Jako jedyny wygrał TCS trzy razy z rzędu, dziś zmaga się z ciężką chorobą
Norweg Bjørn Wirkola jest jedynym skoczkiem, któremu udało się dokonać niezwykle trudnej sztuki i wygrać Turniej Czterech Skoczni trzy razy z rzędu. Przy okazji trwającej niemiecko-austriackiej imprezy portal Sportsbibelen.net postanowił sprawdzić co aktualnie słychać u wybitnego sportowca.
Urodzony w 1943 roku Bjørn Wirkola był bardzo obiecującym kombinatorem norweskim. W 1965 roku postanowił zawiesić narty biegowe na kołku i skupić się wyłącznie na skokach. Jak się potem okazało nie była to ostatnia w jego życiu (podobnie jak kilkadziesiąt lat później w przypadku Adama Małysza) zmiana dyscypliny, bo po karierze skoczka został wyróżniającym się piłkarzem drużyny Rosenborga Trondheim, o czym szerzej pisaliśmy w tym >>>ARTYKULE<<<.
W każdym razie decyzja o odłożeniu nart biegowych okazała się ze wszech miar słuszną. Wirkola stał się pierwszym skoczkiem, który zdobył dwa złote medale podczas jednych mistrzostw świata. Miało to miejsce w Oslo w 1966 roku, gdzie zwyciężył na dużej i normalnej skoczni.
W latach 1967-69 roku trzy razy z rzędu wygrał Turniej Czterech Skoczni, co nigdy wcześniej ani później nikomu się nie udało. Niewiele mówi się jednak o tym, że Norweg był bardzo bliski czwartego z rzędu triumfu, w sezonie 1969/70. Tym razem po czterech konkursach zabrakło mu zaledwie 2,8 punktu do Horsta Quecka. NRD-owiec skakał najrówniej w całej imprezie i jako jedyny w każdych zawodach plasował się w czołowej dziesiątce. Wirkoli przydarzyła się wpadka w Garmisch, gdzie zajął 16 miejsce. Ogólnie rzecz biorąc, na podium klasyfikacji generalnej TCS stał sześć razy, łącznie wygrał dziesięć pojedynczych konkursów turnieju.
Trzykrotnie poprawiał rekord świata w długości lotu narciarskiego, po raz ostatni miało to miejsce w Planicy w 1969 roku, kiedy to lądował na 160 metrze. Cieniem na karierze tak doskonałego zawodnika kładzie się brak medalu olimpijskiego.
Najbliżej zdobycia krążka był w 1968 roku podczas igrzysk w Grenoble. Na mniejszej skoczni zajął czwarte miejsce tracąc do podium zaledwie 0,6 pkt. Na dużej uplasował się dopiero na 23 miejscu, a cztery lata później w Sapporo, gdzie wystąpił tylko na dużym obiekcie spisał się jeszcze słabiej, kończąc wygrane przez Wojciecha Fortunę zawody na odległej 37 pozycji.
Dziś znakomity ongiś skoczek ma 82 lata. W 2012 roku po raz pierwszy przyznał publicznie, że cierpi na chorobę Parkinsona. - Choruję od 6-7 lat i nie widzę w tym nic szczególnego - mówił Wirkola w jednym z wywiadów w 2017 roku. Od tego czasu jednak jego stan znacznie się pogorszył.
- Bjørn cierpi na demencję parkinsonowską. Pamięta, co działo się dawniej, ale niekoniecznie to, co wydarzyło się wczoraj. Choroba stała się w ostatnich latach mocno zaawansowana. Kondycja jego ciała znacznie się pogorszyła. Nie może chodzić na długie dystanse, ale ćwiczy z fizjoterapeutą, żeby spowolnić rozwój choroby - przyznaje szczerze jego żona, Sigrun.
Małżonka dawnego mistrza przyznaje, że dzięki sportowemu trybowi życia, jaki prowadził jej mąż, objawy choroby przez pewien czas udawało się niwelować. – Bjørnowi udało się trzymać chorobę na dystans przez bardzo długi czas. Brał regularnie udział w turnieju golfowym o nazwie Wirkola Cup w Tajlandii. Byliśmy tam 20 razy. Zarówno neurolog, jak i lekarz rodzinny powiedzieli, że miał szczęście, iż przez długi czas utrzymywał formę fizyczną.