Wąsek zrezygnowany po kwalifikacjach w Bischofshofen. „Jak teraz odpuszczę, to będzie po ptakach”
Paweł Wąsek awansował do konkursu w Bischofshofen, jednak to jeden z niewielu pozytywów w kontekście 26-latka. W kwalifikacjach był najsłabszym z Polaków, a wcześniejsze treningi - zakończone na 21. i 49. miejscu - potwierdziły, że jego dyspozycja jest niestabilna i daleka od optymalnej.
Zapytany o to, czy ostatnie dni przyniosły jakikolwiek restart po trudnym okresie, Wąsek nie ukrywał rozczarowania.
- Nie powiedziałbym. Dalej wygląda to kiepsko - przyznał bez ogródek.
Plan na poniedziałkowe skoki nie różnił się od wcześniejszych założeń, ale efekt znów nie okazał się satysfakcjonujący.
- Pomysł był dalej ten sam, ale jakby to wciąż nie funkcjonuje - dodał.
Wąsek nie ukrywa również zmęczenia długim wyjazdem i intensywną rywalizacją w Turnieju Czterech Skoczni. Myśl o odpoczynku czy spokojnym treningu pojawia się naturalnie, ale sytuacja sportowa nie pozwala na taki luksus.
- Na pewno chciałbym odpocząć. Ten wyjazd bardzo się dłuży i mnie męczy, ale zdaję sobie sprawę, że jak teraz odpuszczę, to będzie po ptakach - powiedział, odnosząc się do walki o miejsce w olimpijskiej trójce.
Rywalem skoczka z Ustronia w parze KO wtorkowego konkursu będzie inny z reprezentantów Polski, Maciej Kot. Obaj zawodnicy rywalizowali ze sobą już w pierwszej serii inauguracyjnych zmagań Turnieju Czterech Skoczni w Oberstdorfie. Pojedynek w tamtej parze wygrał Wąsek, natomiast Kot zajął wtedy 33. lokatę i odpadł z dalszych zmagań.
Po swoim skoku kwalifikacyjnym w Bischofshofen przedstawiciel AZS Zakopane stwierdził m.in., że nie brakowało mu mobilizacji już od pierwszej próby na obiekcie im. Paula Ausserleitnera. Podkreślił za to wagę kwestii adaptacji swojego planu do realiów, panujących na 142-metrowej skoczni w Bischofshofen.
Obiekt, na którym odbywają się finałowe zawody Turnieju Czterech Skoczni, słynie z bardzo długiego rozbiegu. Jak przyznał Kot, mimo upływu lat wciąż jest trudno przyzwyczaić się do takiego profilu najazdu.
- Tak naprawdę, to jedyna w swoim rodzaju skocznia. Są gdzieś w miarę podobne obiekty. Z tego, co kojarzę, jest to chyba skocznia w Libercu, gdzie dawniej skakałem… Jest parę takich skoczni, gdzie ten rozbieg jest dość długi, natomiast aż tak długi i tak płaski - właściwie bez tego przejścia… Nie znam drugiej takiej skoczni. Według mnie, to powoduje tutaj największe problemy. Przynajmniej dla mnie, ale patrząc - dla innych też - ocenił skoczek z Limanowej.
Korespondencja z Bischofshofen, Dominik Formela