wysokie noty - 3 razy po 19,5 i 2 po 19 a więc styl był wazny, a za skok 156 m dostał nawet 20! To były zawody.

Ja też zgadzam się z Tobą, ze skoki skokm nierówno i zdecydowanie najbardziej niebezpieczne i prawdziwie ekstremalne sa loty i te zdecydowanie kwalifikuję do grupy sportów ekstremalnych. Dlatego cieszy mnie fakt, że mogą w nich uczestniczyć tylko najlepsi.
Wojtek z Hól czyli W Szatkowski (*pb1.zakopane.sdi.tpnet.pl)
06 grudnia 2007, 10:33

Stef

Dzięki za info o Harrachowie.
stef (*p74.iap.pl)
06 grudnia 2007, 10:08

-

Najwyższy pułap mają chyba w Harrachovie patrzac na filmy to wydaje się ze jest to 7-9m ale niejestem pewien
Wojtek z Hól czyli W Szatkowski (*pb1.zakopane.sdi.tpnet.pl)
06 grudnia 2007, 09:59

Barnaba...

Barnaba-post

Jak zwykle pięknie, rzeczowo i merytorycznie napisałeś.

Jak piszesz największym zagrożeniem jest podwyższanie czynnika ryzyka przez organizatorów i samych zawodnikow, którzy wierza czasami zbyt mocno we wlasne sily.

Exeplum Planica 2005 i skok Janne Ahonena, który opisze w jednym z odcinkow Natalia. Organizatorzy podniesli rozbieg mimo wiedzy iz wiatr pod narty na dole Velikanki osiaga ok. 2-4 m/s. Przy predkosci na progu ok. 105-108 km/h Janne polecial na 140 m,ladowal z wysoka i ciezko upadl. To był przykład igrania z losem i puszczenia konkursu trochę na żywiol. Daleki jestem jednak od krytykowania speca jakim jest Miran Tepes. On ma twardy orzech do zgryzienia. Jednak upadkow jest coraz mniej.
I tu dochodzi jeszce jeden czynnik zagrazajacy skoczkom - MEDIA. W kontraktach z FIS np. telewizje ARD i ZDF mają zaznaczone nawet wysokosci rozbiegow, z których maja być puszczani zawodnicy, o czym powszechnie sie milczy, i te często, mimo niebezpiecznych warunkow, nie sa zmieniane. Utrzymywanie, mimo niebezpieczenstwa wysokiego rozbiegu jest ryzykowne i wtedy skoki staja się ryzykowne, bardzo ryzykowne, wresz niebezpieczne, gdyz granica miedzy skokiem ustanym, a upadkiem jest wtedy niezwykle cienka. Zbyt cienka moim zdaniem.
Wojtek z Hól czyli W Szatkowski (*pb1.zakopane.sdi.tpnet.pl)
06 grudnia 2007, 09:42

Wycofywanie tekstu:)

Straszenie zawodników...

Oboje z Natalią podeszliszmy do tematu naukowo, bo czy kto chce czy tez nie upadki były, sa i beda czescią skoków narciarskich. Dlatego zarzuty i wyp. by ten art. usunac bo zawodniczy czytają, są przepaszam, ale tak czuje, trochę smieszne. Sami zawodnicy podejmujac ryzyko zawodu skoczka narciarskiego dobrze wiedza, co moze ich spotkac ale swiadomie podejmuja ryzyko, bo jest ono wkalkulowane. Właśnie analiza upadków, ich przyczyn, sytuacji , może im tylko POMÓC, a nie zaszkodzić.

Niepisanie, wycofywanie tematu, czyli przysłowiwowe wkladanie glowy w piasek nic nie da. Żeby z wrogiem walczyć trzeba go poznać - jest takie przysłwoie:)
Barnaba (*118.internetdsl.tpnet.pl)
06 grudnia 2007, 09:38

Z tym bólem musimy żyć...

Redaktorzy- Autorzy, moje uznanie.

