Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Kamil Stoch spotkał się z kibicami w Proszowicach!

Gmina i Miasto Proszowice raz jeszcze stały się gospodarzem spotkania z Kamilem Stochem oraz innymi członkami polskiej kadry narodowej. W tamtejszym Centrum Kultury i Wypoczynku, gdzie odbyła się oficjalna część programu przygotowanego przez Oficjalny Fanklub Kamila Stocha, oprócz potrójnego mistrza olimpijskiego, pojawili się Dawid Kubacki, Stefan Hula, Jakub Wolny oraz asystent Stefana Horngachera - Zbigniew Klimowski. Punktem wieńczącym piątek w Proszowicach był bankiet zorganizowany na cześć 31. urodzin najlepszego skoczka minionej edycji Pucharu Świata.


Jak zawodnik z Zębu spędził 25 maja, na kiedy wypada data jego przyjścia na świat? - Swoich 31. urodzin nie spędziłem w jakichś nietypowych okolicznościach. Nie wyprawiałem specjalnego przyjęcia, ale było bardzo sympatycznie. Ten dzień, w miły sposób, spędziłem z żoną Ewą.

Co sprowadza polską kadrę do tej niewielkiej mieściny znajdującej się w pobliżu Krakowa? - Do Proszowic przyjeżdżamy praktycznie rokrocznie. Spotkanie w tym mieście organizuje mój fanklub, który jest moim oficjalnym fanklubem, a wywodzi się właśnie stąd, z Proszowic. Uważam, że jest to dobry czas na spotkanie z kibicami. Nie tylko z członkami fanklubu, ale z każdym, kto ma chęci i czas, aby przyjechać do tej części Małopolski.

Co odróżnia proszowickie spotkanie naszej drużyny z kibicami od standardowych, które mają miejsce na skoczniach całego świata? - Towarzyszy nam spokojniejsza atmosfera niż na skoczni. Można zrobić sobie z nami pamiątkowe zdjęcie czy wziąć autograf, a dla nas jest to o tyle bardziej komfortowe, iż nie mamy żadnego ciśnienia czasowego. Każdemu możemy poświęcić więcej czasu niż zazwyczaj. Moim zdaniem jest to jak najbardziej potrzebna forma kontaktu z kibicami.

Czy Kamil Stoch ma idola, w kolejce do którego spędził ponad godzinę, jak robili to proszowiczanie i mieszkańcy innych miejscowości? - Ja nie miałem takiej okazji. Dość szybko sam zacząłem uprawiać sport, więc miałem swój rygor treningowy. Gdybym jednak miał możliwość spotkania swojej ulubionej drużyny czy idoli, wówczas zapewne odstałbym swoje, aby zamienić choć kilka słów.

Podczas części oficjalnej podopieczni Stefana Horngachera wręczali medale i dyplomy najbardziej utalentowanej młodzieży za osiągnięcia w szkolnych zawodach sportowych. Czy w oczach dzieci było widać respekt spowodowanym spotkaniem idoli? - Jest trochę emocji, ale dla mnie są to miłe chwile. Tym bardziej w takich warunkach, kiedy na spokojnie można zrobić zdjęcie czy porozmawiać, a są to przyjemne rozmowy, ponieważ ludzie dziękują czy życzą dalszych sukcesów. To wszystko niesie bardzo pozytywne emocje.

Punktem przewodnim wydarzenia była prezentacja trofeów zdobytych przez Kamila Stocha w sezonie 2017/2018. W jej trakcie niefortunnie upadł jeden z medali z tegorocznych Mistrzostw Świata w lotach narciarskich - No cóż… <śmiech>. Na szczęście medal jest cały. Krążki są wytrzymałe i odporne, więc nic się nie stało.

Pomimo napiętego planu dnia, dwukrotny triumfator Turnieju Czterech Skoczni piątkowy poranek spędził na siłowni. - Nie tylko ja, ponieważ tak zakładał program treningowy. W piątek rano mieliśmy odrobić swoją pracę, aby popołudniu móc przyjechać tutaj.

Jak można podsumować kilkudniowe zgrupowanie na obiekcie HS 94 w Hinzenbach? - Powoli zaczynam dogadywać się z tym austriackim obiektem. Coś ma w sobie ta skocznia. Jest to bardzo trudny, techniczny i wymagający obiekt. Najmniejsze błędy robią duże różnice, ale jednocześnie jest to bardzo dobra skocznia do treningów. Do tego samo miejsce jest ładne. Tamta okolica jest urokliwa i spokojna. Super jeździ się nam na zgrupowania do Górnej Austrii. Może za jakiś czas uda mi się dogadać z tą skocznią na tyle, żeby w zawodach oddawać tam takie skoki, jakie bym chciał.

Jakie uwagi już teraz ma trener Horngacher? - Nie chcę zbytnio wchodzić w takie szczegóły. Dużo jest elementów, które wciąż podlegają poprawie. Nadal jest to pozycja najazdowa, a co za tym idzie, prędkości najazdowe. Cały czas trzeba pracować, bo w skokach narciarskich nie jest tak, że coś można wypracować na stałe. To specyficzna i trudna technicznie dyscyplina sportu. Przy rozwoju naszych mięśni, techniki czy motoryki, technika się zaburza i coś się gubi. Naszym obowiązkiem jest, aby bez przerwy nad czymś pracować i nie osiąść na laurach.

Czy pomimo obecności na weselu Grzegorza Miętusa, Kamil Stoch miał możliwość obejrzenia finału Ligi Mistrzów z udziałem jego ulubionego klubu z Liverpoolu? - Na szczęście udało się obejrzeć finał piłkarskiej Ligi Mistrzów. Przyniósł on sporo ciekawych emocji. Niekoniecznie negatywnych, bo koniec końców wygrała lepsza ekipa. Trudno porównywać Liverpool z Realem Madryt, bo każda ekipa ma swoje atuty, ale uważam, że długo wyczekiwany awans "The Reds" do finału i tak jest dużym sukcesem. Nie można mieć wszystkiego i oczekiwać za dużo. Na temat występu Lorisa Kariusa nie chcę się wypowiadać, gdyż uważam, że z mojej pozycji byłoby to nieetyczne.

Korespondencja z Proszowic, Dominik Formela