Strona główna • Puchar Świata

Okiem Samozwańczego Autorytetu: Imperium Kontratakuje

Może chwilowo, może trochę na wyrost, może na glinianych nogach, może nie do każdego to dociera. Ale w skokach jesteśmy imperium. Imperium początkiem tego sezonu wydawało się być trochę w impasie, ale w Predazzo nastąpił kontratak.


Zaczęło się oczywiście od Adama Małysza, potem nadeszła era Kamila Stocha. Era Stocha (uwaga truizm) tym się różni od ery Małysza, że oprócz Stocha, trenerzy najpierw Kruczek a potem Horngacher dysponowali i dysponują skoczkami, dzięki którym można bić się o trofea drużynowe. No i tym, że na podium konkursu indywidualnego, również tym najwyższym jego stopniu, stanie czasem inny polski skoczek.

Od wielu lat w skokach rządziła Wielka Czwórka: Austria, Niemcy, Norwegia i Finlandia. Finlandia od dekady przechodzi ostry kryzys. Miejsce tego czwartego do brydża próbowało zająć kilka krajów - Szwajcaria, Japonia, Słowenia i Polska. Szwajcarii było trudno, bo tak, jak my mieliśmy niedawno samego Małysza, oni mieli samego Ammanna. W Japonii wykruszało się pokolenie samurajów z lat 90 zeszłego wieku a następcy byli zdecydowanie słabsi. Słowenia miała największy potencjał, ale wciąż czegoś im brakowało. Dlatego to my ostatnimi laty osiągnęliśmy na tyle dużo, by z pretendenta przeistoczyć się w pierwszoligowego gracza. Jak długo to potrwa - nie wiemy. Ale póki trwa - niech żyje bal! Drugi raz nie zaproszą? To znowu sami się wprosimy!

Uzasadnienie do tytułu odhaczone, przechodzimy do meritum. W środku meritum na wygodnym krześle siedzi sobie wygodnie Dawid Kubacki i próbując przywołać do porządku niesforną czuprynę, trochę skromnie się uśmiecha. Ma pełne prawo się uśmiechać, ma prawo triumfować. Można próbować bagatelizować jego sukces, że niby to Predazzo to szczęśliwe dla Polaków miejsce, można próbować marudzić, że Kobayashu młodszy miał słabszy dzień, ale Dawid to inteligentny, pewny siebie, doświadczony wyjadacz. On wie, ile ten sukces go kosztował i wie, ile znaczy. Nikt mu tego nie odbierze. Sam to sobie wyrwał. Był najlepszy.

Czternaście punktów przewagi nad drugim w niedzielę Kraftem, to nie w kij dmuchał. Smok już był w ogródku, już witał się z krówką (gąski to są dobre dla lisów, nie smoków) już w sobotę wyrównał rekordową serię sześciu zwycięstw z rzędu, a tu kto w niedzielę go powstrzymał? No jak to kto! Nasz! Polak! On! Dla przyjaciół Mustaf, dla wrogów "Betonowy Bucik", "Kapitan Grawitacja", "Worek Kartofli". Tak go nazywali i myśleli, że są dowcipni. Cóż, najlepiej się śmieje ten, kto się śmieje ostatni. Nawet jeśli śmieje się trochę skromnie.

Pisałem w poprzednim felietonie, że Szewczyk Skuba poszukiwany. A objawił się Dawid. Nie przyszło mi do głowy, że przecież Dawidy, które mają w swoim CV doświadczenie w pokonywaniu Goliatów, mogą się przekwalifikować i rozprawiać także ze smokami.

Tydzień temu pisałem też: "Niezachwianie wierzę, że Dawid stanie w końcu i na najwyższym stopniu podium. To łebski facet i walory psychiczne do skoków ma, jak mało kto. Dla niego konkurs to zadanie do wykonania, potrafi wyciszyć emocje i na spokojnie robić swoje. A pozostałych atutów też mu nie brakuje." Ależ rozgorzała dyskusja na temat tych walorów psychicznych Dawida. Że się pali, że brak mu odporności na stres, że nie potrafi poradzić sobie z presją. Myślę, że w niedzielę Dawid rozstrzygnął tę dyskusję bezapelacyjnie. Na swoją korzyść. Skromny, zrównoważony, robiący swoje facet. Skupiony na zadaniu i celach do zrealizowania. Stojący twardo na ziemi. Spytałem go kiedyś na zawodach o kwestie organizacyjne, na które narzekali inni. Uśmiechnął się trochę skromnie: "Ja tu jestem od rypania łopatą".