Nie przeraża mnie tzw. dłużyzna.Bardzo dobrze. Podjęliście temat u progu sezonu. Sądzę, że przybliży on wielu z nas problematykę zagrożenia dla zdrowia, a nawet życia jakie czyha w tym pięknym sporcie.
No cóż, wypadki zdarzają się w każdej dyscyplinie sportu. Z tym bólem mający wymiar i jednostkowy i społeczny musimy żyć.
Ryzyko niebezpieczeństwa wpisane jest w uprawianie niemal każdej dyscypliny sportu, nawet w kajakarstwo (niekoniecznie górskie), wszędzie , a zwłaszca tam gdzie człowiek pokonuje bariery fizyczne i psychologiczne. Chociaż przyczyną wielu dramatów mogą być przesłanki prozaiczne, czyjeś elementarne zaniedbania lub brawura majacą znamiona głupoty.
Dzisiaj skoki, jeśli spełniania się określone warunki, są dyscypliną bezpieczną.
Ja nie polemizując z uprawnionymi rozważaniami @Miel_ca, ale nadal osobiście uznaję je(tzn.skoki) za konkurencję podwójnego podwyższonego ryzyka, tj. wzgledem możliwości (czytaj) pewności osiagniecia zakładanego , oczekiwanego, wyniku - co wyzwala także żywiołowe motywacje oraz ryzyka bezpieczeństwa zagrożonego czynnikami zewnętrznymi, które moga zaistnieć w danej chwili.
Ale skoki, jako dyscyplina "męska", chociaż także dostępna dla kobiet, jest bezpieczna dla wszystkich , pod rygorem wypełniania określonych prawidłowości ze strony organizatorów i samych zawodników.(Tutaj dygresja, uwielbiany przeze mnie Mistrz kiedyś żartobliwie z iście estetyczną prowokacją odkrył, iż w kobiecych skokach sporym zagrożeniem bezpieczeństwa jest ...biust.)
Na to, iż skoki stają się konkurencją bardziej bezpieczną, ma wpływ unowocześnianie zimowych stadionów, nie tyko pod kątem widowiskowo-marketingowym oraz rozbudowy ich całorocznej, dochodowej także, infrastruktury funkcjonalnej. Chodzi mi nade wszystko o konstruowanie techniczne bezpiecznej strefy dla zawodników i publiczności na właściwej skoczni.
Niebagatelnym czynnikiem podnoszącym poziom bezpieczeństwa uprawianych skoków jest odpowiednie wyszkolenie zawodników.
Dla ilustracji przywołam przykład skoku Adama, w którym popełnił jednak błąd; wybił się ponad 'dach' skoczni, w padł w strefę wiatru, ale dzięki swoim umiejętnosciom z opresji wyszedł bez szwanku ,wzbudzając tym uznanie fachowców, którzy ponad ewidentny błąd naszego zawodnika wybijali Jego umiejetności działania w sytuacji ekstremalnej.
W związku z zagrożeniami dla zdrowia, a nawet życia, jakie skrywa ta - najpiękniejsza dla mnie -
poza lekkoatletyką - dyscyplina sportu zachowuję odległy dystans m.in. do powoływania na zawody najwyższej światowej rangi mega utalentowanego Klimka Murańki. Dla emocji - tak; dla rozsądku - tak,tak..; dla ryzyka - NIE, zdecydowanie NIE!
Wojtek z Hól czyli W Szatkowski (*pb1.zakopane.sdi.tpnet.pl)
06 grudnia 2007, 09:33

Wysokość pułapu lotu...

Stef

Teraz lecą zdecydowanie niżej tj. stycznie do zeskoku i z mn. prędkością.

Ocenienie wysokości lotu jest trudne, ale możliwe, wymaga badań, ale tak ad vocem, na szybko.

Z tego co widziałem na konkursie w Planicy niektórzy zawodnicy, którzy skakali tzw. wysokim torem lotu np. Rok Benković, czy Jernej Damjan - w 2003 i 2005 r.lecieli ok. 6 m nad zeskokiem w maks. momencie. To i tak wysoko... Norwegowie za to latają niżej bardziej płasko, przelatują nisko nad bulą w Planicy za to w 2 fazie nie spadają, lecz nabierają wysokości. Wykorzystują powietzre.

A dawniej

Są zdjęcia skoku Sigmunda Ruuda z Planicy z 1934 r. leci na wysokości wierchołkow drzew ok. 8-może 10 m nad zeskokiem takie były profile skoczni tzw. "powietrzne", skocznia wyrzucała zawodnika wysoko w górę, ale odległości były mniejsze.

Myśląc o odpowiedzi dla Ciebie ogladam właśnie zdjęcie Waltera Steinera z 1972 r. leci też ok. 8-10 m nad zeskokiem. I przy prędkosci 113 km/h. Przy progu było 6 - 7 m, najwyżej nad bulą. Ale i tak profil Planicy 1972 z czasów Steinera budzi uznanie. Bracia Goriskovie stworzyli piekną skocznie!

W 1969 podczas lotów w Planicy Manfred Queck - rekordzista świata miał przy lądowaniu 143 km/h (tak wykazał pomiar), a więc bardziej "zabójcza" była prędkość przy lądowaniu niż sama wysokość.

