Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Trener Maciusiak zdezorientowany po dyskwalifikacji Wąska. „Nie mam pojęcia, skąd ten fluor się wziął”

Trener główny polskiej kadry narodowej A Maciej Maciusiak nie krył zaskoczenia i frustracji po dyskwalifikacji Pawła Wąska w Innsbrucku. Jak podkreślał, rezultat kontroli sprzętu - przekroczenie dopuszczalnej normy fluoru w smarze do nart - jest dla sztabu trudny do logicznego wytłumaczenia.

- My tak samo jesteśmy bardzo zaskoczeni, bo na pewno takich smarów nie posiadamy i to już od bardzo dawna. Mamy wręcz zakaz kupowania czegoś takiego - zaznaczył Maciusiak. Jak dodał, pomiar wskazał na obecność fluoru w ilościach, które nie mogą być przypadkowe. - To nie są śladowe ilości. Z tego, co nam przedstawiono, wynika, jakby narty były ewidentnie smarowane fluorem.

Szkoleniowiec zwrócił uwagę na fakt, że dokładnie ten sam smar był używany wcześniej, również podczas zawodów, w których sprzęt przechodził kontrole bez jakichkolwiek zastrzeżeń. - Tego samego smaru używaliśmy też w Garmisch-Partenkirchen, gdzie kontrole były i nie było żadnego problemu - podkreślał.

Największym problemem jest dziś brak odpowiedzi na kluczowe pytanie: gdzie doszło do błędu. - Nie wiemy, gdzie został popełniony błąd i czego w ogóle mamy szukać. A w tym wszystkim najbardziej szkoda Pawła, bo on nie jest tu niczemu winny - mówił trener. - Paweł bardzo ciężko pracuje nad techniką i nad wszystkim, a tu taka... nawet nie wiem, jak to nazwać - głupia dyskwalifikacja.

Maciusiak zapowiedział, że cały sprzęt zespołu zostanie ponownie sprawdzony, aby wykluczyć jakiekolwiek ryzyko podobnej sytuacji w przyszłości. - Chcemy jutro wszystko posprawdzać w całym teamie, żeby znaleźć przyczynę - zapowiedział.

Zapytany o ewentualne hipotezy - w tym o możliwość przypadkowego zabrudzenia nart lub ingerencji z zewnątrz - trener odpowiedział: - Nie mamy zielonego pojęcia, skąd to się mogło wziąć. Zawodnik wychodzi z szatni ze swoimi nartami, nie ma możliwości, żeby ktoś inny miał do nich dostęp. Nawet nie stawiamy takich hipotez - podkreślił.

- Sytuacja nie podlega protestowi, nie możemy tego sprawdzić jeszcze raz. To była procedura na górze, jeszcze przed skokiem. Po próbie Pawła narty zostały zatrzymane do wyjaśnienia sytuacji i dopiero później rozpoczęły się dyskusje, co dalej - wyjaśnił.

Jak dodał, również przedstawiciele FIS byli zaskoczeni całym zajściem. - Wszyscy są bardzo zdziwieni. Dyrektor PŚ, Sandro Pertile też. My chcemy tę sytuację wyjaśnić i współpracować - zaznaczył.

Na ten moment sztab rozważa także kontakt z producentem smaru, by sprawdzić, czy nie doszło do zanieczyszczenia produktu. - Musimy sprawdzić, bo w Garmisch tego nie było, a tutaj nagle się pojawiło. Używaliśmy dokładnie tego samego produktu - mówił Maciusiak.

Jedno jest pewne - dyskwalifikacja Pawła Wąska to dla polskiej kadry cios kompletnie niespodziewany. - Nikt nie miał zamiaru łamać przepisów, a patrząc na prędkości najazdowe, ten smar i tak niczego nie dawał, porównując skoki treningowe i kwalifikacyjny. Wynik pomiaru jest, jaki jest, ale ja naprawdę nie mam pojęcia, skąd ten fluor się wziął - podsumował trener.

Korespondencja z Innsbrucku, Dominik Formela