Strona główna • Puchar Świata

Okiem Samozwańczego Autorytetu: Turniej Trzech Wind

Nomen omen Domen. Żaden to zbieg okoliczności, że z imieniem najmłodszego z Prevców tak łatwo skojarzyć nam słowa takie jak "dominacja" i dominator". Nie ma przypadków, są znaki. A przysłowia są mądrością narodów. Powiedzenia i bon moty też.

Tak po prawdzie, "Domen" to po słoweńsku tyle, co nasz Dominik. Z łaciny - Dominicus, czyli "należący do Pana". Też ładnie. Ale ja o tym chciałem, że Domen domenuje, czyli dominuje w swoim stylu. Nienasyceni czy też złośliwi powiedzą "ale wszystkich czterech konkursów nie wygrał". No i dobrze, że nie wygrał, bo to niezwykłe osiągnięcie zaczęłoby tracić swój wyjątkowy prestiż i wyjątkowość, gdyby padało czyimś łupem zbyt często. A tak w gronie absolutnie wyjątkowych pozostają Sven, Kamil i Smok.  Natomiast Domen zrobił to, co robią wielcy skoczkowie i wielcy stratedzy. W niemieckiej odsłonie zabił rywalom nadzieję dwa razy odlatując im do swojej ligi. A potem sobie spokojnie doszusował do finiszu na pułapie, do którego już nikt nie potrafił doskoczyć. Dwa nokautujące zwycięstwa i dwa drugie miejsca z niewielkimi stratami do triumfatorów konkursów to i tak jest spektakularne zwycięstwo. I to z rekordowym wynikiem - 1195,6 punktu. I tak, wiem, w erze przeliczników za wiatr i belkę ta akurat klasyfikacja ma znacznie mniejsze znaczenie, niż kiedyś, ale zawsze to coś. 

Trzej Królowie

Domen spisał się więc na piątkę z plusem. No ale jak się pochodzi z takiej rodziny... U pań Nika też wrzuciła piąty, a może nawet szósty bieg. Gładko wygrała Turniej Dwóch Nocy a potem, już w Villach odebrała Nozomi Maruyamie liderowanie w pucharze świata pań. Tym samym doszło do sytuacji zupełnie niezwykłej. Oto brat i siostra są w tym czasie liderami pucharu świata w tej samej dyscyplinie. Jeśli się mylę, to w całej historii sportu taka sytuacja miała miejsce tylko raz. W sezonie 1979/1980 Hanni i Andreas Wenzel - reprezentanci Liechtensteinu - zdobyli puchary świata w narciarstwie alpejskim. Janica i Ivica Kostelić mają (również w narciarstwie alpejskim) puchary świata, ale nie z tego samego sezonu. Czy Nika i Domen pójdą w ślady rodzeństwa Wenzel? Wiele na to wskazuje. Domen jest na półmetku cyklu i ma imponującą przewagę nad rywalami.Nika przewagę ma na razie niewielką, ale wiemy już z zeszłego roku, że jak włączy tryb dominatorki, to jest do niezatrzymania. A Maruyama albo właśnie opadła z sił, albo dostała poważnej zadyszki. Bo zamiast seryjnie stawać na podium, jak na początku zimy, trzy razy z rzędu była ósma. Tak więc rodzeństwo Prevc jest na jak najlepszej drodze. A ja im życzę jak najlepiej, bo to przecież piękna historia.

Piekną historię może napisać indywidualnie sam Domen. W dwa lata może zgarnąć Wielkiego Szlema skoków. Właśnie dołożył Złotego Orła do złotego medalu mistrzostw świata. W pucharze ma komfortową przewagę. Zostały loty i mistrzostwo olimpijskie. Nie trzeba chyba tłumaczyć dlaczego Domen jest naturalnym faworytem do tytułu w Oberstdorfie. Jedna czwarta jego zwycięstw to zwycięstwa na mamutach. Z mistrzostw w lotach ma już trzy medale, ale tylko drużynowe. Zna już smak zwycięstwa na skoczni imienia Heiniego Klopfera. W zeszłym sezonie sześć razy stał na podium pucharu świata. Z czego pięciokrotnie na mamutach. O Robercie Kranjcu napisałem kiedyś, że jako dziecko wpadł do kociołka z gotującym się mięsem z mamuta. Ten to miał w karierze 27 podiów z czego 16 w lotach i 7 zwycięstw, z czego w lotach 6.  Domen może nie jest pod tym względem aż tak wybitny, ale każdy wie, że jak przychodzi do lotów, to jego akcje automatycznie idą w górę. A będąc w takiej formie, jak w tym sezonie, brak złotego medalu w Oberstdorfie byłby sporą niespodzianką. Najtrudniej będzie oczywiście w Predazzo. Ale w tej chwili Domen jest faworytem do wszystkiego. 

