Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

"Nawet tui nie dostałem..." - Kamil Stoch z pustymi rękoma

Kamil Stoch po raz trzeci w karierze otarł się o podium mistrzostw świata, zajmując 4. miejsce w rywalizacji indywidualnej. W przeszłości dwukrotnie zdarzało mu się to także na igrzyskach olimpijskich, w tym ubiegłej zimy. Tym razem 35-letni Polak był czwarty na Bloudkovej Velikance (HS138) w Planicy, gdzie do pozycji medalowej zabrakło mu nieco ponad czterech punktów.

- Na mistrzostwach świata nie da się pominąć wątku medalowego. Moglibyśmy tak rozmawiać, gdyby przyznawano tu punkty do Pucharu Świata, ale nawet tej tui nie dostałem... - powiedział mistrz świata z 2013 roku po piątkowych zmaganiach w Słowenii.

Przed rokiem Stoch był czwarty na dużej skoczni w Chinach, gdzie rozdano olimpijskie krążki. - Nie odczuwam déjà vu. Jestem w zupełnie innym miejscu, ten sezon wygląda inaczej. Zbudowałem inny fundament na te zawody. Przyjechałem jako inny zawodnik i teraz czuję się pewniej. W Pekinie zabrakło naprawdę niewiele, wszystko mogło się odwrócić i ruszyć z kopyta, natomiast tutaj musiałem wszystko mozolnie budować od początku. Z każdym skokiem budowałem solidną podstawę do tego, by iść na ostatnią serię ze świadomością, że wszystko jest w porządku - porównał reprezentant Polski.

Stoch na półmetku był szósty, natomiast w finale poprawił się o dwie lokaty. Jego rezultaty to 131,5 oraz 134,5 metra. - To były dwa dobre skoki. Uważam, że zasłużyłem na bardzo dobre miejsce. Nie będę mówił, że zasłużyłem na medal, bo wielu zawodników na to zasługuje. Tak ułożył się ten konkurs i tak układa się ta zima. W tym sezonie nie wszedłem jeszcze ani razu na podium, więc trudno było liczyć na to, że na mistrzostwach świata nagle wszystko się poskłada i będzie pięknie. Mogło tak być, ale w sporcie trzeba liczyć na swoje umiejętności, a nie na szczęście - zaznaczył.

35-latek do końca mógł liczyć na krążek, kiedy przed 130. metrem wylądował Ryoyu Kobayashi. - Wiedziałem, że Ryoyu będzie na podium. Widziałem rekompensatę, którą dostał za wiatr. Nie trzeba było wyższej filozofii i dużego myślenia - uciął Stoch, który stracił do Dawida Kubackiego 4,1 pkt.

- Na tę chwilę trochę podcięło mi to skrzydła, bo chciałbym więcej i robiłem wszystko, żeby być jak najwyżej, ale jak trochę ochłonę i popatrzę wstecz, to zobaczę, co zbudowałem. Nikt mi tego nie dał. Nie było tak, że miałem szczęście i nagle trafił się super konkurs. Budowałem to mozolnie i mam wszelkie podstawy do tego, by kroczyć tą drogą. Co będzie? Zobaczymy. Nastroje przed sobotnim konkursem są dobre - uzupełnił.

Sobotnia drużynówka ruszy o 16:30. Stoch będzie otwierał skład czwórki dowodzonej przez Thomasa Thurnbichlera.

Korespondencja z Planicy, Dominik Formela