Pierwszy taki przypadek dyskwalifikacji w PŚ. Sandro Pertile: „Musieliśmy działać bardzo ostrożnie”
Norweska skoczkini Anna Odine Stroem w sylwestrowym konkursie w ramach Turnieju Dwóch Nocy w Garmisch-Partenkirchen została zdyskwalifikowana po kontroli sprzętu, podczas której stwierdzono umieszczenie dodatkowej wkładki w skarpecie. Jak wyjaśnił dyrektor Pucharu Świata Sandro Pertile, sytuacja była wyjątkowa i wymagała szczególnie ostrożnego postępowania.
- To był dość długi proces. Przepraszamy za to, ale był to pierwszy raz, kiedy spotkaliśmy się z taką sytuacją. Wedle procedur chcemy unikać błędów - tłumaczył Włoch.
Podczas kontroli po skoku stwierdzono obecność dodatkowego elementu technicznego, co jest jednoznacznie zabronione przez przepisy Międzynarodowej Federacji Narciarskiej.
- Zgodnie z artykułem 222.5 ICR dodatkowe pomoce techniczne nie są dozwolone. To jest powód dyskwalifikacji - potwierdził Pertile.
Decyzja oznaczała dyskwalifikację oraz żółtą kartkę, ponieważ naruszenie dotyczyło przepisów sprzętowych. Jak podkreślił dyrektor PŚ, FIS nie została wcześniej poinformowana o stosowaniu jakiegokolwiek wsparcia technicznego, co było kluczowe dla rozstrzygnięcia.
- Już w Falun informowaliśmy trenerów, że jeśli zawodnik używa jakiegokolwiek wsparcia technicznego, musi nas o tym poinformować. Ten komunikat był jasny - zaznaczył.
Do sprawy odnieśli się również przedstawiciele norweskiej kadry, tłumacząc kulisy nietypowego rozwiązania zastosowanego przez zawodniczkę. - Cała sprawa polega na tym, że Anna Odine Stroem ma krzywe biodra, co skorygowała, "dokładając" centymetr do jednego z butów - wyjaśnił trener reprezentacji Norwegii Christian Meyer w rozmowie z NRK. Jak dodał szkoleniowiec, problem ma swoje źródło w urazie sprzed kilkunastu miesięcy. - Anna doznała kontuzji w Engelbergu w 2023 roku. Uważamy, że przyczyną jest różnica między lewą a prawą stopą. Dlatego wzmocniliśmy prawą stopę, aby były w równowadze - podkreślił Meyer.
Po kontroli Norwegowie przedstawili dokumentację medyczną, jednak - jak wyjaśnił Pertile - nie mogło to wpłynąć na decyzję podjętą na podstawie stanu faktycznego w dniu zawodów. Sprawa została przekazana do Komisji Medycznej FIS, która oceni, czy zawodniczka faktycznie potrzebowała takiego rozwiązania ze względów zdrowotnych.
- Nie traktowałabym tego w kategorii oszustwa. Mogą się pojawić jeszcze dokumenty medyczne, ale najpierw trzeba je dostarczyć - ironizowała Agnieszka Baczkowska, odpowiadająca za kontrolę u kobiet. - Takie przypadki już się zdarzały, ale one były wyłapywane w oficjalnych treningach. W konkursie mamy jednak do czynienia pierwszy raz z taką sytuacją. Jak się ma problem medyczny, to się przychodzi i przedstawia możliwe rozwiązanie sytuacji - dodała.
- Nie sądzę, by Anna chciała oszukiwać. Nie znam jej sytuacji medycznej, to podlega ochronie prywatności - podkreślił Pertile.