Król(ik) Kacper

Piękna historia jest też udziałem Kacpra Tomasiaka. Ten sezon jest dla polskich skoków ogólnie tak smutny, jak jesienny wieczór pod zamkniętym sklepem z zabawkami w Mielcu. Ale Kacpra Tomasiaka to Wy szanujcie. Taki wjazd juniora do pucharu świata nie zdarza się ostatnimi laty zbyt często. I ja wiem oczywiście, że do spektakularności Toniego Nieminena, czy nawet pierwszego błysku Domena Prevca, to Kacprowi daleko. Ale nie zmienia to faktu, że ta solidnie punktujący osiemnastolatkowie (Kacper będzie miał 19. urodziny dokładnie za 2 tygodnie) to wynik godny uznania. Tak samo, jak jego 12. miejsce w debiutanckim występie w Turnieju Czterech Skoczni. 

 

74. Turniej Czterech Skoczni zapamiętamy też z zepsutych wind. Trzech. Windy wywożące skoczków psuły się i w Garmisch-Partenkirchen i w Innsbrucku i w Bischofshofen. Najgłośniejsza awaria miała miejsce w Innsbrucku. Szczegółowo i barwnie opowiadał o tym wydarzeniu Maciej Kot, dosadnie i w swoim stylu skomentował je Halvor Granerud na swoich mediach społecznościowych. Mnie się najbardziej podobał ten motyw, że Maciek Kot napisał od środka "help" na zaparowanej szybie. Co za szkoda, że nikt z polskich fotoreporterów nie zrobił wtedy zdjęcia. Idealnie by się nadawało na tytułowe do tego felietonu. Fantastyczna alegoria męskiej polskiej kadry narodowej w skokach tej zimy. Polscy skoczkowie uwięzieni w dusznej atmosferze windy, która nijak nie chce ruszyć do góry, czekają nie wiadomo na co, widoki mgliste, nieme wołanie o pomoc...

Ale trzy zepsute windy to akurat kamyczek do ogródka organizatorów. Nie od dziś wiadomo, że organizatorom tych czterech konkursów wolno najwięcej. Blichtr, prestiż, atmosfera, przykrywają jak tandetne sreberko liczne niedociągnięcia i niedogodności. Oglądałem kiedyś jako kibic zawody na Bergisel. Wchodzenie i wychodzenie z tego obiektu to kpina. W Polsce żaden inspektor nadzoru budowlanego by czegoś takiego nie klepnął ze względu na rażącą niezgodność z jakimikolwiek procedurami ewakuacyjnymi.  Ale wiadomo, że nie tylko Bergisel uchodzi na sucho to, co nie uszłoby na sucho skoczniom w innych krajach. Trzy zepsute windy na trzech arenach TCS. Nie ma przypadków, są znaki. Ale żeby Oberstdorfczycy się tak nie cieszyli, to pamiętajmy, że tam ścianka sponsorska spadła na belkę. Oczywiście przed czyim skokiem? Oczywiście Sundala. 

Paweł (26.l) na własnej skórze przekonał się, jak szkodliwy może być fluor

Sporą aferą była też dyskwalifikacja Pawła Wąska. Afera fluorowa obiła się szerokim echem. Do dziś w zasadzie nie wyjaśniono, skąd na nartach Polaka znalazła się zakazana substancja. Przypomnijmy wyjaśnienie Macieja Maciusiaka. A Paweł Wąsek to w ogóle zbiera najciekawsze przyczyny dyskwalifikacji. Nie jakies tam nudne za długie narty, czy nogawki. O nie. Paweł jak na razie był dyskwalifikowany za nieprzepisową bieliznę, zgubioną torbę z butami i fluor na nartach. Przypadki jedyne, lub niemal jedyne w swoim rodzaju. Cóż, każdy poluje na jakiegoś szlema. Domen na swojego, Paweł na swojego.

