Środa, 10 października 2007, 13:13

"Interesuje mnie tylko jeden rekord" - wywiad z Kamilem Stochem

Kamil Stoch w wywiadzie
Kamil Stoch w wywiadzie
fot. Grzegorz Momot
Kamil Stoch
Kamil Stoch
fot. Tadeusz Mieczyński
Kamil Stoch
Kamil Stoch
fot. Karolina Osenka
Kamil Stoch
Kamil Stoch
fot. Tadeusz Mieczyński

20 lat. 172 cm wzrostu. 52 kilogramy. 43 starty w Pucharze Świata. Trzy tytuły wicemistrza Polski. Dwa srebrne medale Mistrzostw Świata Juniorów (w drużynie). Jedno zwycięstwo w Letniej Grand Prix. Kiedyś "cudowne dziecko", dziś dojrzały skoczek. Wielki talent, wielka ambicja, wielka nadzieja polskich skoków. Oto Kamil Stoch. Przedstawiać go już nie trzeba, ale na pewno warto poznać bliżej. Zapraszamy do rozmowy.

Skijumping.pl: Dlaczego wybrałeś właśnie skoki?
Kamil Stoch: Tak jakoś wyszło. Jedni lubią szachy a ja polubiłem skakanie.

Skijumping.pl: Twoje pierwsze narty.
Kamil Stoch: To było tak dawno, że dokładnie ich nie pamiętam. Na pewno to były zjazdówki, nie skokówki. Najpierw uczyłem się na nich stać, potem zjeżdżać z górki koło domu, a potem dopiero skakać. Mogłem mieć wtedy pięć lat.

Skijumping.pl: Twoja pierwsza skocznia.
K.S.: Jak to u nas na Podhalu - usypana ze śniegu koło domu. Skakaliśmy sobie z kolegami i mnie to wciągnęło. Potem utworzono u nas klub, do którego trafiłem. I tam skoczyłem pierwszy raz z prawdziwej skoczni - to była K-20 w Zakopanem.

Skijumping.pl: Twój pierwszy konkurs.
K.S.: Liga Szkolna - miałem wtedy 8 lat. Trenowałem już wtedy w klubie LKS Ząb. Po trzech latach klub się rozpadł a ja przeszedłem do Porońca. Oba nazywały się tak samo - Ludowy Klub Sportowy i miały ze sobą coś tam wspólnego, więc "transfer" był automatyczny.

Skijumping.pl: Na to, że zostałeś sportowcem wpłynął raczej fakt, że podziwiałeś skoczków w telewizji, czy z tego, że dobrze ci szło w klubie?
K.S.: Oglądałem oczywiście skoki w telewizji, ale skoczkiem zostałem, bo bardzo lubiłem skakać, a jak coś Ci przynosi radość to chcesz to robić.

Skijumping.pl: Pamiętasz, kiedy po raz pierwszy reprezentowałeś Polskę na zawodach międzynarodowych?
K.S.: W wieku chyba 13 lat wystąpiłem po raz pierwszy w Pucharze Kontynentalnym. Rok wcześniej startowałem w młodzieżowej Grand Prix w Garmisch-Partenkirchen. A jeszcze wcześniej jeździłem na różne zawody zagraniczne, głównie do Czech, ale reprezentowałem wtedy klub, nie kraj.

Skijumping.pl: W jaki sposób osiągasz skupienie przed skokiem?
K.S.: Wypracowałem sobie metodą prób i błędów swój własny sposób. Trochę już w tych skokach siedzę, trenuję od jedenastu lat, więc nauczyłem się tego i owego. Jak widać wyraźnie jeszcze do niedawna nie działało to idealnie. Nie zawsze sobie z tym radzę, bo to zależy od określonej sytuacji, ale w Oberhofie udało się na medal.

