„Bardzo bym chciał, żeby reszta doskoczyła do Kacpra” – Maciusiak po Innsbrucku
Ósme miejsce Kacpra Tomasiaka i trzydziesta pozycja Dawida Kubackiego to bilans reprezentacji Polski z zawodów na Bergisel w Innsbrucku. W Tyrolu awansu do drugiej serii nie wywalczyli Maciej Kot i Kamil Stoch, a Paweł Wąsek – po dyskwalifikacji za fluor obecny na jego nartach – skakał w roli przedskoczka. Trener Maciej Maciusiak nie szczędzi słów podziwu dla 18-letniego Tomasiaka, ale i dostrzega się pozytywów w postawie Kubackiego, dla którego był to pierwszy występ w ramach 74. Turnieju Czterech Skoczni.
Tomasiak z typowym dla siebie spokojem przyjął kolejny imponujący występ pośród światowej elity, finiszując na ósmej lokacie w Innsbrucku.
– Nie musi nikogo grać. To jego przewaga. Jest po prostu sobą, w hotelu czy na skoczni. Jego występy przychodzą naturalnie, na razie z dużą łatwością. Musimy go chronić i nie wymagać więcej, że za wszelką cenę musi plasować się w czołowej „6” czy na podium. Zadomowił się w najlepszej „10” Pucharu Świata. Turniej Czterech Skoczni jest bardzo wymagający, trzeba mieć dużo energii. Kacper radzi sobie wyśmienicie. Zastanawialiśmy się, jak jego organizm przyzwyczai się do ciągłych startów i na ten moment wszystko jest w porządku, co bardzo cieszy – ocenia trener Maciej Maciusiak.
– Kacper od samego początku sezonu jest naszym motorem napędowym i liderem. Wyznacza poziom. Bardzo bym chciał, żeby reszta doskoczyła do Kacpra. Młoda generacja pokazuje starszym i bardziej doświadczonym, że można. Są też Stephan Embacher czy Jason Colby, którzy razem z Kacprem uplasowali się w Innsbrucku w czołowej „10” – zauważa 43-letni szkoleniowiec.
Oprócz Tomasiaka do drugiej serii dostał się jeszcze Dawid Kubacki, podopieczny trenera Maciusiaka.
– Duży dostęp i 30. miejsce Dawida Kubackiego. Wykonał dobrą robotę. Widzieliśmy sobotnie skoki, nie radził sobie w treningach, a w niedzielę oddał dwa zdecydowanie lepsze skoki, w serii próbnej i pierwszej rundzie. Trzeci skok, w finale, był gorszy. Dało to dziś punkt, więc malutki plusik przy Dawidzie – słyszymy z ust trenera Biało-Czerwonych.
Weekend w Innsbrucku minął pod znakiem afery fluorowej. To właśnie obecność tego czynnika na nartach Pawła Wąska była powodem dyskwalifikacji 26-latka i kontroli nart pozostałych Polaków przed niedzielnymi zawodami.
– Byłem z zawodnikami na rozgrzewce i zapewniłem, że wszystko będzie w porządku. To się potwierdziło. Na rano umówiliśmy się z Mathiasem Hafele i ludźmi z FIS. Wszyscy chcieli to wyjaśnić. Nikt nie podejrzewał nas, że zrobiliśmy to specjalnie, a wyszły duże wartości fluoru. Po pierwszej kontroli już wiedzieliśmy, że trzeba nartę wyczyścić i tak to zostało zrobione. Przed niedzielnymi skokami wiedzieliśmy, że z naszymi nartami wszystko będzie dobrze, mamy też inne smary. Później Mathias poprosił o jeszcze jedną parę nart. Chciano to dokładnie pomierzyć, bez naszego udziału. Wyszło, że ewidentnie jest to wina smaru. Poproszono nas o próbkę, przekazaliśmy też dodatkowe. Mają iść do laboratorium i mamy dowiedzieć się o wynikach. Na niedzielny konkurs w Innsbrucku narty zostały normalnie przygotowane, ale przy użyciu innych smarów. Bardzo przykra dyskwalifikacja Pawła Wąska, szkoda zawodnika. To dla nas pierwsza dyskwalifikacja w tym sezonie i żółta kartka za coś takiego. To niewytłumaczalne. Nigdy bym nie pomyślał, że zostanie wykryte używanie fluoru. Było to całkowicie nieświadome działanie i nie nie ma tu winnego – relacjonuje Maciusiak.
Finałowym etapem 74. Turnieju Czterech Skoczni tradycyjnie będzie obiekt im. Paula Ausserleitnera (HS142).
– Przed nami Bischofshofen. Zrobimy analizę i przystępujemy do kwalifikacji. Będziemy walczyć – zapewnia główny szkoleniowiec Polaków.
Korespondencja z Innsbrucku, Dominik Formela