Strona główna • Czeskie Skoki Narciarskie

Jan Mazoch: "Nadal odczuwam skutki upadku"

Kiedy w 2007 roku podczas Pucharu Świata w Zakopanem po fatalnym upadku czeski zawodnik Jan Mazoch w stanie krytycznym trafił do jednego z krakowskich szpitali, cały świat skoków narciarskich wstrzymał oddech. Mimo poważnych obrażeń Mazoch powrócił jednak do pełnej sprawności. W dziesięć lat po tamtym wydarzeniu odpowiedział na pytania czytelników portalu iSport.cz.


Czym Jan Mazoch zajmuje się obecnie, prawie dziesięć lat po zakończeniu sportowej kariery? - Po zakończeniu kariery myślałem o podjęciu się pracy trenera, ale teraz jestem zadowolony z tego, co robię i nie myślę o zmianie. Pracuję w Fundacji Instytutu Jedličkova. Zajmujemy się tworzeniem metod wspierania samej Fundacji oraz osób niepełnosprawnych. Cały czas poszukujemy wsparcia, także finansowego. Trudno opisać ilość wysiłku, którą trzeba codziennie włożyć w tę pracę. Każdy dzień jest zupełnie inny, ale przynajmniej nigdy się nie nudzę – opowiada Mazoch. -Reprezentowanie osób niepełnosprawnych jest dla mnie niezwykle satysfakcjonującym zajęciem. Sam miałem upadek, który mógł skończyć się w ten sposób, więc wiem, jak trudno jest sobie z tym poradzić. Oprócz tego zajmuję się wspieraniem i reprezentowaniem młodych utalentowanych zawodników. Chciałbym też jeszcze bardziej zaangażować się w organizację Memoriału imienia mojego dziadka, Jiříego Raški. Bardzo dobrze pamiętam dziadka. Odziedziczyłem po nim wiele cech. Uważam, że mam jego dobroduszność, ambicję i rys perfekcjonisty.

- Nigdy nie byłem zainteresowany rolą komentatora. Czasem chętnie dodałbym coś od siebie do tego, co słyszymy w telewizji, ale nie chciałbym robić tego samodzielnie.

- Po upadku nabrałem dużego szacunku do skoczni. Po narodzinach mojej pierwszej córki także zmieniły się moje priorytety w życiu. Nadal odczuwam pewne skutki upadku, na przykład mam gorszą koordynację ruchową i szybciej się męczę. Ale mogę z tym żyć – zapewnia 31-letni były zawodnik.

Po upadku w Zakopanem Mazoch rozstał się ze swoją partnerką. Czy wypadek miał wpływ na tę decyzję? – Nie, mój upadek nie wpłynął bezpośrednio na nasze rozstanie. Bardziej przyczyniły się do tego nowe role, których podjąłem się po zakończeniu kariery.

Razem z Barą mamy dwie wspaniałe córki i wciąż się przyjaźnimy.

Czy po zakończeniu sportowej kariery były czeski zawodnik wciąż utrzymuje zdrowy tryb życia? - Obecnie palę około dziesięciu papierosów dziennie. Czasem piję też piwo, ale staram się nie przesadzać.

Jak wspomina swoją przygodę ze sportem? - Lubię oglądać skoki, ale nie tęsknię za rolą zawodnika. Miałem okazję doświadczyć tego wszystkiego na własnej skórze i wyrobić sobie własną opinię. To było wspaniałe, ale moja kariera zakończyła się już prawie dziesięć lat temu. Między skoczkami narciarskimi panuje bardzo przyjazna atmosfera i zdrowa rywalizacja. Jeżeli chodzi o konkretne skocznie, nigdy nie przepadałem za obiektem w Innsbrucku, za to zawsze dobrze czułem się w Oberstdorfie.

Jak ocenia kondycję czeskich skoków i szanse na sukcesy w przyszłości? - Obecnie w Czechach mamy około stu dwudziestu młodych zawodników. Na porównania, w Polsce jest ich około trzystu. Treningi rozpoczyna się zazwyczaj około szóstego roku życia od skoków na bardzo małych obiektach, gdzie można lądować w okolicach ośmiu metrów. Potem powoli przechodzi się na większe skocznie, jednak trener musi być w tej kwestii bardzo rozważny.

