„Ten weekend zostanie ze mną do końca życia” – Stoch pożegnał Zakopane
Kamil Stoch pożegnał się z zakopiańską publicznością. 38-letni reprezentant Polski, który po bieżącym sezonie zakończy sportową karierę, po raz ostatni miał okazję zmierzyć się z najlepszymi zawodnikami podczas Pucharu Świata na Wielkiej Krokwi. Stoch w śnieżnym konkursie uzyskał 119,5 metra i nie awansował do serii finałowej.
– Ten weekend pod względem sportowym był dla mnie do niczego. Nie nadawałem się do wykonania najprostszych rzeczy. Marzyłem, wyobrażałem sobie, jak chciałbym oddawać tutaj skoki, natomiast często z naszych marzeń i chęci nic nie wynika. Życie pisze zupełnie inny scenariusz. Pod względem emocjonalnym i wspomnień, które ze mną pozostaną, był niesamowity. Kiedy jechałem wyciągiem na górę, tysiące ludzi machało do mnie i krzyczało pozytywne słowa. Wtedy uświadomiłem sobie, że nie ma znaczenia, jaki oddam skok. Najważniejsze, że tu jestem, dotrwałem do tego momentu i w taki sposób mogę się pożegnać. Machając z nartami, kłaniając się kibicom – dzielił się swoimi emocjami Kamil Stoch ze łzami w oczach.
– Jakkolwiek bym sobie próbował ułożyć w głowie ten dzień i skoki, to i tak wyszło inaczej. Chciałem oddać piękny i daleki skok, cieszyć się ze zwycięstwa, zaśpiewać hymn i tak pożegnać się z kibicami. Pożegnałem się w inny sposób. Najlepszym możliwym skokiem w danym momencie, bo taki on był. Wystarczył na tyle, na ile wystarczył – dodał na temat niedzielnej próby konkursowej na Wielkiej Krokwi.
– Ten weekend zostanie ze mną do końca życia. Ci ludzie nie musieli tutaj przyjeżdżać. Widzieli, jak wyglądała ta zima i ostatnie lata. A jednak chcieli tutaj ze mną być podczas ostatniego skoku. Chcieli go zobaczyć i za to jestem im bardzo wdzięczny – zaznaczył.
– Wróciło wspomnienie z 2011 roku. Pojawiło się marzenie, żeby to wróciło w takim samym scenariuszu, ale wyszło inaczej – kończy, nawiązując do wydarzeń sprzed piętnastu lat, kiedy w śnieżycy wygrał pierwszy w karierze konkurs rangi Pucharu Świata, właśnie na Wielkiej Krokwi w Zakopanem.
Korespondencja z Zakopanego, Dominik Formela