„Zrobiłem, co się dało" – Kamil Stoch po nieudanym konkursie w Innsbrucku
Kamil Stoch nie może zaliczyć niedzielnego konkursu w Innsbrucku do udanych. Po skoku na 119,5 metra trzykrotny mistrz olimpijski przegrał pojedynek w parze KO z Austriakiem Maximilianem Ortnerem i odpadł z dalszych zmagań, kończąc całe zawody na Bergisel na 41. miejscu.
Konkurs w Innsbrucku był pierwszym podczas 74. Turnieju Czterech Skoczni, w którym Stoch nie awansował do serii finałowej. Wcześniej – w Oberstdorfie i Garmisch-Partenkirchen – plasował się odpowiednio na 17. i 20. pozycji.
W pierwszej serii konkursowej w Innsbrucku Polak osiągnął 119,5 metra. Odjazd lewej narty po wylądowaniu kosztował go jednak utratę kilku punktów za styl i wpłynął na uzyskanie znacznie niższej noty, niż lądujący metr dalej rywal w jego parze KO – Maximilian Ortner.
Jak skoczek z Zębu ocenił cały weekend zmagań na Bergisel?
– Ten czas tutaj był pracowity, ale nie owocny, jeżeli chodzi o efekty. Natomiast wierzę w to, że one w przyszłości zaprocentują. Kiedy i gdzie – tego nie wiem. Natomiast zrobiłem, co się dało. Starałem się po prostu oddać najlepszy możliwy skok tutaj. Popełniłem jeszcze błąd przy lądowaniu. Trudno powiedzieć, że to był błąd, bo skręciło mnie przy samym dojściu do lądowania. I wtedy już w momencie zetknięcia się nart ze śniegiem byłem przekręcony, także bardzo trudno było z tego wyjechać prosto – przyznał Stoch.
Trzykrotny zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni został również zapytany o aspekty techniczne, nad którymi starał się pracować podczas rywalizacji na skoczni Bergisel: – Brakuje mi trochę prędkości w locie. Brakuje mi takiej dobrej energii. Nie będę już wchodził w szczegóły, z czego to się bierze. No, po prostu tak jest. Czasem masz dobry dzień i wszystko wychodzi, a czasami masz gorszy dzień i starasz się po prostu robić to, co się da, no i to nie idzie. Jestem jednak świadomy tego, czym dysponuję i jak mogę skakać. Tak jak mówiłem wcześniej, będę po prostu powoli dalej pracował i może nadejdzie taki dzień, kiedy wszystko mi wyjdzie – wszystko zagra, będę miał trochę szczęścia i ten konkurs będzie naprawdę super.
Niedzielne zawody na Bergisel były 75. konkursem Stocha w historii jego występów podczas niemiecko-austriackiej imprezy. Był to zarazem także jego ostatni start w Innsbrucku w karierze. Tak jak miało to miejsce w Oberstdorfie czy Garmisch-Partenkirchen, również w stolicy Tyrolu polski skoczek był pożegnany przez kibiców zgromadzonych pod skocznią.
– Nie pojawiła się łezka, ale cieszę się, że to jest taki dzień, gdzie jest iście zimowa sceneria i dużo kibiców. Mam nadzieję, że ten konkurs będzie również wspaniałym tego uwieńczeniem – powiedział reprezentant Polski.
Czy pożegnania po konkursach Turnieju Czterech Skoczni, w którym Stoch występuje w tym sezonie po raz ostatni w karierze, sprawiają zatem, że staje się on coraz bardziej sentymentalny?
– Nie podchodzę do tego w taki sposób. Staram się podchodzić do tego tak jak zawsze, czyli z pełną koncentracją. Staram się po prostu skakać najlepiej, jak potrafię. Denerwuję się, kiedy mi nie idzie. Cieszę się, kiedy mi idzie. To się nigdy nie zmieni – zakończył zawodnik z Zębu.
Korespondencja z Innsbrucku, Dominik Formela