Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Trudny powrót Zniszczoła do PŚ. „Buduję wszystko po kolei”

Powracający do Pucharu Świata Aleksander Zniszczoł wywalczył awans do sobotniego konkursu na Okurayamie, jednak kwalifikacje zakończył dopiero na 47. miejscu. Pomimo przeciętnego wyniku Polak zwraca uwagę na stopniowy proces odbudowy dyspozycji.

- Do Japonii przylecieliśmy w czwartek w ubiegłym tygodniu i byłem tutaj na Pucharze Kontynentalnym. Mieliśmy jechać do Chin na PK, ale podjęliśmy decyzję, że zostajemy w Sapporo. Taka podróż w obie strony byłaby dosyć męcząca, a ten czas można było lepiej wykorzystać na miejscu - tłumaczy Zniszczoł.

Dłuższy pobyt w Japonii daje komfort, na który nie wszyscy zawodnicy mogą sobie pozwolić, szczególnie pod kątem aklimatyzacji i przestawienia organizmu.

- Szczerze mówiąc, chodzę bardzo wcześnie spać i bardzo wcześnie wstaję - przyznaje 31-latek, dodając z uśmiechem, że warunki hotelowe, w tym posiłki, zdecydowanie sprzyjają takiemu trybowi.

Zniszczoł nie ukrywa, że sportowo grudzień był dla niego trudnym momentem. Poziom, jaki prezentował, odbiegał od oczekiwań, a przed sezonem cele i ambicje były zupełnie inne. Kluczowe okazało się zatrzymanie negatywnej spirali.

- Na podsumowanie przyjdzie jeszcze czas - by znaleźć przyczynę tego, dlaczego jest tak, a nie inaczej - przyznaje.

Zapytany, czy od tamtego momentu coś się zmieniło, odpowiada bez wahania, że postęp jest, choć nie zawsze widać go w wynikach.

- Coś drgnęło. Może dzisiaj tego nie widać w rezultatach, ale wiem, że coś się zmieniło. Kiedy nie pojechałem dalej na Puchar Świata, byłem bardzo zdeterminowany, żeby znaleźć przyczynę błędów i tego, że nie ma metrów. To było trudne, bo czasami wydawało się, że zrobiłem krok do przodu - jeden trening, dwa - a potem nagle przychodził kolejny dzień i znowu to znikało. Teraz buduję wszystko po kolei. Nie jest łatwo, ale idę do przodu - podkreśla.

Proces odbudowy formy odbywa się głównie pod okiem trenera kadry B, Wojciecha Topora, choć - jak zaznacza Zniszczoł - nie tylko.

- Pracuję głównie pod dyktando Wojtka, ale też innych trenerów. Trenowałem z Krzyśkiem Biegunem, z Robertem Mateją. Dużo też sam analizuję. Usiadłem, przejrzałem wszystko w telefonie i doszedłem do wniosku, że tak źle nie skakałem od trzech lat. To mnie tylko jeszcze bardziej zmotywowało, żeby znaleźć przyczynę - mówi.

Zdaniem Zniszczoła problem nie leży wyłącznie w zmianach sprzętowych, lecz przede wszystkim w technice, która po kilku dobrych sezonach zaczęła się sypać.

- Każdy błąd ma swoją przyczynę. Jeśli pierwszy ruch jest za bardzo w miejscu, to dlatego, że nie jestem aktywnie ustawiony na najeździe. Jeśli początek odbicia jest dobry, a końcówka ucieka, to znaczy, że odbicie było w miejscu i później musiałem gonić. Szukaliśmy właśnie takich detali, żeby technicznie zaczęło to wyglądać dobrze. A potem przyjdzie powtarzalność i pewność - tłumaczy.

Piątkowy powrót do Pucharu Świata w Sapporo przyniósł jednak spore zaskoczenie - niestety, nie do końca pozytywne.

- W kwalifikacjach byłem zdziwiony, bo czucie miałem naprawdę dobre. Próg oddał dokładnie tak, jak powinien i wydawało mi się, że to musi polecieć. A jednak nie poleciało - podsumowuje Zniszczoł.

Korespondencja z Sapporo, Dominik Formela