Słaba zima Marusiaka. "Jestem chronicznie przemęczony"
Przez ostatnie trzy sezony swego rodzaju furorę na skoczniach robił Jewhen Marusiak, osiągając poziom niedostępny wcześniej dla żadnego reprezentanta Ukrainy. Tej zimy idzie mu wyjątkowo opornie, a szczytem jego możliwości było dwukrotne przebrnięcie kwalifikacji.
W sezonie 2022/23 pomimo sporadycznych startów w Pucharze Świata Marusiak zdobył rekordowe jak na tamtejsze realia 21 punktów do klasyfikacji generalnej. Tyle samo wywalczył świetny w poprzednich sezonach Yukiya Sato, tyle że Japończyk potrzebował do tego osiemnastu konkursów, Marusiak pięciu.
Podczas mistrzostw świata w Planicy dwukrotnie plasował się w czołowej trzydziestce, a 17 miejsce na mniejszej skoczni okrasił nawet chwilowym rekordem skoczni. W Klingenthal jako pierwszy Ukrainiec wygrał zawody Pucharu Kontynentalnego, deklasując przy okazji resztę stawki. Kilkakrotnie poprawiał rekord Ukrainy.
Kolejnej zimy Marusiak przebił jeszcze swoje osiągnięcia z sezonu 2022/23. Zdobył 57 punktów do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Szczególnie dobrze spisywał się na skoczniach do lotów, w Vikersund był 11., w Planicy 15. Zimą 2024/25 do czołowej trzydziestki pucharowych konkursów wskakiwał ośmiokrotnie, najlepiej zaprezentował się podczas grudniowych zawodów w Titisee-Neustadt, w których finiszował jako dwunasty. Łącznie uzbierał, najwięcej w karierze, 76 punktów.
- Tak, to był dla mnie na pewno jeden z najlepszych sezonów w karierze, jeśli nie najlepszy. Przyniósł mi on sporo miłych wrażeń, a najlepsze z nich to chyba mistrzostwa świata w Trondheim. 15 miejsce, jakie wywalczyłem na dużej skoczni, to świetny rezultat, biorąc pod uwagę rangę imprezy - mówił nam w czerwcu ubiegłego roku pochodzący z Krzyworówni 25-latek.
Te wyniki nie były przypadkiem. Za wszystkim stała ciężka praca i osoba nowego trenera. Przed sezonem 2022/23 współpracę z ukraińskimi skoczkami rozpoczął słoweński szkoleniowiec Janez Debelak, który wcześniej prowadził reprezentację Kazachstanu – najpierw jako konsultant, pomagając głównemu trenerowi Wołodimirowi Boszczukowi, a później jako pierwszy szkoleniowiec. Tej zimy jednak Marusiak spisuje się znacznie poniżej oczekiwań. Od początku sezonu aż do Turnieju Czterech Skoczni wszystkie zawody, w których brał udział, kończył na kwalifikacjach. Do konkursu udało mu się dostać w Oberstdorfie i Ga-Pa, ale w austriackiej części TCS znów był nieobecny w "50".
- Dlaczego konkursy w Austrii nie poszły mi dobrze? Nie wiem. Trochę chorowałem po zawodach w Niemczech – może dlatego miałem te problemy. Teraz nie czuję się najlepiej. Staram się robić wszystko, co w mojej mocy, ale kiedy ciało jest osłabione, to kończy się to tak, jak się kończy - powiedział Marusiak portalowi Ua.tribuna.com.
Ukrainiec wyjaśnił też szersze powody swojej słabej dyspozycji tej zimy. - Właściwie czuję się zmęczony od samego początku sezonu, od lata. Mówiłem, że potrzebuję odpoczynku, ale niestety, pracowaliśmy i pracowaliśmy. Czuję ciągłe zmęczenie. Idę na start i nie czuję ciała ani nóg - żali się zawodnik, który jednak mimo wszystko ma nadzieję na udany występ olimpijski.
- Myślę, że musimy podejść do igrzysk olimpijskich, starając się z całych sił pokazać dobre wyniki. Powinniśmy wystrzec się takiego pośpiechu i zamieszania jak latem. Mam nadzieję, że w końcu znajdę swój rytm - mówi 25-latek, wskazując na błędy szkoleniowe popełnione podczas przygotowań.
Marusiak wyjątkowo dobrze czuje się na skoczniach do lotów narciarskich, stąd z wyjątkową niecierpliwością oczekuje na mistrzostwa świata w tej konkurencji, które zostaną rozegrane pod koniec stycznia. - Myślę, że wszyscy kochają latać. Po prostu kiedy jesteś w swojej najlepszej formie i czujesz się dobrze, możesz latać daleko i pięknie. Ale kiedy nie jesteś pewien siebie i brakuje ci wewnętrznej równowagi, nie jest łatwo skoczyć ponad 200 metrów – uważa Ukrainiec.
W pierwszej części sezonu znacznie lepiej od swojego młodszego kolegi spisywał się 32-letni Witalij Kaliniczenko. Regularnie potrafił wchodzić do konkursów głównych, a w Ruce i Wiśle nieco nieoczekiwanie zajął 30. miejsca, zdobywając swoje pierwsze dwa punkty zimowych zawodów najwyżej rangi. Stał się w ten sposób szóstym Ukraińcem, którego nazwisko znalazło się w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w skokach narciarskich. Wcześniej byli to: Wołodymyr Hływka, Witalij Szumbarec, Wołodymir Boszczuk, Ołeksandr Łazarowicz oraz wspomniany Marusiak.
Ale po swoich życiowych konkursach Kaliniczenko obniżył loty i poziomem zbliżył się do Marusiaka. Podczas TCS ani razu nie dostał się do konkursu. - Poza sezonem nie trenujemy na tych skoczniach, słabo je znamy w przeciwieństwie do zawodników z innych drużyn. A są one wymagające. To jeden z powodów dla których osiągnąłem tutaj tak słaby wynik - uważa Witalij
- Między początkiem sezonu a Turniejem Czterech Skoczni chciałem poprawić kilka rzeczy. Wykonałem kilka ruchów, ale nic się nie poprawiło, tylko pogorszyło. Skoki narciarskie to dość delikatny sport. Dziś możesz wskoczyć do pierwszej dziesiątki lub trzydziestki, a jutro nie dostaniesz się do pierwszej pięćdziesiątki. Wierzę jednak, że będzie lepiej - przyznał w rozmowie z portalem Champion.com.ua.