Trener Topór bez ogródek po sobocie w Sapporo. „Występ poniżej jakichkolwiek oczekiwań”
Sobotni konkurs Pucharu Świata w Sapporo był dla reprezentacji Polski wyjątkowo trudny. Osiem punktów zdobytych przez Biało-Czerwonych to najsłabszy dorobek kadry od blisko czterech lat. Trener Wojciech Topór nie próbował owijać w bawełnę - po zawodach mówił wprost o występie dalekim od oczekiwań i dużych błędach popełnionych już w pierwszej serii.
Szkoleniowiec przypomniał, że jeszcze po piątkowych kwalifikacjach jasno określał minimum dla zespołu - awans całej piątki do konkursu. W samych zawodach sytuacja okazała się jednak znacznie trudniejsza.
- Trudno znaleźć słowa do tej sytuacji. To był występ poniżej jakichkolwiek oczekiwań - podsumował krótko. - U każdego zawodnika w pierwszej serii pojawiły się duże błędy. Skoki były po prostu złe. Do tego Kacper trafił na trudniejsze warunki i w połączeniu ze słabą próbą zabrakło. Nagle okazało się, że walczymy o to, by w ogóle mieć kogoś w czołowej trzydziestce. Słabo. Przepraszamy za ten występ. W treningach te skoki tez nie były nadzwyczajne, ale miejsca były „normalne” miejsca. Przy tym lekkim kryzysie, gdy skoki nie wyglądają dobrze, to te miejsca i tak były niezłe. Świat skacze dziś na bardzo wysokim poziomie. Przy takich błędach po prostu zniknęliśmy - ocenił.
Jeśli chodzi o Kacpra Tomasiaka, warunki faktycznie odegrały swoją rolę.
- Przy wyjściu z progu za bardzo „zabrało” go do góry. Za progiem miał bardzo mocny wiatr pod narty, a niżej było zupełnie odwrotnie. To się po prostu nie złożyło - tłumaczył Topór, określając sytuację jako „wypadek przy pracy”. - Zdarza się, nie ma o czym mówić.
Znacznie bardziej niepokojąca była jednak postawa pozostałych skoczków. Trener szczegółowo odniósł się do błędów technicznych Dawida Kubackiego i Maćka Kota.
- Dawid w pierwszej serii nie utrzymał pozycji najazdowej. Biodra mocno opadły jeszcze przed odbiciem i całe odbicie poszło do góry. Maciek z kolei miał problemy już na najeździe, zaatakował zbyt mocno do przodu, musiał czekać i leciał „za nartą”. Podsumowując brutalnie: wszyscy dziś skakaliśmy „płotem” - analizował.
Problemy nie ominęły również Aleksandra Zniszczoła.
- Olek odbija się w miejscu, późno, nie pozwala wynieść się pędowi powietrza. Wpada za nartą w powietrze i nie ma szans pokazać tego, w czym jest naprawdę dobry, czyli drugiej fazy lotu - wyjaśniał trener.
Na tle zespołu pozytywnie wyróżniał się Tomasiak, który niemal w każdej serii pokazywał potencjał na czołową dziesiątkę.
- To i tak kapitalny sezon dla tak młodego zawodnika - zaznaczył Topór.
Mimo słabego dnia trener podkreślał, że w zespole nie brak zaangażowania.
- Nie ma mowy o zniechęceniu. Chłopaki chcą pracować, oglądają wideo, widzą błędy, zgadzają się z tym. Ten ogień cały czas jest - zapewniał. - Jutro chcemy pokazać normalne skoki. Nawet z drobnymi błędami stać nas na czołową dwudziestkę, a Kacpra nawet na walkę o topową dziesiątkę czy szóstkę.
Korespondencja z Sapporo, Dominik Formela