Są punkty, ale nie ma fajerwerków. Kubacki i Kot po sobocie w Sapporo
Po sobotnim konkursie Pucharu Świata w Sapporo polskim kibicom trudno znaleźć powody do optymizmu. Wprawdzie Dawid Kubacki i Maciej Kot znaleźli się w finałowej trzydziestce, ale trudno uznać ich rezultaty za przełomowe. Po pierwszej serii zajmowali odpowiednio 29. i 30. miejsce. W drugiej nieco się poprawili, ale 25. i 29. pozycja to wciąż rezultaty dalekie od oczekiwań wobec doświadczonych zawodników.
Dawid Kubacki nie ukrywał, że wynik sam w sobie nie może satysfakcjonować, ale jednocześnie zwracał uwagę na coś, co z zewnątrz widać coraz wyraźniej - powolną stabilizację formy.
- Staram się kontynuować pracę z Zakopanego. To nie jest jeszcze rewelacja, jakiej bym chciał, ale ten etap trzeba przejść. Inaczej nigdy nie będzie lepiej - podkreślał.
Najlepszym skokiem dnia był dla Kubackiego ten z drugiej serii, choć i tam nie obyło się bez problemów. Jak przyznał, próba była spóźniona, co kosztowało go cenne metry w drugiej fazie lotu. - Czuję, że próg powinien oddawać dużo lepiej. Tego mi jeszcze brakuje - tłumaczył, wskazując na wciąż obecny nadmiar kontroli w fazie odbicia.
Kubacki odniósł się również do warunków, jasno zaznaczając, że przy obecnym etapie pracy wiatr potrafi zarówno pomóc, jak i bardzo przeszkodzić. - Kiedy forma jest naprawdę dobra, warunki przestają mieć znaczenie. Wtedy i tak leci się na sam dół, nawet gdy przydarzają się błędy. Tym bardziej to boli - bo mam świadomość, że kiedyś tak potrafiłem. Próbuję do tego wrócić, złapać fajne czucie i swobodę, chociaż efektu dalej nie widać. W swojej karierze miałem jednak tyle takich momentów, ale dzięki temu, że byłem uparty i kontynuowałem swoją pracę, mam teraz wiele fajnych wspomnień, choćby z tej skoczni - powiedział.
Choć 25. miejsce Kubackiego było najlepszym wynikiem Polaka w konkursie, sam zawodnik absolutnie nie traktuje tego jako „szklanego sufitu”.
- To jest poziom, który dziś zaprezentowałem. To, nad czym pracowaliśmy w ostatnim czasie, zaczyna przynosić efekty. Ale wiem, że to nie jest maksimum. Trzeba dać organizmowi czas, żeby ten ruch zaczął wykonywać sam, bez ciągłej kontroli. Wtedy jest dużo lepszy efekt - wówczas zaczyna się łapać ten luz - zaznaczył.
Maciej Kot również zapunktował, choć - jak sam przyznał - w normalnych warunkach mógłby w ogóle nie znaleźć się w drugiej serii. Jego sobota zaczęła się obiecująco, bo seria próbna dawała sygnały poprawy. Konkurs szybko jednak ostudził nastroje.
- Pierwsza seria była po prostu zła. Czułem to od razu i dlatego byłem tak sportowo wściekły. Szczególnie dlatego, że skakałem w naprawdę dobrych warunkach - mówił Kot, odnosząc się do widocznej reakcji tuż po lądowaniu. W jego przypadku kluczowym problemem była zbyt agresywna pozycja przed progiem, która doprowadziła do utraty balansu i wytracenia prędkości tuż za progiem.
Kot podkreślał, że nie chodzi o spektakularną utratę równowagi widoczną dla kibica, lecz o niuanse. - To są detale, minimalne przesunięcia pozycji, utrata balansu. Nie widać tego w telewizji. Przy tej prędkości takie błędy uruchamiają całą lawinę kolejnych - wyjaśniał.
W odróżnieniu od wcześniejszych tygodni, w Sapporo Polak postawił na większe ryzyko. Decyzja zapadła po Zakopanem - świadomie, z myślą o wykonaniu kroku do przodu. - Na zachowawcze skakanie czas już był. Teraz trzeba spróbować czegoś więcej. Nie ma niczego do stracenia, trzeba wycisnąć z drugiej części sezonu, co się da - przyznał.
- To też kwestia koncentracji, która uciekała. Być może to było spowodowane problemami zdrowotnymi, bo po silnym odwodnieniu trudno się na czymś skoncentrować. Pewne rzeczy sprawdzałem dziś kilkukrotnie - byłem nieco roztargniony. Plan zakładał większą automatyzację, zawiodło wykonaniu. Na pewno będziemy szli w tym kierunku, by zrobić krok do przodu. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana - powiedział zakopiańczyk.
Dla Kota realnym krokiem naprzód byłby wynik w okolicach czołowej piętnastki - poziom, który pozwoliłby znów myśleć o walce wyżej. Kluczowa pozostaje odpowiednia pozycja najazdowa, z której będzie można wykonać stabilne, dobre technicznie odbicie z progu.
- Istotne w tym jest odpowiednie zbalansowanie kontroli i automatyzmu. Wierzę, że to się wydarzy - podsumował.
Korespondencja z Sapporo, Dominik Formela