Jak już szybciej policzyli mądrzejsi ode mnie, jest Dawid dziewiątym Polakiem ze zwycięstwem w PŚ a jego wiktoria jest osiemdziesiątą okazją do wysłuchania Mazurka Dąbrowskiego na ośnieżonej skoczni. Kamil Stoch uczcił trzechsetny występ w Pucharze Świata trzecią lokatą, będącą zarazem 62. miejscem na podium w jego wykonaniu. Dzięki Dawidowi i Kamilowi zaliczyliśmy po raz drugi w historii dwa podiumowe dublety w jeden pucharowy weekend. Piękniej było tylko w Engelbergu, w pamiętnym roku 2013, gdy dzięki Kamilowi i Jankowi Ziobrze zdobyliśmy dwa miejsca pierwsze, jedno drugie i jedno trzecie.

Imperium kontratakuje! Dobijaliśmy się od poczatku zimy ale smok nie wpuszczał. Czternaście razy na podium i wreszcie mamy zwycięstwo! Teraz będzie łatwiej. Może jeszcze nie z górki, ale łatwiej. Imperium i basta! Tym, którzy może zapominają o tym, że liderujemy w Pucharze Narodów , albo ile razy stawaliśmy już na podium, proponuję mały eksperyment myślowy. Wiadomo, że Ryōyū Kobayashi jest w skokach ewenementem, być może meteorem, być może gwiazdą, ale zjawiskiemm rzadko występującym. Jeśli wygra Puchar Świata (a tylko jakiś kataklizm mógłby mu pokrzyżować plany) będzie klejnotem pokroju Toniego Nieminena, czy Martina Schmitta. Ci skoczkowie zdobywali Kryształową Kulę nie będąc poważnymi graczami sezon wcześniej ani nie odnosząc żadnych zwycięstw w dotychczasowej karierze.

Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby ten klejnot nie zabłysnął tej zimy. Dajmy na to, na letnich wakacjach Ryōyū poznaje piękną Toshiko, córkę lokalnego potentata branży krewetkowej. Toshiko ma figurę jak Cindy Crawford, umysł jak Maria Skłodowska-Curie a tańczy jak Kasia Cichopek. Do tego wygrała Master Chefa dzięki przepisowi na tempurę z kraba swojej babci. Rozkochuje w sobie Smoka bez pamięci (Toshiko, nie jej babcia) i już w listopadzie Smok się jej oświadcza. A Toshiko stawia warunek - skoki albo ona.

No i zamiast liderować w Pucharze Świata, Ryōyū zostaje prawą ręką swego świeżo upieczonego teścia. Zamiast oglądać świat z belki skoczni, ogląda go z okna biurowca w Fukooce. Co by to oznaczało? Otóż Polacy mieliby już na koncie siedem indywidualnych zwycięstw i szesnaście miejsc na podium! Zajmowali by trzy pierwsze miejsca w klasyfikacji generalnej! Prowadziliby w Pucharze Narodów ze znacznie większą przewagą! Byliby Austrią z najlepszych czasów Pointnera.

Ale nie są. Bo jest Smok. Akurat się trafił w tym sezonie taki ewenement co się w zasadzie trafia raz na dwie dekady. Dawid go pononał, ale na razie tylko raz. I nie chodzi o to, żeby się irytować, że Japończyk nam krzyżuje plany. To piękne, że on jest, podziwiajmy tego niezwykłego skoczka. 26,5 punktu przewagi w sobotę! Brawo Smoku! Chodzi o to, że my nie przeżywamy jako drużyna kryzysu. My w tym sezonie jesteśmy potęgą! A jeśli ktoś tego nie dostrzega, to dlatego, że mamy w światowej stawce skoczka z innej planety, który przyćmiewa innych. No owszem, odpadł nam chwilowo czwarty do drużyny. Ale za to nigdy w dziejach nie mieliśmy takiej trójki jak obecnie Dawid, Kamil i Piotr.

Czołówka PŚ 15.01.2019
Lpzawodnikkrajpktstrata1strata2
1 Ryoyou Kobayashi Japonia 1092 0 0
2 Kamil Stoch Polska 624 468 468
3 Piotr Żyła Polska 591 501 33
4 Dawid Kubacki Polska 532 560 59
5 Stefan Kraft Austria 481 611 51
6 Stephan Leyhe Niemcy 469 623 12
7 Karl Geiger Niemcy 418 674 51
8 Johann Andre Forfang Norwegia 406 686 12
9 Robert Johansson Norwegia 373 719 33
10 Marcus Eisenbichler Niemcy 369 723 4

Cyklony to kataklizmy, które Japonię czasem nawiedzają. Nadaje im się imiona męskie (w odróżnieniu od huraganów, którym nadaje się żeńskie). Gdyby jakiś kataklizm miał odebrać Smokowi KK, to póki co największe szanse miałyby cyklony Kamil, Piotr, lub Dawid.

