Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Polski pojedynek na otwarcie 74. TCS. Wąsek kontra Kot w parze KO w Oberstdorfie

Już w pierwszym konkursie 74. Turnieju Czterech Skoczni dojdzie do polskiego pojedynku. W systemie KO w Oberstdorfie naprzeciw siebie staną Paweł Wąsek i Maciej Kot, którzy w kwalifikacjach zajęli odpowiednio 32. miejsce (119,5 m) oraz 19. pozycję (126,5 m). Jeden z nich na pewno awansuje do drugiej serii - drugi będzie musiał liczyć na szczęście jako „lucky loser”.

Choć po świętach obaj wrócili na skocznię z różnym bagażem doświadczeń i oczekiwań, łączy ich jedno: chęć dobrego wejścia w Turniej. Dla Pawła Wąska świąteczna przerwa była chwilą wytchnienia.

- Fajnie było na chwilę posiedzieć w domu, trochę odpocząć, pobyć z rodziną, także na plus - mówił. Jak dodał, mógł sobie też pozwolić na nieco więcej przy świątecznym stole. - Przed świętami brakowało mi tej wagi, więc można było troszkę więcej pojeść.

W dniu treningów i kwalifikacji w Oberstdorfie obudził się w dobrym nastroju, choć z lekkim przeziębieniem.

- Myślę, że szybko sobie z tym poradzimy i nie rozwinie się to dalej - podkreślał.

Wąsek kontynuuje pomysł wypracowany pod koniec weekendu w Klingenthal.

- To dalej ten sam pomysł, tylko skocznia jest inna, więc trzeba się na nowo w tym odnaleźć. Skoki są w kratkę, ale miejmy nadzieję, że do jutra to poprawimy - zaznaczył, przypominając, że rok temu także w kwalifikacjach nie błyszczał, a później potrafił się rozkręcić.

- Cel? Żeby od pierwszych skoków oddawać takie próby jak w Klingenthal czy Engelbergu. Nie szukać wszystkiego na nowo, tylko iść z prostym rozwiązaniem i wykonywać to z pewnością siebie. Dziś nie do końca się to udawało, ale i tak był to krok do przodu w porównaniu z początkiem w Engelbergu - oceniał.

Choć skoki treningowe lekko zachwiały jego pewnością, w kwalifikacjach wciąż wierzył, że może to poukładać.

- Czasem potrzebuję kilku skoków, żeby się "wskakać", dlatego jechałem na kwalifikacje z dobrym nastawieniem - mówił.

Maciej Kot do kwalifikacji podszedł z większym spokojem - i zadowoleniem z tego, jak zakończył dzień.

- Jeżeli mówimy o skoku kwalifikacyjnym, to tak - jest satysfakcjonujący. Treningowe nie do końca, bo chyba trzeba było się trochę obudzić w Oberstdorfie. Najważniejsze, że ze skoku na skok było coraz lepiej i ten kwalifikacyjny był dziś najlepszy - podsumował.

Po pierwszym skoku martwił się, że brakuje w nim energii.

- Skok był poprawny, ale nie było w nim takiego "jaja". Uznałem, by za bardzo nie zmieniać i nie kombinować, tylko dać sobie więcej aktywacji jeśli chodzi o energię i oddać ten dobry skok zapisany w głowie - wyjaśniał.

Dla Kota Turniej Czterech Skoczni wciąż ma wyjątkowy smak.

- To legendarne zawody, wielka impreza sportowa. Sam przyjazd tutaj jest nobilitacją. System KO daje dodatkowy dreszczyk emocji. Przyjechałem, żeby w tym turnieju walczyć - mówił.

Jak zapowiedział, ma dość konkretny cel na niemiecko-austriackie zmagania.

- Cel minimum to oddać osiem skoków w turnieju. To gwarantuje niezłe miejsce, bo przy tak wyrównanym poziomie wielu zawodników może mieć jeden słabszy dzień. Stabilność będzie kluczem. A poza tym - to moment, żeby postawić wszystko na jedną kartę - zaznaczył.

Kot nie wraca już myślami do wydarzeń z Bischofshofen, gdy był o włos od miejsca na podium całego Turnieju Czterech Skoczni. W sezonie 2016/17 zajął 4. lokatę, tracąc 7,5 punktu do Daniela-Andre Tandego. Norweg uplasował się wówczas na trzeciej pozycji, ale w ostatniej próbie stracił szansę na walkę o końcowy triumf w TCS. Po zakończeniu 65. edycji Turnieju Czterech Skoczni trwały dyskusje, czy odległość Tandego w finałowym skoku w Bischofshofen (117 metrów) została zmierzona prawidłowo. Niewykluczone, że złożenie protestu mogło dać Kotowi miejsce na najniższym stopniu podium całych zmagań. W takim scenariuszu Polacy staliby się drugą w historii nacją - po Austrii - która zajęłaby całe turniejowe podium. Triumfował wówczas Kamil Stoch, a tuż za nim uplasował się Piotr Żyła.

- Nie rozpamiętywałem tego. Chciałem stanąć na podium swoimi dobrymi skokami, a nie przez czyjeś potknięcie. Uciekłem szybko od tego tematu - przyznał.

W kwalifikacjach Kot był wyraźnie wyżej od Wąska, plasując się na 19. miejscu po 126,5-metrowej próbie. Jego rywal zajął 32. pozycję po skoku na 119,5 m. Polski pojedynek zapowiada się jako jeden z ciekawszych akcentów otwarcia 74. Turnieju Czterech Skoczni. Konkurs w Oberstdorfie w poniedziałek 29 grudnia o 16:30 - poprzedzi go seria próbna zaplanowana na godzinę 15:00.

Korespondencja z Oberstdorfu, Dominik Formela