Skijumping.pl: O czym myślisz w powietrzu?
K.S.: Od momentu gdy siadam na belkę, myślę tylko i wyłącznie o następnym elemencie skoku. Inne myśli nie mają prawa trafiać do głowy. Jeśli zacznę myśleć o czymś innym - na przykład o kibicach albo o tym, co może się stać, to już jestem spalony. To jest ten automatyzm. Muszę być w 100% skoncentrowany na tym, co mam zrobić. Gdy odpycham się od belki, muszę myśleć o ułożeniu ciała, następnym ruchu. To wszytko musi być w mojej głowie - te obrazki poukładane jeden za drugim. Na rozbiegu myślę o pozycji, potem o wybiciu, w powietrzu myślę jak się utrzymać, zareagować na wiatr, najlepiej go wykorzystać, potem wylądować. To są ułamki sekund i ja muszę być absolutnie skoncentrowany na tym, co robię.

Skijumping.pl: Twój tata jest psychologiem. Pomaga Ci w sporcie?
K.S.: Mój tata jest psychologiem rodzinnym, a to ze sportem ma mało wspólnego. Kiedyś mi dawał różne wskazówki, ale potem doszliśmy do wniosku, że ja sam muszę sobie wypracować swój system. Tak jak chirurg nie powinien operować członka swojej rodziny, tak samo psycholog nie powinien zajmować się swym synem. Natomiast gdybym sam zwrócił się do niego z jakimś tam problemem, zawsze mogę liczyć na jego pomoc.

Skijumping.pl: Jak wspominasz swój niemal sensacyjny występ w Pragelato w 2005 roku? To była taka bomba, młodzik nagle wyskoczył jak diabeł z pudełka - pierwsze punkty w PŚ i od razu 7. miejsce.
K.S.: To nie było całkiem tak - może dla osób całkiem postronnych. Miałem przecież wcześniej sukcesy jako junior, choć potem oczywiście przyszły zaburzenia związane z dojrzewaniem, problem z masą ciała - jak u każdego dojrzewającego skoczka. Gdy trenerem kadry B został Heinz Kuttin, a potem dołączył Stefan Horngacher, zacząłem skakać coraz lepiej. Zimą zająłem 3. miejsce w Pucharze Kontynentalnym w St. Moritz, potem zostałem wicemistrzem Polski. A potem zabrali mnie do Pragelato. Pierwsza dziesiątka to rzeczywiście było coś, ale jak ktoś mnie wtedy obserwował to wiedział, że to nie było "coś z niczego".

Skijumping.pl: To dość szczęśliwe wspomnienie, a jak wspominasz dziś swój feralny skok w drugiej serii na Mistrzostwach Świata Juniorów w Rovaniemi? (Stoch zajął 8. miejsce wskutek obniżonych not za lądowanie - przyp. red.) Podpórka odebrała Ci wtedy niemal pewny medal.
K.S.: Już właściwie o tym zapomniałem. Czasem jeszcze to do mnie wraca, ale nie w kontekście, że jestem wielkim przegranym tej imprezy. Skakałem tam bardzo dobrze w treningach. W drużynówce byłem najlepszym skoczkiem konkursu. W indywidualnym troszkę zepsułem pierwszy skok i na półmetku byłem drugi. Niby nieźle, ale to nie był tak dobry skok jak na treningach. Drugi był lepszy, ale przedobrzyłem. Poleciałem bardzo daleko - to był najdłuższy skok drugiej serii, ale lądowałem niestabilnie, a zeskok był trochę oblodzony. Narta mi odjechała i już nie miałem szans tego uratować. Czułem wielki żal do siebie. Zamknąłem się na cały dzień w pokoju i z nikim nie chciałem rozmawiać. Ale to już dawno przeszło. Wszyscy mnie pocieszali, miałem oparcie, gdy wróciłem do domu, to już poszło w niepamięć. Ja jestem takim typem człowieka, że nie powiem "miałem pecha", tylko "zawaliłem i trzeba to poprawić". To nie był pech, tylko ewidentnie mój błąd. Gdybym podszedł do lądowania bardziej stabilnie, to pewnie by się to inaczej potoczyło. Ale to już było i nie będę do tego wracał.