Oprócz zerknięcia na klasyfikację końcową 74. Turnieju Czterech Skoczni celem obczajenia miejsca Kacpra Tomasiaka, drugim bardzo pozytywnym elementem było uhonorowanie Kamila Stocha przez organizatorów. Tu akurat stanęli na wysokości zadania. Ta wyjątkowa uroczystość była hołdem dla naprawdę wyjątkowego skoczka. Legendy nie tylko Turnieju, ale też skoków w ogóle. To powinien być też sygnał dla wielu polskich kibiców. Możemy kręcić nosem na aktualną formę naszego mistrza, możemy marudzić, że mógłby się żegnać z kibicami w lepszym stylu. Ale nie zapominajmy, z kim mamy do czynienia. Ten facet to żywa legenda. Może nie kończy na szczycie, jak Weißflog, Małysz czy Peter Prevc. Ale nie rozmienił się na drobne, jak Ahonen, Schlierenzauer, czy Ammann. Wciąż jeszcze stać go skoki, które mogą przynosić mu i nam, jesli nie radość, to trochę satysfakcji. 

Niemiecko-austriacki Turniej nie może się obyć do odwołań do rywalizacji mędzy tymi dwoma narodami. Ta edycja dawała nadzieję, że Niemcy mogą mieć trochę więcej powodów do satysfakcji. Bezpośrednio przed Turniejem Raimund i Hoffmann wydawali się być w znacznie wyższej formie, niż którykolwiek z Austriaków. Ich zadyszka aż kłuła w oczy. Tymczasem role się odwróciły. Jedno, jedyne niemieckie podium nie miałoby miejsca, gdyby nie mininalnie za długie nogawki Zajca. Aiustriacy tych podiów zgarnęli w sumie pięć a Turniej zakończyli zwycięstwem Tschofeniga w Bishofshofen. W klasyfikacji końcowej zajęli miejsca drugie, trzecie i siódme, podczas gdy ich północni sąsiedzi - szóste i ósme. O potencjale drużyn w ogóle nie ma co wspominać. Niemcy mają w tej chwili dwóch przyzwoitych skoczków i czarna dziurę. Austriacy mogliby wysłać na Igrzyska sześciu zawodników i stworzyć duet do konkursu w dowolnej konfiguracji. I nadal byliby mocnymi kandydatami do któregoś z medali.

Legenda

Początek Turnieju upłynął nam o doniesieniach o tym, że Rosjanie stają na rzęsach, by wrócić do światowych skoków (w charakterze sportowców neutralnych), a szczególnie, by zdążyć z tym powrotem na Igrzyska. Dużo kontrowersji wywołało nadania statusu sportowca neutralnego Ilji Mańkowowi, który jak wiadomo jest, lub przynajmniej był żołnierzem. Pisaliśmy o tym szczegółowo w dwóch artykułach, bo podobnie jak inne polskie redakcje, poprosiliśmy o wyjaśnienia. FIS tłumaczył, że Mańkow spełnia warunki zawodnika neutralnego, gdyż jego służba w wojsku nie miała charakteru dobrowolnego. Co sugerowało, że był poborowym. Takiej odpowiedzi udzielił mi mailem Bruno Sassi, dyrektor wydziału komunikacji FIS. Przyjęliśmy to w redakcji za dobrą monetę. Jednak umknął nam fakt, zauważony przez jednego z czytelników, (za co jestem mu bardzo wdzięczny) że FIS i tak złamał tutaj ustanowione przez siebie zasady. Statusu sportowca neutralnego nie powinni otrzymać zawodnicy, którzy po pierwsze mieli dobrowolne związki z resortami siłowymi, a po drugie tacy, którzy byli przez te resorty wspierani finansowo. Nie ma żadnych wątpliwości, że Mańkow był przez Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej wspierany finansowo. 