Ale powtarzam to wymaga badań.
Wojtek z Hól czyli W Szatkowski (*pb1.zakopane.sdi.tpnet.pl)
06 grudnia 2007, 09:06

Ad vocem - miel

miel

Ciekawy post, dziękuję

Pozwolę się jednak nie zgodzić. Skoki na bangee są w 100 procentach przewidywalne tzn. poza adrenaliną podczas spadania głową w dół wz dużą prędkoscią, krzykiem itd. nic stać się nie może, no chyba że spece z obsługi, źle coś ustawią. Jest ot przewidywalne, i dla mnie skok na bangee jest zwykłym sileniem się na extr. ale nim nie jest.

A w skokach? Nie wiem czy byłeś kiedyś na skoczkach na mamutach? np. w Planicy. Lot 7-sekundowy podczas którego zawodnik pokonuje kilkaset metrów różnicy wzniesień, przy prędkości od 100-108 km/h, zawodnika zdanego na swoje umiej., ale i na wiatr mieści się wg mnie w 100 procentach kategorii sportów ekstremalnych - obecnie jest dużo mniej wypadków tzn. upadków, ale to nie oznacza, ze jest to sport mniej ekstremalny. To "uśpiło" pewne osądy i pozornie uczyniło skoki łatwiejszymi w odbiorze, no bo jeśli nie ma wypadków (a jest ich teraz naprawdę niewiele) to coś nie jest extremalne. To tylko jdnak pozory

Jako narciarz wysokogórski wiesz co to jest extremum z pewnością, ale wiesz też o tym, ze jakiś zjazd np. z Rysów, jednego dnia po firnie może być bajką, a dzień później po twardym jak beton śniegu lub miejscami lodzie, może zakończyć się upadkiem i śmiercią (co miało już nieraz miejsce) i tak samo jest w skokach. Jednego dnia zawody są super i udają się, drugiego jest upadek i cisza na stadionie np. Mazoch...

Też uprawiam narc. wys. i tego nieraz doświadczyłem, że nawet 3-owy zjazd w Tatrach może być prawdziwą "śmiertleną jazdą", a po firnie jest przyjemnym spacerkiem.

Napisz więc jaka jest Twoja definicja sportu ekstremalnego. Może wykroi się z tego jakaś większa dyskusja. Jest to ciekawy temat.

By the way - poddałeś mi pomysł, w tym sezonie zapytam samych zawodników co sądzą o tym. Ciekawe co powiedzą?
Stef (*p74.iap.pl)
06 grudnia 2007, 09:03

Wysokość pułapu ?

Ciekaw jestem jakie maxymalne wysokości osigali skoczkowie nad zeskokiem kiedyś a jakie obecnie ,
(*135.neoplus.adsl.tpnet.pl)
06 grudnia 2007, 09:00

@ZKuba

Popieram Twój apel.
Artykuł nie na sezon!
ZKuba36 (*mo5.aster.pl)
06 grudnia 2007, 08:58

Redakcja

Wycofajcie natychmiast ten artykuł. Temat b. dobry ale po zakończeniu sezonu! Zawodnicy zaglądają na ten portal. Nie straszcie ich!
Zawody
Letnia
Grand Prix
Letni Puchar
Kontynentalny
LGP
Pań
FIS
Cup Pań
FIS
Cup
Najbliższy konkurs:
Ałmaty HS106
20.09.2014
godz. 11:00
Aktualna klasyfikacja:
Zobacz cały ranking
Najbliższy konkurs:
Rasnov HS100
27.09.2014
Aktualna klasyfikacja:
Lp.ZawodnikKrajPunkty
1.ERNST GianinaNiemcy340
2.ALTHAUS KatharinaNiemcy285
3.GŁADYSZEWA AnastasijaRosja207
4.DOLEZELOVA MichaelaCzechy180
5.WUERTH SvenjaNiemcy150
7.PAŁASZ MagdalenaPolska126
26.SZWAB JoannaPolska59
45.TWARDOSZ AnnaPolska26
48.RAJDA KingaPolska22
Pełna klasyfikacja..»
Zobacz cały ranking


Ankieta
Czy polski skoczek stanie na podium klasyfikacji generalnej Letniej Grand Prix?
Tak
Nie
Nie mam zdania
Głosuj
  1. Tak
    99,99%
  2. Nie
    99,99%
  3. Nie mam zdania
    99,99%
Poprzednie ankiety
Kroppa
2000-2013 skijumping.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Poltyka cookies
web stats stat24
Skijumping.pl