Maciej Kot chory, ale z kwalifikacją w Sapporo. „Plan był prosty - awansować i nie stracić sił”
Maciej Kot rozpoczął weekend Pucharu Świata w Sapporo w towarzystwie dość trudnych okoliczności. Jeszcze przed podróżą do Japonii dopadły go problemy zdrowotne, które nie odpuszczają także w trakcie rywalizacji. Polski skoczek od kilku dni zmaga się z dolegliwościami żołądkowymi, jednak mimo osłabienia wywalczył pewny awans do sobotniego konkursu.
- Czasami tak bywa. Trochę powtórzył się scenariusz z zeszłego roku, bo wtedy również w trakcie podróży złapałem jakieś zatrucie. W tym sezonie problemy zaczęły się jeszcze przed wylotem. Dziś od rana nie jest najlepiej, wczoraj też nie było, ale walczę - tłumaczy Kot.
Jak podkreśla, cel na piątkowe kwalifikacje był jasno określony: awansować możliwie najmniejszym kosztem energetycznym.
- Plan był prosty - zakwalifikować się do konkursu i nie stracić zbyt dużo sił. Teraz najważniejsza jest dobra regeneracja, żeby jak najwięcej energii odzyskać przed weekendem - dodaje.
Problemy zdrowotne wymusiły korekty w przygotowaniach. Kot zrezygnował z części zaplanowanych aktywności, a rozgrzewkę ograniczył do minimum.
- Wczoraj w planie była siłownia, ale wróciliśmy do hotelu bardzo późno, a poza tym byłem zwyczajnie bez sił. Dzisiaj rano trening już zrobiłem, choć nie wiem, czy to był najlepszy wybór. Mięśniowo jednak trochę mi pomógł - ocenia.
Na skoczni również musiał kalkulować każdy ruch.
- Rozgrzewka była bardzo skrócona, sporo rzeczy odpuściłem. Było tylko parę minut jakiegoś ruchu, by dogrzać ciało. Teraz najważniejsze jest zbieranie sił - podkreśla.
Zapytany o to, czy choroba może paradoksalnie pomóc w skokach - podobnie jak kiedyś w Sapporo u Kamila Stocha - Kot przyznaje, że coś w tym jest.
- To nie jest żadna reguła potwierdzona badaniami, ale czasami faktycznie tak bywa. Starałem się podejść do tego pozytywnie - mniejsza kontrola, więcej swobody. Być może poprzez zmianę przygotowania dowiem się czegoś nowego o swoich skokach? Z każdej sytuacji można coś pozytywnego wyciągnąć - mówi.
Na razie jednak priorytet jest jeden.
- Mam nadzieję, że jutro porozmawiamy w lepszym stanie i z większą energią - kończy Kot.
Korespondencja z Sapporo, Dominik Formela