Tak przy okazji, ileż to ja się w związku z cała tą aferką naczytałem apeli o tym, by "nie mieszać sportu z polityką". Kochani moi. Połączenie polityki ze sportem pojawiło się wtedy, gdy ktoś wymyślił, że sportowcy będą startować nie pod własnym nazwiskiem i za własne pieniądze, nie jedynie w barwach klubu i za pieniądze klubu, ale że będą reprezentować jakiś kraj, jakieś państwo. Czyli byt czysto polityczny. A ten kraj za pieniądze podatników będzie tych sportowców finansował. W zasadzie można by ten moment datować na rok 1844. Wtedy to w St. George's Cricket Club w Nowym Jorku odbył się pierwszy międzynarodowy mecz krykieta - między Stanami Zjednoczonymi i Kanadą. Od tego momentu sport zaczął stawać się narzędziem polityki. Jeśli chcemy sportu bez polityki, przynajmniej bez polityki w wymiarze międzynarodowym, to trzeba zejść co najmniej do poziomu sportu klubowego. Sport na poziomie międzynarodowym, gdzie sportowcy reprezentują dany kraj i mają na kasku czy ramieniu jakąś flagę, jest częścią polityki. Tak było od początku istnienia sportu w wydaniu międzynarodowym i utworzenia pierwszego ministerstwa sportu w którymś z krajów. Nieco więcej o tym, w jaki sposób sport jest emanacją polityki, pisałem w tym artykule.

Moi drodzy. Ja Was nawet rozumiem. Ja jestem otwarty i tolerancyjny. Chcę, by każdy był szczęśliwy. Dam Wam dobrą radę, bo mam wrażenie że jesteście trochę zagubieni w swych pragnieniach i oczekiwaniach. Jeśli nie chcecie mieszać sportu z polityką, nie oglądajcie zawodów międzynarodowych, gdzie eksponowane są flagi krajów, a na zakończenie jest grany hymn zwycięzcy. Proste. 

Ilja Mańkow. Najbardziej neutralny żołnierz armii prowadzącej wojnę na świecie.

Jeśli nie chcecie mieszać sportu z polityką no to przecież zaapelujcie do pana prezydenta Putina czy pana przewodniczącego związku narciarskiego Dubrowskiego, by nie pchali się ze swoją flagą i swoim hymnem na zawody sportowe o charakterze politycznym. Bo większości Europejczyków flaga rosyjska niespecjalnie fajnie się ostatnio kojarzy. Kojarzy się na przykład z wypowiedziami wyżej wymienionego prezydenta Federacji Rosyjskiej, Władmira Putina, wiceprzewodniczącego Rady Bezpieczeństwa, Dmitrija Miedwiediewa, czy czołowych dziennikarzy państwowych mediów, takich jak Władimir Sołowiow, że Warszawę, Berlin, Londyn czy Paryż należy spopielić przy pomocy bomby atomowej. Jakoś się to trochę gryzie z tym całym fair play, respect i innymi wartościami, z którymi chcielibyśmy kojarzyć sport. Nie chcecie mieszać sportu z polityką? Tęsknicie za podziwianiem czystego, sportowego, apolitycznego talentu takich skoczków jak Danił Sadriejew czy Michaił Nazarow? To włączcie sobie Pierwyj Kanał, albo Rossiję 1 i oglądajcie sobie apolityczne mistrzostwa Rosji w Czajkowskim czy Niżnym Tagile. Możecie sobie nawet tam pojechać, oglądać te skoki na żywo, może nawet autograf od Mańkowa czy Klimowa dostać, pooddychać tym samym powietrzem co oni. Tam zaznacie sportu nie pomieszanego z polityką. Natomiast nie znajdziecie takiego sportu na skoczniach pucharu świata, gdzie kibice wymachują najróżniejszymi flagami, ściskają kciuki za swój kraj i dopingują sportowców finansowanych przez rządy. Sportowców eksponujących na kaskach czy kombinezonach barwy narodowe i pragnących, by na końcu na maszcie zawisła flaga ich kraju, a nie jakiegoś innego, i by zagrany był ich hymn. 