Skijumping.pl: Jakie emocje towarzyszyły Ci zaraz po Mistrzostwach w Sapporo? Wszyscy oglądaliśmy w telewizji Twoje żywiołowe reakcje. Czułeś po treningach i kwalifikacjach, że możesz sięgnąć po medal?
K.S.: Na treningach skakałem nieźle, ale po kwalifikacjach (w kwalifikacjach do konkursu na dużej skoczni Stoch był drugi - przyp. red.) zrobiłem sobie ogromną nadzieję, chyba za dużą. Wywarłem sam na sobie zbyt dużą presję. Medal był jednak daleko, a ja się strasznie napaliłem. Skończyło się na 13. miejscu, które wielu uznałoby za świetny wynik - mój życiowy wynik w końcu, ale ja byłem strasznie zawiedziony. Dopiero później jak usiadłem i sobie to przemyślałem, to byłem zadowolony, bo kto by nie chciał być w pierwszej piętnastce Mistrzostw Świata? I kto się przed imprezą tego po mnie spodziewał? Ale media raczej nie zwróciły na to uwagi, choć żalu o to nie mam. Zresztą trudno się dziwić - wszyscy zajmowali się Adamem Małyszem. Szczególnie, gdy wygrał na średniej skoczni - kto by zauważył, że Stoch był jedenasty?

Skijumping.pl: A czy stawiasz sobie jakieś wymagania typu "w tym sezonie chciałbym być minimum w najlepszej piętnastce na koniec sezonu", albo "w tym sezonie muszę przynajmniej 5 razy być w pierwszej dziesiątce konkursu"?
K.S.: Ja sobie stawiam różne wyzwania, ale przed tym sezonem nie chcę głośno o tym mówić. Głupio wyjdzie jak mediom powiem, że będę cały czas w najlepszej dziesiątce a potem się okaże, że nawet w trzydziestce się nie zmieściłem. Nie ma co spekulować, bo skoki to bardzo nieprzewidywalny sport. Jak się nie jest w super formie, to jeden najmniejszy błąd może zdecydować o tym, że albo się w ogóle nie zakwalifikuję do konkursu, albo będę w nim piętnasty. A wygrana to już trochę inna sprawa, wygrywać trzeba się nauczyć. Na tę zimę - przyznam szczerze - mam taki cel, żeby się poprawić w stosunku do zeszłego roku, czyli lepsze niż 30. miejsce w klasyfikacji generalnej na koniec sezonu.

Skijumping.pl: Jakie masz hobby poza skakaniem?
K.S.: Uwielbiam jeździć samochodem. Egzamin zrobiłem zaraz urodzinach a samochód kupiłem jeszcze wcześniej. Poza tym uwielbiam jeździć na nartach. Jak tylko mam trochę czasu i jest kawałek stoku pokryty śniegiem, to korzystam z okazji. Bardzo lubię też spędzać czas z najbliższymi, a szczególnie ze swoją dziewczyną.

Skijumping.pl: A jak bycie w związku wpływa na Twoja karierę? Pomaga czy przeszkadza?
K.S.: Motywuje. Czasem jak człowiekowi nie idzie, to się szuka takich różnych powodów bardziej czy mniej prawdziwych. Ale mnie to uskrzydla. Wiem, że mam na kogo liczyć. Jak wyjdzie - ma mnie kto pochwalić, jak nie wyjdzie - ma mnie kto pocieszyć i wiem, że zawsze będzie ze mną - niezależnie od wyników. Szczególnie jak Ewa jest na skoczni - to mnie bardzo mobilizuje.

Skijumping.pl: Skoczkowie narciarscy to ludzie o mocnych nerwach. Mało kto ma odwagę tak szybować w powietrzu. Ale Ty - skoczek narciarski - jaki sport uważasz za ekstremalny, niebezpieczny, taki który bałbyś się uprawiać?
K.S.: Większość sportów wyczynowych ma dziś w sobie coś takiego, że niewielu ludzi chciałoby podjąć takie ryzyko. Spójrzmy chociaż na narciarstwo alpejskie - przy prędkościach dochodzących do 130 km/h trzeba brać zakręty, zmieścić się w bramkach, potem jeszcze wyhamować na dole. A co do sportów ekstremalnych, to ja bałbym się jeździć na nartach jak ci szaleńcy, co zjeżdżają z pionowych ścian i skaczą ze skał. Dreszczykiem przejmują mnie też skoki akrobatyczne - czyli narciarstwo dowolne. Te wszystkie salta, piruety, obroty. Bardzo łatwo można sobie zrobić sporą krzywdę.

Skijumping.pl: Skakałeś kiedyś na bungee?
K.S.: Nie.

