Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Sven Hannawald: "Wypalenie następuje powoli"

Od spektakularnego sukcesu popularnego Hanniego w 50. Turnieju Czterech Skoczni minęło już ponad 15 lat. Były niemiecki skoczek zdecydował się w obszernej rozmowie z gazetą Hohenloher Tagblatt przypomnieć największe sukcesy osiągnięte na skoczniach świata oraz opowiedzieć, jak wygląda jego życie po zakończeniu kariery pełnej wzlotów i upadków.


Hannawald ustanowił rekord życiowy podczas zawodów w Planicy w 2002 roku, lądując wówczas na 220. metrze. Jakie uczucia towarzyszą skoczkom podczas tak odległych lotów? Czy nie tęskni za nimi? - Kiedy jest się w powietrzu, wydaje się, jakby to był sen. Po zakończeniu kariery przychodzi do głowy pytanie: czy chciałbyś spróbować jeszcze raz i odepchnąć się ponownie z belki startowej? Większość zawodników, którzy zdecydowali się zakończyć swoją przygodę ze skokami, zrezygnowała definitywnie. Gdyby ktoś sprawił mi niespodziankę i przygotował dla mnie cały sprzęt niezbędny do oddania próby na skoczni, także musiałbym odmówić, ponieważ moja pewność siebie nie jest już na odpowiednim poziomie. Skoków się nie zapomina, wszystko wygląda, tak, jak wtedy, gdy byłem aktywnym zawodnikiem, technika się nie zmieniła. Pomimo to, nigdy nie wiadomo, co wydarzyłoby się podczas samej próby. Gdybym chciał wrócić, musiałbym najpierw przygotować się na mniejszych skoczniach.

Jak daleko byłby w stanie w tym momencie skoczyć dwukrotny mistrz świata w lotach na słoweńskiej Letalnicy, gdzie osiągnął najlepszą odległość w swojej karierze? – Myślę, że około 130 – 150 metrów. Mogłoby się wydawać, że to dużo, lecz uważam, że można by było wrócić do takiego poziomu. Nie da się jednak zrobić tego tak łatwo, ponieważ ważę teraz o 15 kg więcej, niż wtedy, gdy skakałem – przyznał 42-latek.

Czy skoczek pochodzący z Erlabrunn często odczuwał strach przed oddawaniem skoków? – Tak, szczególnie w Skandynawii, gdzie często spotykały nas niekorzystne warunki atmosferyczne. Niektóre z moich prób były bardzo ryzykowne, balansowałem na krawędzi. Z drugiej strony, zawsze mogłem zrezygnować przed skokiem. Każdy decyduje za siebie, to nie jest oznaka tchórzostwa. Skoki są sportem zdecydowanie odmiennym od tenisa czy piłki nożnej.

Biografia niemieckiego skoczka zatytułowana została "Triumf. Upadek. Powrót do życia". Który z licznych triumfów uważa za najważniejszy w swojej karierze? – Zdecydowanie wygraną w Turnieju Czterech Skoczni. Sam turniej był punktem startowym mojej kariery. Jako dziecko, siedziałem razem ze swoim ojcem i śledziłem zmagania skoczków po świętach Bożego Narodzenia. Igrzyska Olimpijskie oraz konkursy lotów narciarskich także bardzo mocno mnie interesowały. Udało mi się wywalczyć dwukrotnie tytuł mistrza świata w lotach i raz zwyciężyć w Turnieju Czterech Skoczni. Wygrana w Turnieju jest dla mnie największym osiągnięciem. Podczas konkursów Pucharu Świata czy na igrzyskach liczy się dyspozycja dnia i szczęście, a w trakcie niemiecko-austriackich zmagań konieczne jest utrzymanie wysokiej dyspozycji podczas czterech konkursów. Nie ma tam przypadkowych zwycięzców.

Czy popularny Hanni uważa, że ktoś zdoła w niedalekiej przyszłości zwyciężyć w czterech konkursach jednej edycji Turnieju Czterech Skoczni, wyrównując tym samym jego osiągnięcie z przełomu lat 2001 i 2002? – Mam nadzieję, że będę jedynym skoczkiem, który tego dokonał jeszcze przez długi czas, lecz nie myślę o tym szczególnie. Jeśli komuś uda się powtórzyć taki wynik, będę pierwszą osobą, która mu pogratuluje. Podczas Turnieju liczy się także wiele czynników niezwiązanych bezpośrednio ze skokami, takich jak wpływ otoczenia, czy aspekty mentalne. Ciężko wytrenować te elementy. W moim przypadku wszystko złożyło się idealnie.

Podczas trwania kariery, Hannawald zdobył wiele trofeów i medali. Dzięki świetnym wynikom, zarobił też sporo pieniędzy. Czy pamięta, co kupił za swoją pierwszą nagrodę finansową? – Zostałem przekonany przez znajomego do nabycia domowego zestawu audio. Nie jestem oszczędny, jeśli czegoś potrzebowałem, kupowałem to, ale zawsze przed kupnem musiałem zastanowić się cztery razy. Zestaw głośników nadal funkcjonuje, więc można ten zakup uznać za udany.

