Zniszczoł wraca z Sapporo bez punktów PŚ. „Żal mi bardzo całej zimy”
Weekend Pucharu Świata w Sapporo nie przyniósł przełomu u Aleksandra Zniszczoła. W sobotę Polak wypadł słabo, w niedzielę zaprezentował się nieco lepiej, jednak w obu konkursach zabrakło go w czołowej trzydziestce. Sam zawodnik po zawodach nie ukrywał frustracji i poczucia, że ten sezon wymyka mu się z rąk, choć nie składa broni i wciąż widzi nadzieję.
Zniszczoł przyznał wprost, że choć w niedzielę dało się zauważyć drobną poprawę, to wciąż nie oznacza to, że skoki zaczęły funkcjonować tak, jak powinny.
- Chciałbym, żeby te skoki były inne. Czuję, że to nie idzie od początku do końca - mówił. Jak tłumaczył, brakuje mu rotacji i prędkości w powietrzu, nawet w sytuacjach, gdy warunki teoretycznie sprzyjają i wiatr podwiewa pod narty.
Zapytany o to, czego w tej zimie żal mu najbardziej, nie ograniczał odpowiedzi wyłącznie do perspektywy igrzysk olimpijskich.
- Żal mi bardzo całej zimy - przyznał bez wahania. - Problem jest od samego początku sezonu i to jest coś, po czym będzie się trzeba bardzo mocno zebrać.
Zniszczoł opisywał też codzienną niepewność, z jaką mierzy się na skoczni. Teoretycznie wie, co powinien zrobić, ale każda kolejna próba przynosi więcej pytań, niż odpowiedzi.
- Jednego dnia na treningu coś zaskoczy, następnego dnia jest już zupełnie inaczej. Cały czas czegoś szukam. Jak już coś złapię, to za chwilę mi to ucieka - tłumaczył, obrazując proces poszukiwania dobrej dyspozycji.
W kontekście dalszych startów naturalnie pojawia się temat Pucharu Kontynentalnego - zaplecza, które dla jednych bywa trampoliną do odbicia, a dla innych długą drogą powrotu.
- Mam nadzieję, że dla mnie to będzie droga już tylko w górę, nie w dół - rzucił, dodając, że nawet głębokie dołki nie muszą przekreślać kariery.
Zniszczoł nie chciał jeszcze wchodzić w szczegółowe analizy, kiedy i dlaczego wszystko zaczęło się zacinać. Podkreślał jednak, że dobre momenty w przygotowaniach były i że nie ma mowy o zaniedbanym okresie przygotowawczym. - On był naprawdę mocny - zaznaczył.
W tym kontekście szczególne znaczenie mogą mieć nadchodzące loty narciarskie. Zniszczoł od lat uchodzi za zawodnika, który na dużych obiektach potrafi odnaleźć swoje najlepsze czucie.
- To są skocznie, które mogą mnie obudzić - przyznał. - Jeśli tam nie poczuję prędkości i tej siły, to znaczy, że faktycznie jest źle. Ale mam świadomość, że właśnie tam to może zaskoczyć - podsumował.
Korespondencja z Sapporo, Dominik Formela