Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Adam Małysz o nieprzepisowych butach Polaków: Będziemy jeszcze walczyć

Wczorajszy dzień wprowadził rywalizację między reprezentacjami na inny poziom. Na skutek protestu złożonego przez Stefana Horngachera kontroler sprzętu Mika Jukkara uznał nowe buty, w których skakali reprezentanci Polski, za niezgodne z przepisami, wskutek czego Piotr Żyła i Stefan Hula zostali zdyskwalifikowani. Do sprawy na swoim profilu facebookowym odniósł się dyrektor skoków narciarskich w PZN, Adam Małysz.


- Tylko Dawid Kubacki z punktami w dzisiejszym konkursie w Willingen. Spory wpływ na wyniki naszych reprezentantów miały trudne warunki, ale również to, co się stało wczoraj - że zabroniono nam skakania w zmodyfikowanych butach. Nawet jeśli chłopaki nie myślą o tym, to sama zmiana i inny komfort czy odczucia zawsze mają znaczenie - twierdzi Małysz.

Były skoczek dodaje również, że nasz sztab nie zrezygnuje z walki o prawo występu w nowym obuwiu. - O same buty będziemy jeszcze walczyć, bo one są tylko zmodyfikowane, a nie nowe, jak twierdzi Stefan Hongacher czy FIS. Każdy szykuje jakąś broń w postaci nowinki technicznej i wyciąga ją na najważniejszą imprezę. My też jeszcze nie odpuściliśmy - zapewnia Małysz.

Według FIS, która uwzględniła protest byłego trenera Polaków, wszelkie nowe rozwiązanie techniczne muszą być zatwierdzone podczas majowego kongresu Międzynarodowej Federacji Narciarskiej. Polacy bronią się, tak jak to ujął Małysz, twierdząc,że nie jest to nowe obuwie, a jedynie zmodyfikowane. Na łamach portalu Sport.pl do sprawy odniósł się również trener Norwegów Alexander Stoeckl, który przyznał rację Horngacherowi:

- W regulaminie jest to konkretnie wyjaśnione: buty nie mogą być tak usprawnione, żeby zapewniać zawodnikom przewagę w kwestii aerodynamiki - zauważa austriacki szkoleniowiec. - To tak oczywiste i tak jasne w przypadku zasad, że zupełnie rozumiem Stefana Horngachera. Postąpił słusznie i fakt, że zdecydował się na ten krok, zupełnie mnie nie dziwi, bo zmiana w butach była bardzo oczywista. Gdyby nie zrobił tego kroku, jestem pewien, że zrobiłby go ktoś inny. Nawet jeśli jest to świetny pomysł, to i tak jest to nie do przyjęcia, jeśli spojrzy się na przepisy FIS dotyczące sprzętu. Nie tym razem, moi polscy przyjaciele - śmiał się Stoeckl.