Zakazany fluor na nartach Wąska. Kierownik kadry wyklucza ingerencję z zewnątrz
Proceduralne kulisy dyskwalifikacji Pawła Wąska wyjaśnił Wojciech Jurowicz - kierownik drużyny oraz konsultant ds. sprzętu i przepisów FIS polskiej kadry narodowej A mężczyzn w skokach narciarskich. Jak podkreślił, decyzja zapadła zgodnie z obowiązującymi przepisami, a wartości wykryte podczas kontroli nie pozostawiały pola do interpretacji.
- Właśnie tak to wyglądało - został wykryty fluor i później decyzję podejmowało jury. Zebrali się na dole, przejrzeli jeszcze wartości, które wyszły, i podjęli decyzję o dyskwalifikacji. Te wartości były wysokie - to nie było żadne zanieczyszczenie, ewidentnie był fluor - tłumaczył Jurowicz.
Sam moment oczekiwania na werdykt był dla zawodnika i sztabu trudny. - Z Pawłem rozmawiałem tylko chwilę, już na końcu kwalifikacji. Czekaliśmy na decyzję, a to wszystko trwało dość długo - relacjonował.
Jurowicz odniósł się także do pytań o samą procedurę kontroli na górze skoczni. - Szczerze mówiąc, nie wiem dokładnie, gdzie odbywał się pomiar, ale na pewno było to przed skokiem i przed wejściem na schodki prowadzące na belkę. To dzieje się dużo wcześniej - wyjaśnił.
Kierownik sportowy zdecydowanie odrzucił wszelkie sugestie o możliwości ingerencji z zewnątrz. - Nie, to nie jest możliwe. Ktoś musiałby wziąć te narty i normalnie je przygotować w kontenerze. To nie jest tak, że da się coś "dosmarować" palcem czy zabrudzić - podkreślił.
Jak zaznaczył, kontrola nie opiera się na jednym pomiarze. - Sprawdzenie odbywa się urządzeniem laserowym, które odbija wiązkę i wychodzi spektrum. Pokazywane są wartości, na których podstawie wyświetla się zielone lub czerwone światło. Jeśli jest czerwone, sprawdza się obok, żeby wykluczyć np. małe zabrudzenie. Jeżeli pojawiają się trzy czerwone pomiary, mamy już jednoznaczne wykrycie. W tym przypadku cała narta była sprawdzona, a wartości były wysokie. Nie było żadnych wątpliwości - tłumaczył.
Jurowicz dodał, że procedury są spójne we wszystkich dyscyplinach pod egidą FIS. - Tak samo wygląda to w biegach narciarskich, narciarstwie alpejskim czy snowboardzie. Kontrole bywają przed startem albo po starcie, w zależności od dyscypliny, ale zasada działania jest identyczna - podsumował.
Korespondencja z Innsbrucku, Dominik Formela