Strona główna • Letnie Grand Prix

Maciej Kot: "Mam sporo do poprawy w locie"

Zawodnik klubu AZS Zakopane wygrywał w Wiśle podczas Letniego Grand Prix już dwukrotnie. Próba, którą oddał w kwalifikacjach na pewno doda mu pewności siebie przed sobotnim konkursem drużynowym. – Jak najbardziej. Każdy skok, za którym idzie dobry wynik daje sporo pewności siebie i utwierdza nas w przekonaniu, że idziemy we właściwym kierunku. Czasami jest tak, że dobre skoki nie dają dobrych wyników, wtedy napotykamy problem. W tej chwili nie mamy żadnych zmartwień, robimy swoje i uzyskujemy dobre rezultaty. Cały czas mamy jednak w głowie fakt, że najistotniejszy jest sezon zimowy i przygotowanie do niego.


Czy nieobecność wielu zawodników z czołowej "10" ubiegłego sezonu PŚ spowoduje, że polscy skoczkowie znajdą się w gronie głównych faworytów do zwycięstwa w konkursach czekających nas podczas tego weekendu? – Nie wszystkie ekipy przyjechały do Wisły w najmocniejszych składach. Myślę, że po pierwszym dniu rywalizacji i po dwóch próbach oddanych niekoniecznie w sprawiedliwych warunkach nie można wyciągać daleko idących wniosków. Wszystko rozstrzygnie się w piątek i sobotę, wtedy okaże się, jak wygląda w tym roku układ sił. Czujemy się dobrze, jesteśmy konkurencyjni, znajdujemy się w dobrej dyspozycji i uważam, że jak najbardziej możemy walczyć o zwycięstwo. Są jednak rzeczy, na które nie mamy wpływu, takie, jak np. warunki pogodowe. Trzeba mieć do nich trochę szczęścia. Myślę, że trener będzie miał problem z wytypowaniem składu na konkurs drużynowy, ponieważ może wybrać tylko czterech spośród nas.

Co nowego jest w przygotowaniach do sezonu olimpijskiego w porównaniu do zeszłorocznego okresu przygotowawczego? – Nie ma wiele nowości. Staraliśmy się udoskonalić to, co robiliśmy w ubiegłym roku. Jeśli coś działa, nie ma sensu tego zmieniać, należy tylko ulepszać metody treningowe. W zeszłym roku nie mieliśmy na to zbyt wiele czasu. Kontynuujemy dobrą pracę i za bardzo nie zaprzątamy sobie głowy igrzyskami olimpijskimi. Wiemy co nas czeka, jesteśmy świadomi o co walczymy, jest to punkt, do którego dążymy i który stanowi dla nas wielką motywację, lecz nie nastawiamy się wyłącznie na to. Mogłoby to zadziałać negatywnie na psychikę. Wolimy postawić na dobre, równe skoki przez cały sezon.

W jakich elementach reprezentanci Polski są w stanie wykrzesać jeszcze więcej? Gdzie tkwią rezerwy? – Jeśli chodzi o sezon letni, to z pewnością sprzęt. Wróciliśmy do starego ekwipunku, póki co nie wyciągamy tego, czego używaliśmy w zimie, więc w tym miejscu mamy sporą rezerwę. Co do sfery motorycznej, w tym momencie dosyć ciężko trenujemy poza skocznią. Nie jest to typowe przygotowanie przedstartowe, podczas którego zwykle staramy się odświeżyć organizm i uzyskać dodatkową moc. Oprócz skoków sporo ćwiczymy na siłowni. Pewne rezerwy występują też w technice. Każdy z nas popełnia jakieś błędy. Ja w tym momencie walczę z pozycją dojazdową i ciągle staram się ją udoskonalić. Mam też sporo do poprawy w locie, który szwankował w zimie. Nie był symetryczny, a teraz chcę poprawić ten element.

Przed mistrzostwami świata 26-latek wspominał, że jego celem są dwa medale. Czy podobny cel stawia sobie na igrzyska olimpijskie w Korei? – Zdarza mi się myśleć o igrzyskach. Postawiłem sobie pewien cel i chcę go osiągnąć. Teraz wyznaję pewną zasadę – mniej mówić, więcej robić. Póki co to się sprawdza, więc staram się nie myśleć o imprezie sezonu, a tym bardziej unikać komentarzy na jej temat. Po igrzyskach zdradzę, co mi leżało na sercu (śmiech).

Korespondencja z Wisły, Piotr Bąk