Jak wspomniałem powyżej, właśnie nam stuknął półmetek Pucharu Świata 2025/2026. W tym sensie, że ogólnie konkursów będzie jeszcze trochę więcej niż było, ale z indywidualnymi jesteśmy w połowie drogi - 15/30. Rzut oka na kolumnę z dorobkiem punktowym daje nam obraz tego, jakie szanse ma na puchar świata Domen Prevc. Rzućmy też okiem na dorobek punktowy reprezentacji Polski. Można też dla lepszego obrazu sytuacji zrobić w Pucharze Narodów.  Ładnie? Co kto lubi.

                 Czołówka TCS - punkty pś
Lp zawodnik kraj przybytek pkt. wpś
1 Domen Prevc Słowenia 360 1210 1
2 Daniel Tschofenig Austria 249 605 6
3 Jan Hörl Austria 230 545 8
4 Ren Nikaidō Japonia 202 661 3
5 Stephan Embacher Austria 201 498 9
6 Ryōyū Kobayashi Japonia 171 822 2
7 Felix Hoffmann Niemcy 171 576 7
8 Philipp Raimund Niemcy 125 625 4
9 Anže Lanišek Słowenia 111 617 5
10 Stefan Kraft Austria 94 462 10
10 Kacper Tomasiak Polska 94 296 11
  Kamil Stoch Polska 38 110 22
  Maciej Kot Polska 22 28 34
  Paweł Wąsek Polska 3 46 36
  Dawid Kubacki Polska 1 32 39
  Piotr Żyła Polska 0 96 27

Teraz popatrzmy, ile punktów zdobyli nasi skoczkowie podczas czterech konkursów TCSu. Odrzućmy teraz Kacpra Tomasiaka oraz Macieja Kota z kadry B i Kamila Stocha, od dawna trenującego z Michalem Doležalem. Cztery punkty. Skoczkowie, którzy do sezonu przygotowywali się bezpośrednio pod okiem Macieja Maciusiaka zdobyli w trakcie Turnieju cztery punkty. W trójkę, bo na półmetku jednego z zerowym dorobkiem wymieniono na drugiego. No to przyjechał ten drugi i do trzech punktów zdobytych przez Wąska w Oberstdorfie dorzucił jeden wyszarpany w Innsbrucku. Spójrzmy znów na trwający sezon. Na pierwszy rzut oka jest porównywalnie z zeszłym rokiem. W tym roku 743 punkty, tamtej zimy po Turnieju były 733. No to nawet minimalna poprawa. Ale spójrzmy inaczej. Żyła, Wąsek i Kubacki uciułali do kupy 174 punkty. Rok temu na tym etapie kadra prowadzona przez Thomasa Thurnbichlera miała bez Kamila Stocha 676.

 Bez Tomasiaka, Stocha i Kota bylibyśmy w Pucharze Narodów na 11. miejscu. Za Bułgarią, Francją, Szwajcarią i Finlandią, przed Stanami Zjednoczonymi.  Jeśli to nie jest kompromitacja, to ja nie wiem, co jest kompromitacją. Ok, ja wiem, trener wiele razy mówił, że w tym roku podział na kadry jest płynny, że jest ściślejsza współpraca, że to nie do końca tak, że Tomasiaka i Kota odpowiadają tylko Topór z Mateją a za Stocha Doležal z Kruczkiem. No ale skoro ci trenerzy są, to i takie klasyfikacje są w jakimś stopniu uprawnione. I żeby mnie nie nikt tu nie posądzał o tęsknotę za Thomasem Thurnbichlerem. Decyzja o jego zwolnieniu była słuszna, choć jak pisałem w kwietniu, podjęta w złym momencie. Natomiast dziś widać jak na dłoni, że wybór Macieja Maciusiaka to była decyzja z gatunku "zamienił prezes wanienkę na sedes". I ktoś mi może powiedzieć "prrrr, szalony, za nami dopiero Turniej Czterech Skoczni, przed nami Igrzyska Olimpijskie a potem jeszcze Mistrzostwa Świata w Lotach w Oberstdorfie". Niech sobie mówi. Oczywiście, że jak z tych imprez przywieziemy medale, to odszczekam to, co napisałem. Ale prędzej mi mangrowiec na języku wyrośnie, niż my jakieś medale z tych imprez przywieziemy. Ja już tylko ściskam kciuki za to, by skoczkowie wypadli na głównych imprezach lepiej, niż wyglądają w tej chwili. Niech oni sami poczują satysfakcję ze swoich wyników to ja i będę ukontentowany. 

