Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Paweł Wąsek po skandalu z dyskwalifikacją: „Czuję się skrzywdzony”

Dzień po jednej z najbardziej nietypowych dyskwalifikacji w historii skoków narciarskich Paweł Wąsek wrócił na skocznię w Innsbrucku - tym razem w roli przedskoczka. Polak po raz pierwszy publicznie odniósł się do wydarzeń, które zakończyły jego udział w rywalizacji na Bergisel jeszcze przed konkursem.

- Po skoku zostałem wezwany do kontroli. Kombinezon, sprzęt, jak zawsze. Tam poinformowano mnie, że na nartach wykryto fluor. Powiedziano, że sprzęt musi zostać zatrzymany i że trenerzy zostaną wezwani, by wyjaśnić sprawę. Dla wszystkich był to szok - relacjonował Wąsek.

Dyskwalifikacja była tym bardziej bolesna, że - jak podkreśla zawodnik - nie wynikała ze świadomego działania zespołu.

- Jak się rypie, to wszystko po kolei. Bardzo mi tego szkoda. Przez taką głupotę dostałem żółtą kartkę i nie mogłem rywalizować na skoczni, którą naprawdę lubię - przyznał dosadnie.

Wieczór po dyskwalifikacji był pełen niepewności. Przyczyna obecności fluoru długo pozostawała zagadką.

- Wczoraj nie wiedzieliśmy, skąd to się wzięło. Dziś przed pierwszym skokiem narty znów były sprawdzane i wtedy okazało się, że winna była konkretna kostka smaru, która najpewniej źle "wyszła" już z produkcji. Po pierwszym dzisiejszym teście znów wyszedł wynik pozytywny. Potem narty zabrał serwismen, ponownie wyczyścił, by tego fluoru nie było. Po raz kolejny poszły do sprawdzenia i wynik wyszedł negatywny - czyli tego fluoru już nie było. Kontroler FIS, Mathias Hafele, zabrał smar, którym były smarowane i wykonał kolejny test. Ponownie wynik był pozytywny, więc na tyle dobrze, że znamy powód - wyjaśnił.

Mentalnie był to dla niego jeden z trudniejszych momentów w ostatnim czasie.

- Wczoraj byłem w rozsypce. Ta sytuacja mnie dobiła, nie będę tego ukrywał. Ale jedyne, co mogę zrobić, to przyjść na skocznię, skakać i próbować poprawiać swoje skoki. Tylko to może mnie teraz uratować - podkreślił, przyznając otwarcie, że czuje się poszkodowany, choć zdaje sobie sprawę z ograniczeń sportowej rzeczywistości. - Tak, czuję się skrzywdzony, ale co to zmienia? Konkursu nikt nie cofnie. Przeprosiny nic mi nie oddadzą. Straciłem start i to jest to, co boli najbardziej - powiedział.

Mimo wykluczenia z rywalizacji Wąsek dostał zgodę na występ w roli przedskoczka, co - jak sam przyznaje - miało istotne znaczenie.

- Całe szczęście, że mogłem dziś być przedskoczkiem i mieć te dwa dodatkowe skoki. Teraz najbardziej potrzebujemy właśnie skoków - mówił. Jakie miałem zadanie na dziś? Podszedłem jak do zawodów. Chcieliśmy spróbować nowych rzeczy, by to zafunkcjonowało. Staramy się każdego dnia znaleźć coś, co w końcu zadziała - przyznał 26-latek.

Korespondencja z Innsbrucku, Dominik Formela