Skijumping.pl: Bałbyś się?
K.S.: Nie, tego bym się akurat nie bał, ale jakoś mnie to nie ciągnie.

Skijumping.pl: Twój sportowy wzór?
K.S.: Wzoruję się na najlepszych sportowcach z danych dziedzin i staram się uczyć na ich błędach. Imponują mi ci, którzy odnosili największe sukcesy.

Skijumping.pl: Skocznia której najbardziej nie lubisz?
K.S.: Takiej chyba nie ma. Stara prawda - jak nie masz formy, to na każdej się męczysz.

Skijumping.pl: A Twoja ulubiona?
K.S.: Ta w Predazzo - najbardziej mi odpowiada. Najbardziej lubię tam trenować.

Skijumping.pl: Jak się relaksujesz po skokach?
K.S.: Idę trochę pobiegać, by rozluźnić mięśnie, a potem lekki masaż. Na zawodach nie ma dużo czasu, skoki są najczęściej wieczorem, więc zazwyczaj kładę się do łóżka. Czasem oglądam telewizję, czasem trochę poczytam, posłucham muzyki albo pogadam z kolegami i trzeba spać.

Skijumping.pl: Jakie książki lubisz?
K.S.: Sensacyjne i przygodowe. Najlepsza książka jaką ostatnio przeczytałem, to Ultimatum Bourne'a. Zacząłem więc od tyłu całej historii, teraz muszę przeczytać dwie pierwsze części. Oglądałem też filmy, ale zauważyłem, że bardzo się różnią od powieści, więc tym chętniej sięgnę po książki.

Skijumping.pl: A jakiej muzyki słuchasz?
K.S.: Klubowej i techno.

Skijumping.pl: Żyjesz w czasach Adama Małysza i będziesz musiał się zmierzyć z jego legendą - od porównań nie uciekniesz. Jak masz zamiar sobie z tym poradzić?
K.S.: Już dawno się z tym pogodziłem. Póki co, będzie bardzo trudno wyjść z jego cienia. Zrobił to, co zrobił i za to należy mu się chwała. Niewielu skoczkom na świecie udało się to, czego on dokonał. Ja myślę, że na razie nie ma po co starać się wychodzić z jego cienia. Ja chcę skakać dla siebie, by przynosiło mi to radość. Nie będę się specjalnie wysilał, nadwyrężał, by być lepszym od niego. Nie muszę się napinać, by być na topie, by mnie ludzie zapamiętali. Skaczę dla siebie, a gdy czasem coś mi wyjdzie, tak jak ostatnie zwycięstwo, to się tym cieszę.

Skijumping.pl: Zetknąłeś się już z popularnością. Co w niej lubisz, a co Cię w niej denerwuje?
K.S.: To bardzo miłe, gdy ludzie mnie rozpoznają i czasem poproszą o autograf lub zdjęcie. A zwłaszcza gdy powiedzą coś miłego - pocieszą, gdy mi nie wychodzi. A wkurza mnie to, że niektórzy polscy kibice myślą, że znają się na skokach a znają się tylko na Adamie Małyszu. Przychodzą na treningi, ale wiedzą tylko który z nas jest Małysz. Nie znają nas z twarzy, nie znają naszych nazwisk. Mówię tu nie tylko o sobie. Przechodzi któryś z nas a ktoś tam mówi - o, jakiś Czech idzie - tak się dużo razy zdarzało. (śmiech)

Skijumping.pl: Co sądziłeś o pomyśle, by organizować trzy serie skoków zamiast dwóch?
K.S.: Szczerze mówiąc to obiło mi się to tylko o uszy. Temat zniknął tak szybko, jak się pojawił, więc w ogóle się nad nim nie zastanawiałem.

Skijumping.pl: Wolisz skakać latem czy zimą?
K.S.: Zimą. Nie ma żadnego porównania. Skoki to sport zimowy a lato jest tylko okresem przygotowawczym. Zimą się czuje tę wspaniałą atmosferę. Skoki to narty, a narty to śnieg.

Skijumping.pl: Masz w sobie głód bicia rekordów skoczni? Na przykład Adam Małysz skupia się na zwycięstwach a na rekordy nie zwraca większej uwagi, a Ty?
K.S.: Myślę podobne jak Adam - nie ciągnie mnie do rekordów. Jedyny rekord, który chciałbym pobić to rekord świata w długości skoku na mamucie. Tylko ten jeden.