Poczet Podiumowiczów
Lp zawodnik kraj 1. 2. 3. suma wpś
1 Domen Prevc Słowenia 7 4 2 13 1
2 Ryōyū Kobayashi Japonia 2 1 3 6 2
3 Anže Lanišek Słowenia 2 1 0 3 5
4 Daniel Tschofenig Austria 2 1 0 3 6
5 Ren Nikaidō Japonia 1 2 1 4 3
6 Stefan Kraft Austria 1 1 1 3 10
7 Jan Hörl Austria 0 2 0 2 8
8 Philipp Raimund Niemcy 0 1 3 4 4
9 Felix Hoffmann Niemcy 0 1 3 4 7
10 Stephan Embacher Austria 0 1 2 3 9

Trzynaście podiów Domenatora to więcej, niż mają Smok, Żaba i Czofi cuzamen do kupy. Ciekawe, czy już do końca zimy zostaną tu przedstawiciele czterech państw, czy jednak się uda tę tabelkę nieco ubogacić kulturowo i sprawić, by była nieco bardziej inkluzywna.

                       Plastikowa Kulka
Lp zawodnik kraj liczba wpś
1 Aleksander Zniszczoł Polska 11 n
2 Kevin Bickner USA 7 43
3 Sakutaro Kobayashi Japonia 6 38
4 H.E.Granerud Norwegia 6 21
5 Karl Geiger Niemcy 5 50
6 Givani Bresadola Włochy 5 48
7 Ilja Miziernych Kazachstan 5 40
8 Paweł Wąsek Polska 5 36
9 Maciej Kot Polska 5 34
10 Tomofumi Naitō Japonia 5 32
11 Antti Aalto Finlandia 5 30
12 Niko Kytösaho Finlandia 5 28
13 Maximilian Ortner Austria 5 26
14 Gregor Deschwanden Szwajcaria 5 24
15 Kamil Stoch Polska 5 22
16 Timi Zajc Słowenia 5 18

Cytat zupełnie na temat:

Igor Błachut: To jedyna para, w której obydwaj zawodnicy mają żółte kartki.

Michał Korościel: To jest duet rozrabiaków.

Cytat zupełnie nie na temat:

"Looking beyond the embers of bridges glowing behind us

To a glimpse of how green it was on the other side

Steps taken forwards but sleepwalking back again

Dragged by the force of some inner tide"

David Gilmour i Polly Samson

I tak minął nam 74. Turniej Czterech Skoczni. Ani się obejrzymy, a najlepsi skoczkowie świata już będą w Zakopanem. A w Zakopanem tylko dwie rzeczy są pewne. Turyści narzekający na pazerność górali i górale narzekający na skąpstwo turystów.

Ceterum autem censeo notas artifices esse delendas.

***
Felieton jest z założenia tekstem subiektywnym i wyraża osobistą opinię autora, nie stanowiąc oficjalnego stanowiska redakcji. Przed przeczytaniem tekstu zapoznaj się z treścią oświadczenia dołączonego do artykułu, bądź skonsultuj się ze słownikiem i satyrykiem, gdyż teksty z cyklu "Okiem Samozwańczego Autorytetu" stosowane bez poczucia humoru zagrażają Twojemu życiu lub zdrowiu. Podmiot odpowiedzialny - Marcin Hetnał, skijumping.pl. Przeciwwskazania - nadwrażliwość na stosowanie językowych ozdobników i żartowanie sobie z innych lub siebie. Nieumiejętność odczytywania ironii. Nadkwasota. Zrzędliwość. Złośliwość. Przewlekłe ponuractwo. Funkcjonalny i wtórny analfabetyzm. Działania niepożądane: głupie komentarze i wytykanie literówek. Działania pożądane - mądre komentarze, wytykanie błędów merytorycznych i podawanie ciekawostek zainspirowanych tekstem. Kamil Stoch ostrzega - nieczytanie felietonów Samozwańczego Autorytetu grozi poważnymi brakami wiedzy powszechnej jak i szczegółowej o skokach.

P.S. Kochani, nie karmcie mi tu trolli. Ja też się będę starał.