Trener Topór zły po kwalifikacjach w Sapporo. „Piątka w konkursie to było minimum do zrealizowania”
Piątkowe kwalifikacje w Sapporo przyniosły polskiej ekipie mieszane odczucia. Awans do sobotniego konkursu Pucharu Świata na Okurayamie wywalczyło czterech z pięciu Biało-Czerwonych. Na pechowym, 51. miejscu uplasował się Klemens Joniak, tracąc do awansu zaledwie 0,1 punktu. Sytuację po zawodach skomentował obecny w Japonii główny trener kadry narodowej B, Wojciech Topór.
- Jestem zły, bo naszym celem było wprowadzenie do konkursu całej piątki. To było minimum do zrealizowania. Klemens w treningach, mimo błędów i trudnych warunków, był dwukrotnie 37., nawet przy słabych próbach. W kwalifikacjach zupełnie mu to "podjechało". Warunki teoretycznie były niezłe - zabrakło naprawdę niewiele. Można teraz gdybać - wyższa nota czy przeliczniki - ale prawda jest taka, że trzeba było skoczyć lepiej - przyznał szkoleniowiec.
Poza Joniakiem awans do konkursu wywalczyli Kacper Tomasiak, Dawid Kubacki, Aleksander Zniszczoł oraz Maciej Kot. Ostatni z nich miał utrudnione zadanie - ze względu na problemy zdrowotne.
- Maciek od początku tego tygodnia zmaga się z lekkimi problemami żołądkowymi. W dniu podróży czuł się jeszcze w miarę dobrze, sam przelot nie był dla niego aż tak uciążliwy. Na miejscu wydawało się, że z dnia na dzień będzie tylko lepiej, ale dziś przyszedł wyraźny kryzys. Problemy się nasiliły, musiał pilnować wagi, żeby w ogóle móc wystartować. Widać po nim gołym okiem, że jest po prostu chory - tłumaczył Topór.
Trener, który w okresie przygotowawczym pracował m.in. z Tomasiakiem, Joniakiem i Kotem, nie ukrywa satysfakcji z efektów tej pracy, choć - jak sam podkreśla - zawsze patrzy na całość szerzej.
- Oczywiście cieszy mnie to, co robią ci zawodnicy, ale od razu zapala mi się też ta druga lampka. Bardzo chciałbym, żeby jeszcze w tym sezonie „odpalili” Andrzej Stękała i Tymek Amilkiewicz. Żeby dołączyli przynajmniej na poziomie Pucharu Kontynentalnego i zaczęli solidnie punktować - zaznaczył.
Szkoleniowiec kadry B podkreślił również, że w trakcie zimy musi na bieżąco reagować na zmiany w składzie i rotację zawodników.
- Rotacja w mojej grupie jest właściwie stała. Układając plany na kolejne tygodnie, trzeba się mocno zastanawiać, czy każdy ma wszystko dopięte. Mamy Kubę Wolnego, mamy Kacpra Juroszka. Gdy zaczną się igrzyska olimpijskie, dojdzie jeszcze trójka. Nagle zrobi się z tego grupa dwunastu zawodników - zakończył Topór.
Korespondencja z Sapporo, Dominik Formela