Skijumping.pl: A co myślisz o skoczniach pod dachem? FIS stara się powoli wyeliminować wpływ wiatru na skoki. Buduje się osłony, a teraz myśli się o całkiem krytych skoczniach.
K.S.: Moim zdaniem to nie jest dobry pomysł, bo skoki to sport na otwartej przestrzeni, na świeżym powietrzu. To by zabiło ideę skoków i całą atmosferę. To już taka dyscyplina, że dużo zależy od wiatru i czasem właśnie to jest fajne, że wygrywają ludzie "nie wiadomo skąd". To jest ciekawe, bo coś się na tej skoczni dzieje. Skocznie pod dachem - to by było coś sztucznego.

Skijumping.pl: Jesteś dopiero na początku swej kariery, ale czy myślałeś już, co chciałbyś robić po jej zakończeniu?
K.S.: Jeszcze o tym nie myślałem, ale na pewno chciałbym mieć coś wspólnego ze sportem. Ale na takie planowanie mam jeszcze dużo czasu. Póki co, dzięki Bogu jestem zdrowy, mogę trenować, studiuję - absorbuje mnie nauka i sport.

Skijumping.pl: Na koniec takie pytanie: Na nartach masz napis "rakieta". To Twój przydomek w drużynie?
K.S.: Nie, to trochę taki żart. Żartowaliśmy sobie, ktoś mówił "Ja jestem torpeda" a ja na to "A ja jestem rakieta z Zębu" (śmiech). Wszyscy się śmiali a następnego dnia nasz serviceman - wtedy Krzysiek Janik podpisał mi tak narty. A potem już podpisywał tylko "rakieta" i tak zostało.

Skijumping.pl: Dziękuję serdecznie za rozmowę i życzę powodzenia.
K.S.: Ja też dziękuję za rozmowę i pozdrawiam wszystkich czytelników portalu Skijumping.pl oraz wszystkich zapaleńców skoków, którzy trzymają za nas kciuki i są z nami. Oby tak dalej, bo jak widać to bardzo nam pomaga. Polacy mimo wszystko są najlepszymi kibicami na świecie.

Z Kamilem Stochem w Klingenthal rozmawiał Marcin Hetnał



Marcin Hetnał, Źródło: Informacja własna
oglądalność: (25952) ilość komentarzy: (49)

Dyskusja do wiadomości

PROSTY ZAGNIEŻDŻONY
Najnowsze Tweety:
Letnie
Grand Prix
Letni
CoC
FIS
Cup
LGP
Pań
LPK
Pań
FIS
Cup Pań
Najbliższy konkurs:
Oslo HS106
15.09.2018
Aktualna klasyfikacja PK Pań:
Lp.ZawodnikKrajPunkty
1.JAKOWLEWA LidijaRosja415
2.IRASCHKO-STOLZ DanielaAustria400
3.BARANCEWA AleksandraRosja382
4.SZPINIEWA AnnaRosja271
5.BRECL JernejaSlowenia236
13.PAŁASZ MagdalenaPolska84
25.KARPIEL KamilaPolska48
27.KIL JoannaPolska46
27.TWARDOSZ AnnaPolska46
33.RAJDA KingaPolska40
Pełna klasyfikacja..»
Najbliższy konkurs:
Villach HS98
07.07.2018
Aktualna klasyfikacja:
Lp.ZawodnikKrajPunkty
1.KRIZNAR NikaSlowenia580
2.GOERLICH LuisaNiemcy388
3.HARALAMBIE DanielaRumunia382
4.REISCH AgnesNiemcy362
5.FREITAG SelinaNiemcy256
6.KARPIEL KamilaPolska247
7.TWARDOSZ AnnaPolska224
10.RAJDA KingaPolska203
30.PAŁASZ MagdalenaPolska90
47.CIEŚLAR PaulinaPolska61
55.HARSCHE KatarzynaPolska48
101.KIL JoannaPolska8
Pełna klasyfikacja..»
Kroppa
2000-2018 skijumping.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Poltyka cookies
Skijumping.pl