- Mam nadzieję, że za dziesięć lat w Pucharze Świata będziemy częściej oglądać czeskie barwy. Vojtěch Štursa, Tomáš Vančura i Viktor Polášek to bardzo obiecujący młodzi zawodnicy. Mam nadzieję, że w przyszłości będą osiągać duże sukcesy – mówi Mazoch. - W chwili obecnej przygotowane do skoków obiekty znajdują się tylko w Harrachovie, Libercu i Frenštacie. Trzeba zadbać o skocznie w Czechach, odbudować je i przywrócić im dawny blask.

- Jeszcze kilka lat temu w naszym kraju nikt nie interesował się biathlonem. Teraz jednak czescy zawodnicy odnoszą w tej dyscyplinie wielkie sukcesy i zasłużenie znajdują się w centrum zainteresowania. Niestety, skoczkowie narciarscy na razie nie osiągają podobnych wyników. Możemy tylko pozazdrościć fanom biathlonu. Nie jest łatwo pozyskać pomoc sponsorów. Najchętniej angażują się oni we współpracę z przedstawicielami popularnych dyscyplin takich jak piłka nożna, hokej, wspomniany biathlon czy tenis. Inne sporty nie są dla nich tak interesujące. Sam szukam sponsorów dla czeskich narciarzy i mogę z doświadczenia powiedzieć, że to trudna kwestia – tłumaczy były zawodnik.

- Zarobki w skokach narciarskich są bardzo różne i zależą przede wszystkim od osiąganych sukcesów. Za miejsce w drugiej serii zawodów Pucharu Świata dostaje się dodatkowe wynagrodzenia, a poza tym każdy zawodnik ma podpisaną inną umowę z Centrum Sportu w Dukli i Ministerstwem Spraw Wewnętrznych. Można dobrze zarobić, ale trudno się z tego utrzymać.

- Skoki to w dziewięćdziesięciu procentach psychika. Obecnie poziom jest tak równy i wysoki, że decydują detale, ale zawodnicy z pierwszej dziesiątki Pucharu Świata sprawiają wrażenie, jakby pochodzili z innej planety. Jeżeli chodzi o Jakuba Jandę, to skacze on bardzo dobrze biorąc pod uwagę jego wiek. Szesnaste miejsce w klasyfikacji generalnej jest tego potwierdzeniem.

Czy odpowiednie przygotowanie kombinezonów może być decydujące dla uzyskania dobrych wyników? - Kombinezony odgrywają znaczącą rolę w skokach narciarskich, dlatego skupia się na nich uwaga zarówno sztabów szkoleniowych, jak i odpowiednich komisji, które kontrolują, czy stroje spełniają szereg szczegółowych kryteriów. Chodzi o to, aby nikt nie miał zbyt dużej przewagi nad innymi. Ważny jest materiał, z którego się je szyje. Reprezentacje, które testują swoje kombinezony w tunelach aerodynamicznych zawsze są o krok przed resztą – uważa były reprezentant Czech.

Czy skoki narciarskie nie stały się sportem zbyt złożonym i trudnym do zrozumienia dla przeciętnego kibica? - Skoki narciarskie to skomplikowany sport, jednak każda dyscyplina ma swoje zasady, z którymi zaznajomieni są wszyscy zawodnicy. W tym wypadku jednak nie zawsze są one czytelne dla widzów przed telewizorami.

Co sądzi o rywalizacji pań? - Kobiece skoki dopiero się rozwijają. Mam nadzieję, że będą wciąż posuwać się naprzód.

- W Turnieju Czterech Skoczni trzymałem kciuki za Kamila Stocha. Turniej był w tym roku bardzo emocjonujący, do ostatniego skoku czekaliśmy na ostateczne rozstrzygnięcia. Tak właśnie powinno być. Dużym zaskoczeniem było dla mnie drugie miejsce Piotra Żyły – przyznaje Mazoch.