Domen Prevc znów rządzi w Sapporo. Lider PŚ coraz bliżej Kryształowej Kuli
Domen Prevc udowodnił, że słabszy występ w PŚ w Zakopanem był tylko wypadkiem przy pracy. Słoweniec triumfował w sobotnim konkursie Pucharu Świata w Sapporo, powiększając przewagę w klasyfikacji generalnej i stawiając kolejny krok w stronę Kryształowej Kuli. Na Okurayamie był bezkonkurencyjny, nokautując konkurentów w finałowej serii.
- Wiedziałem, że czuję się naprawdę dobrze. Czułem moc w nogach i udało mi się oddać bardzo fajny skok. Już od odbicia biodra były wysoko, miałem dużą prędkość - mówił Prevc w rozmowie z FIS.
Choć w trakcie konkursu zawodnicy musieli mierzyć się z wiatrem w plecy, liderowi Pucharu Świata niekorzystne warunki nie przeszkodziły w oddaniu jedynej w finałowej serii próby zakończonej poza rozmiarem skoczni.
- Mimo tylnego wiatru miałem dużo prędkości i wyraźne ciśnienie pod nartami. Dzięki temu mogłem bezpiecznie dolecieć do 141. metra - relacjonował.
Lądowanie było na tyle dynamiczne, że... puściły zabezpieczenia wiązań.
- Siła przy lądowaniu była chyba naprawdę duża, bo wypięły się klipsy. Ale właśnie dla takich momentów się żyje - dodał z uśmiechem.
Prevc zwracał uwagę, że warunki w Sapporo wcale nie były tak łatwe, jak mogło się wydawać z perspektywy wyników.
- To nie było typowe Sapporo. Zazwyczaj mamy tu sporo wiatru pod narty, a dziś w drugiej serii wiatr się zmienił i był w plecy - tłumaczył.
Jednocześnie 26-latek podkreślił, że specyfika obiektu i położenie skoczni mocno mu sprzyjają.
- Lubię to, że powietrze jest tu bardzo gęste, bo nie mamy dużej wysokości nad poziomem morza. Lubię to powietrze, lubię tę skocznię. Wiem, co tu robić - zaznaczył.
Triumf w Sapporo jeszcze mocniej umacnia Domena Prevca na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Obecnie ma aż 447 punktów przewagi nad drugim w tabeli Ryoyu Kobayashim, który zajął w sobotę na Okurayamie 5. miejsce. Słoweniec nie ukrywa, że z optymizmem patrzy na dalszą część weekendu.
- Czekam już na jutro - podsumował krótko.