Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Doświadczenie kontra... doświadczenie. Stoch vs. Kubacki w parze KO w Bischofshofen

Kwalifikacje w Bischofshofen ułożyły się dla Polaków w sposób niezwykle ciekawy. W pierwszej serii konkursowej finałowego konkursu 74. Turnieju Czterech Skoczni dojdzie do dwóch polskich pojedynków. Paweł Wąsek zmierzy się z Maciejem Kotem, a Dawid Kubacki powalczy z Kamilem Stochem. Dwaj najbardziej doświadczeni zawodnicy z obecnego składu Biało-Czerwonych po poniedziałkowych kwalifikacjach zgodnie podkreślali, że dzień w Bischofshofen był dla nich krokiem w dobrą stronę, choć każdy z nich patrzy na swoją sytuację z nieco innej perspektywy.

Kamil Stoch nie ukrywał, że po trudnym występie w Innsbrucku poniedziałek na skoczni im. Paula Ausserleitnera przyniósł pewną ulgę.

- Powiedziałbym, że to był dobry dzień. Mały krok do przodu w stosunku do tego, co było w Innsbrucku. Dzisiaj czułem się dobrze na skoczni. Skoki były okej, na odpowiednim poziomie, dawały mi radość. Może nie jakoś bardzo dużo, ale więcej niż w Innsbrucku - przyznał trzykrotny mistrz olimpijski.

Plan na konkurs nie wymaga rewolucji.

- Pomysł jest jasny, nie będę tutaj nic zmieniał. Częściowo dzisiaj udało mi się wykonać to, co zamierzałem. Większej części nie, ale będę sobie po prostu dalej robił to, co robię i zobaczymy, jak to będzie - zapowiedział.

Stoch zwracał też uwagę na specyfikę obiektu w Bischofshofen, który - choć stabilny pod względem warunków - nie jest skocznią „łatwą”.

- Jest po prostu inna. Niektórym skoczkom ona pasuje tak jak mi, niektórzy jej bardzo nie lubią, ale koniec końców można tutaj naprawdę daleko polatać i ja życzę sobie, żeby takie loty były jutro - mówił, dodając z charakterystycznym dystansem. - Skoki mnie raczej już nie zaskakują. Częściej mnie denerwują, ale nie zaskakują.

Dawid Kubacki do jutrzejszego pojedynku z Kamilem Stochem podejdzie po zajęciu 32. miejsca w kwalifikacjach. Poniedziałek na skoczni HS142 nie był dla niego najłatwiejszy, ale zakończył się pozytywnym akcentem.

- Myślę, że tak jak było widać - początki były nie za łatwe, ale teraz w kwalifikacjach oddałem solidniejszy skok. To mnie pociesza - ocenił.

Zmiana obiektów między Innsbruckiem a Bischofshofen nie ułatwia zadania, ale według Kubackiego nie jest to kluczowy problem.

- Na każdej skoczni trzeba skakać tak samo. Ta baza, nad którą się pracuje, się nie zmienia. Jak jest dobra dyspozycja, to nie ma znaczenia, na jakiej skoczni skaczesz - tłumaczył.

Zapytany o możliwość poprawy dyspozycji podczas treningów na ulubionych obiektach, podszedł do tematu z dużą ostrożnością.

- Jak najbardziej możliwe jest, że ktoś pojedzie na jedną konkretną skocznię i walczy tam o czołowe lokaty, co buduje pewność siebie. Ale czy to zawsze pomaga? Tego nikt nie wie, dopóki się tego nie sprawdzi - przyznał.

Kubacki podkreślił też, że analiza dobrych skoków z przeszłości jest elementem codziennej pracy. Nie ma jednak przestrzeni na bycie w tym przesadnie sentymentalnym.

- Wykorzystujemy te skoki do analizy, porównań, szukania detali. Ale żebym oglądał całe konkursy z przeszłości - nie. Nie ma na to czasu - zakończył.

Korespondencja z Bischofshofen, Dominik Formela