Trening zamiast Sapporo. Wąsek przebudził się w Zakopanem
Pierwsza seria niedzielnych zawodów w Zakopanem powiała optymizmem w przypadku Pawła Wąska. Ubiegłoroczny lider naszej reprezentacji na półmetku zmagań na Wielkiej Krokwi plasował się w czołowej „10” śnieżnego konkursu. W finale wylądował znacznie bliżej i ostatecznie uplasował się w trzeciej dziesiątce. Teraz 26-latka czeka przerwa od startów na arenie międzynarodowej i treningu w kraju.
– Zdawaliśmy sobie sprawę, jakie są prognozy i jak to może wyglądać. Trzeba było liczyć się z tym, że będzie trochę loterii. Mimo wszystko, jestem bardzo zadowolony. To, co założyliśmy z trenerem w kontekście moich skoków, mniej więcej udało się zrealizować. Pod kątem technicznym oba skoki konkursowe były na fajnym poziomie. Chciałem skupić się na drobnej rzeczy, jaką była pozycja najazdowa. To był mój cel, na którym się skupiałem. Resztę chciałem puścić, jak na imitacji. Wtedy wszystko dużo lepiej funkcjonuje, ciało jest luźniejsze w powietrzu. To wszystko przekłada się na metry – powiedział nam Wąsek po skokach na odległość 129 oraz 109,5 metra, które dały mu 23. lokatę.
– Fajnie było pokazać się w grafice dla czołowej „10” po pierwszej serii <śmiech>… W finale miałem trochę pecha do warunków. Najważniejsze, że na moje czucie ten skok też był dobry. Rozmawiałem z trenerem po skoku i też chwalił. Powiedział, że ten skok był nawet lepszy na progu od pierwszego, ale za bulą były trudne warunki. Jeszcze nie ma pewności siebie, żeby iść za tym, niezależnie od okoliczności. Na razie więcej czynników musi zgrać się u mnie na dobry skok – nie ukrywa.
Punkty zdobyte w Zakopanem były miłą odskocznią po nieudanym Turnieju Czterech Skoczni, gdzie Wąsek punktował tylko w Oberstdorfie – po bratobójczym pojedynku z Maciejem Kotem w systemie KO.
– Na Turnieju Czterech Skoczni bardzo dużo się dzieje. Przejazdy, emocje. Jeżeli nie idzie, wówczas frustracja narasta i tam ciężko się podnieść z dołka i zdenerwowania. Wróciłem do domu, odpocząłem mentalnie i z dobrym nastawieniem przyjechałem do Zakopanego. Cieszyłem się tym weekendem i panującą atmosferą. Chciałem sobie poskakać z luźną głową i to przyniosło efekt. Doszliśmy do wniosku, że za bardzo na siłę chciałem zrobić wszystko idealnie. Nie umiałem sobie zaufać, żeby puścić skok – przyznaje.
Wąsek w najbliższy weekend nie weźmie udziału w konkursach Pucharu Świata w Japonii.
– Nie lecę do Sapporo. Postanowiliśmy odpuścić, skupić się na treningu i może przetestować jeszcze jakieś rzeczy. Po to, żeby ze spokojną głową przyjść na skocznię i starać się poprawić skoki. Podróż do Sapporo i skakanie tam nieraz może narobić więcej szkody niż pożytku. Szczególnie, kiedy skoki nie idą i człowiek się męczy – dodaje.