Drugi człon tytułu biografii to słowo "upadek". Multimedalistę olimpijskiego podczas kariery omijały ciężkie kontuzje, jednak z powodu syndromu wypalenia zakończył swoją przygodę ze skokami narciarskimi w 2004 roku. Co do tego doprowadziło? – Złożyło się na to wiele problemów, które urosły do ogromnych rozmiarów. Temat mojej wagi miał także duże znaczenie (Hannawald cierpiał na problemy z anoreksją – przyp. red.). Mój organizm nie posiadał żadnej rezerwy w sytuacjach stresowych. Byłem perfekcjonistą, zawsze stawiałem sobie poprzeczkę wysoko. Z biegiem lat, wszystko odwróciło się przeciwko mnie.

Po wielu ciężkich chwilach nastąpił tytułowy "powrót do życia". Czy porzucenie kariery zawodowego sportowca i przejście do normalnego życia było dla 18-krotnego triumfatora konkursów Pucharu Świata ciężkim doświadczeniem? – Sprawiło mi to trudność, ponieważ wcześniej nie przeszło mi nawet przez myśl, że przestanę skakać. Mistrzostwa Świata w Predazzo w 2003 roku były dla całej niemieckiej reprezentacji bardzo nieudane. Liczyłem na to, że po nieudanym sezonie kolejny będzie lepszy. Nie widziałem jednak żadnych oznak poprawy, co zmusiło mnie do zakończenia kariery. Brak jakichkolwiek planów na przyszłość dodatkowo utrudniał moją sytuację. Moim głównym problemem zaczęło być wycofywanie się z życia. Często przebywałem sam, pomimo to, że jestem osobą czującą się dobrze w grupie. Siedziałem w swoim pokoju i wszystkich unikałem. Ciężko było mi poznać samego siebie, nie wiedziałem kim jestem, to sprawiało mi najwięcej trudu. Diagnoza pozwoliła mi się w pewien sposób uwolnić, ponieważ poznałem przyczynę mojego samopoczucia.

Jak udało mu się powrócić na właściwe tory? - Potrzebowałem do tego sporo czasu. Bardzo ważny był dla mnie pobyt w klinice. Odciąłem się od wydarzeń z przeszłości. Musiałem odbudować się, poukładać sobie wszystko na nowo. Chciałem powrócić do skoków, jednak myślenie o tym nawarstwiało we mnie negatywne odczucia. Wiedziałem, że muszę wyczyścić głowę ze złych myśli. Miałem więcej wolnego czasu, mogłem robić to, co chciałem. Starałem się zajmować czynnościami, które sprawiały mi dużo przyjemności - mogły to być nawet tak proste rzeczy, jak wizyta w zoo albo oglądanie telewizji. Zawsze chciałem znaleźć sobie zajęcie związane z samochodami. Byłem od zawsze fanem Formuły 1. Możliwość udziału w wyścigach samochodowych (Hannawald startował m. in. w wyścigach serii ADAC GT Masters – przyp. red.) była dla mnie świetnym doświadczeniem.

Dzisiaj Niemiec zarządza firmą konsultingową razem ze swoim partnerem biznesowym, Svenem Ehrichtem. Zajmują się głównie sponsoringiem sportowym. Ich firma prowadzi także rozmowy biznesowe oraz seminaria uświadamiające ludzi o zagrożeniach zdrowotnych, które mogą ich spotkać w pracy. Jakich porad mógłby udzielić na podstawie własnego doświadczenia osobom borykającym się z problemami psychicznymi? – Złamanie kości, kaszel czy gorączkę można zdiagnozować od razu. Niebezpieczny stres lub wypalenie następuje powoli. Człowiek nie jest w stanie tego zauważyć, nieświadomie przyzwyczaja się do tego, że jest coraz gorzej. Jeśli ktoś jest stale przemęczony, nie uda mu się przezwyciężyć zmęczenia kawą. Ciało wysyła sygnały, że coś jest nie tak, jak powinno. Każdy powinien słuchać swojego wewnętrznego głosu i zauważyć rzeczy, które sprawiają, że jego stan psychiczny się polepsza. Istnieją proste techniki relaksacyjne w miejscach pracy, jak na przykład urozmaicenie stanowisk pracowników poprzez wprowadzenie kolorowych elementów w ich otoczeniu. Tego typu metody stosowane są coraz częściej.

Czy dwukrotny drużynowy mistrz świata widzi w przyszłości siebie jako trenera skoków narciarskich? – Lubię to otoczenie, ale nie wyobrażam się w roli trenera. Byłoby to dla mnie trudne. Jestem zawsze skupiony na odniesieniu sukcesu i chciałbym w tym pomóc młodym zawodnikom, jednak uważam, że mogłoby się to odbić na mnie negatywnie. Aktualnie jestem ekspertem telewizyjnym i sprawia mi to wiele radości. To bardzo ekscytująca rola.

Jak Hannawald – ekspert, opisałby mocne i słabe strony Hannawalda – skoczka? – Powiedziałbym, że to wielki perfekcjonista. Myślę, że dobrze zrobiłoby mu obniżenie poprzeczki, którą zawsze stawiał sobie bardzo wysoko. Jego ambicja nie została przez nikogo zgaszona. Cieszę się, że moi rodzice nie wywierali na mnie wielkiej presji. W dzisiejszych czasach często zdarzają się przypadki, gdy traktują oni sport zbyt serio i uważają, że ich dziecko jest najlepsze spośród wszystkich. Ciężko później sobie z tym poradzić.