„Zrozumiał, jak funkcjonują skoki”. Maciej Kot o fenomenie Kacpra Tomasiaka
Spokój, powtarzalność i odporność na presję - to cechy, które coraz mocniej wyróżniają Kacpra Tomasiaka w Pucharze Świata. 18-latek imponuje nie tylko wynikami, ale też dojrzałością, którą dostrzegają starsi koledzy z kadry. - On dokładnie wie, co ma robić - podkreśla Maciej Kot.
Kacper Tomasiak w Turnieju Czterech Skoczni prezentuje się niezwykle dojrzale jak na swój wiek. Do świetnej postawy naszego juniora odniósł się Maciej Kot.
- W ostatnich latach mam to szczęście, że jestem w grupie wsród tych "młodych wilków". Prawda jest taka, że on dokładnie wie, co ma robić - podkreślił 34-latek.
Szczególne wrażenie robi na nim odporność młodszego kolegi na presję - nawet przy dwudziestotysięcznych tłumach na trybunach w trakcie TCS.
- To robi wrażenie nie tylko na nas, ale też na zagranicznych trenerach i zawodnikach. Fakt, przed laty Schlierenzauer czy Morgenstern świetnie spisywali się w debiutanckich sezonach w PŚ, ale takich przykładów w ostatnich latach było naprawdę niewiele. W niektórych kwestiach Kacper jest podobny do Piotrka Żyły. Chodzi mi o to, że Piotrek też pewne rzeczy odsuwa, nie przejmuje się. Dla niego ważne jest, żeby skupić się na skoku, wykonać dobrą pozycję najazdową. Ma plan do zrealizowania - niezależnie, czy na trybunach są dziesiątki tysięcy, czy nie ma nikogo. Ma swój świat, w którym żyje i po prostu skacze daleko. To nie jest tak, że on coś nagle złapał i sam nie wie, co się dzieje. To jest proces. Od wiosny powtarza jeden schemat, który zaczął coraz lepiej funkcjonować poprzez FIS Cup, Puchar Kontynentalny, Letnie Grand Prix i Puchar Świata. Zrozumiał, w jaki sposób funkcjonują skoki - stwierdził.
- Chyba wrzuciłem kolejną karteczkę do pudełka z zagadkami. Innsbruck zdecydowanie poniżej oczekiwań, ale dla mnie to jest zagadka. Wydawało mi się, że poziom się stabilizuje, że czucie na skoczni jest dobre i że wyciągnąłem właściwe wnioski. Delikatna zmiana planu, a efekt ten sam - mówił Kot.
Najbardziej frustrujące jest dla niego poczucie stagnacji.
- Cokolwiek bym nie robił - to wciąż te same metry i te same miejsca. To jest naprawdę rozczarowujące - przyznał szczerze.
Zakopiańczyk odniósł się również do głośnej dyskwalifikacji Pawła Wąska za niedozwolony smar z fluorem. Jak zaznaczył, cała sytuacja nie miała wpływu na jego przygotowanie do konkursu.
- Nie, na mnie to na szczęście nie wpłynęło bezpośrednio, jak na Pawła. Wiadomo, że to nie była wina zawodnika ani nikogo z naszego sztabu. Paweł stracił start i dostał żółtą kartkę, co nie jest dobre. My wiedzieliśmy, że sprawdzimy narty przed zawodami, by mieć czystą głowę - podsumował.
Korespondencja z Innsbrucku, Dominik Formela