Poczet Zwycięzców 15.01.2019
LpzawodnikkrajliczbawPŚ
1 Ryoyu Kobayashi Japonia 9 1
2 Dawid Kubacki Polska 1 4
3 Karl Geiger Niemcy 1 7
4 Johann Andre Forfang Norwegia 1 8
5 Jewgiennij Klimow Rosja 1 13

W poczcie zwycięzców witamy serdecznie Dawida. Jakoś tak się złożyło, że nie znam jego gustu muzycznego, więc zaryzykuję z taką nietypową dedykacją. Dawid jest nietypowym skoczkiem, może lubi nietypową muzykę? Nawiasem mówiąc, przypominam, że Smok zaplanował sobie w tym sezonie 10 zwycięstw w PŚ. 9 już ma. Zmiana warty? Nie mam nic przeciwko.

Poczet Podiumowiczów 15.01.2019
Lpzawodnikkraj123sumawPŚ
1 Ryoyu Kobayashi Japonia 9 0 2 11 1
2 Dawid Kubacki Polska 1 2 1 4 4
3 Johann Andre Forfang Norwegia 1 1 0 2 8
4 Karl Geiger Niemcy 1 0 0 1 7
5 Jewgiennij Klimow Rosja 1 0 0 1 13
6 Piotr Żyła Polska 0 3 2 5 3
7 Stefan Kraft Austria 0 2 2 4 5
8 Marcus Eisenbichler Niemcy 0 2 0 2 10
9 Kamil Stoch Polska 0 1 4 5 2
10 Stephan Layhe Niemcy 0 1 0 1 6
11 Andreas Wellinger Niemcy 0 1 0 1 14
12 Daniel Huber Austria 0 0 1 1 17
13 Andreas Stjernen Norwegia 0 0 1 1 16

By raz jeszcze zobaczyć, jaką jesteśmy siłą, popatrzmy na to, ile razy stawaliśmy na podium w porównaniu z innymi nacjami. Jedenaście razy robił to Smok, ale gdyby Toshiko... no chodzi o to, że Niemcy i Austria po 5 a Norwegia 3. A my czternaście. Więcej, niż oni razem do kupy.

Plastikowa Kulka 15.01.2019
Lpzawodnikkrajpkt.wPŚ
1 Mackenzie Boyd-Clowes Kanada 12 54
2 Stefan Hula Polska 8.1 38
3 Richard Freitag Niemcy 8.1 23
4 Viktor Polasek Czechy 6 35
5 Daiki Ito Japonia 6 33
6 Jarko Maatta Finlandia 5 59
7 Alex Insam Włochy 5 55
8 Severin Freund Niemcy 5 50
9 Naoki Nakamura Japonia 5 34
10 Anders Fannemel Norwegia 5 29
11 Daniel Huber Austria 5 17
12 Kilian Peier Szwajcaria 5 15
13 Jewgiennij Klimow Rosja 5 13
14 Noriaki Kasai Japonia 3 62

W klasyfikacji Plastikowej Kulki pojawił się Austriak - Daniel Huber. Felder powoli ogarnia temat trenerki, zauważył wreszcie, że jest taka nagroda do zgarnięcia. Kraft też mu coraz lepiej skacze, ale to temat na inną rozkminkę. Zadebiutowali też Czesi za sprawą Polaska, który zdobył punkty zarówno w sobotę, jak i w niedzielę i wskoczył od razu na czwarte miejsce. Zasady PK - tutaj.

Cytat zupełnie na temat:

"Cieszymy się z tego, że Kot pokonał Tkaczenkę. Takie czasy nastały."

Igor Błachut.

"Twoje oczy patrzą na mnie

I pachnie tu zadymą

Czuję że tu będzie jatka

A'la Tarantino"

T.Love

Smok został powstrzymany w Dolinie Płomieni. Jak to poetycko brzmi. Niczym subtelna nuta plastikowych wuwuzeli. Bo w Zakopanem tylko dwie rzeczy są pewne: plastikowe wuwuzele i trochę skromny uśmiech.

***

Felieton jest z założenia tekstem subiektywnym i wyraża osobistą opinię autora, nie stanowiąc oficjalnego stanowiska redakcji. Przed przeczytaniem tekstu zapoznaj się z treścią oświadczenia dołączonego do artykułu, bądź skonsultuj się ze słownikiem i satyrykiem, gdyż teksty z cyklu "Okiem Samozwańczego Autorytetu" stosowane bez poczucia humoru zagrażają Twojemu życiu lub zdrowiu. Podmiot odpowiedzialny - Marcin Hetnał, skijumping.pl. Przeciwwskazania - nadwrażliwość na stosowanie językowych ozdobników i żartowanie sobie z innych lub siebie. Nieumiejetność odczytywania ironii. Nadkwasota. Zrzędliwość. Złośliwość. Przewlekłe ponuractwo. Funkcjonalny i wtórny analfabetyzm. Działania niepożądane: głupie komentarze i wytykanie literówek. Działania pożądane - mądre komentarze, wytykanie błędów merytorycznych i podawanie ciekawostek zainspirowanych tekstem.