Strona główna • Fińskie Skoki Narciarskie

Rekordowy rekord Tauno Luiro

Gdy śledzi się historię bicia rekordu w długości skoku narciarskiego, rzuca się w oczy jedna rzecz. Dziesięcioletni okres między 1951 a 1961 rokiem. Przez 10 lat nikt nie potrafił pobić rekordu świata ustanowionego w Oberstdorfie przez pierwszego w historii fińskiego rekordzistę.

Gdy w 1949 roku ukończono budowę drugiej, większej skoczni w Oberstdorfie, Międzynarodowa Federacja Narciarska wzbraniała się przed wydaniem zgody na organizowanie tam zawodów pod swoim patronatem. [O tym, jak powstawała, pisaliśmy wczoraj w artykule Adriana Dworakowskiego]. Większy od jugosłowiańskiej Velikanki potwór o punkcie konstrukcyjnym 120 metrów górował nad doliną rzeki Stillach, a jego wieża startowa wznosiła się 161 metrów powyżej dna doliny. Obiekt powstał w jednym celu - zdetronizowania Planicy. Gdy FIS dał wreszcie zielone światło, podczas pierwszych zawodów rozgrywanych w 1950 roku - Międzynarodwego Tygodnia Lotów Narciarskich - rekord świata bito aż cztery razy. Ostatecznie granicę przesunięto aż o 15 metrów. Autorem 135 - metrowego skoku był pierwszy w historii rekordzista ze Szwecji - Dan Netzel. Tym samym dwuletni rekord Frtiza Tschannena przeszedł do historii, a jugosłowiańska skocznia straciła miano największej na świecie. 

Nic dziwnego, że gdy Międzynarodowy Tydzień Lotów powtórzono rok później, pod skocznią zjawiło się 60 tysięcy kibiców. Zwycięzcą zawodów został Sepp Weiler, ale prawdziwym bohaterem został dziewiętnastoletni Fin, Tauno Luiro. Pochodzący z Rovaniemi młodzik nie miał dużego doświadczenia a jego życiowy wynosił zaledwie 90,5 metra. Nie startował pierwszego dnia zawodów, gdyż jego narty dotarły do Oberstdorfu z opóźnieniem. Drugiego dnia zawodów zaczął ostrożnie od 111 metrów - a więc 24 metry krócej, od zeszłorocznego rekordu Netzela. 

W drugim skoku osiągnął 119 metrów. Trzeci był już imponujący - 131 metrów, jednak zakończony niegroźnym upadkiem. W czwartym skoku tego dnia lekko poobijanemu Finowi udało się wylądować na 132 metrze. 

Nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Toni Brutscher lądował na głowie na 129 metrze. Uniknął poważnej kontuzji, ale upadek wyglądał groźnie. Znacznie gorzej skończył Włoch Bruno da Col - olimpijczyk z 1936 i 1948 roku, skoczek, który jako pierwszy Włoch osiągnął odległość ponad 100 metrów. Da Col źle wyszedł z progu i podmuch wiatru zupełnie wytrącił go z równowagi. Włoch wykonał salto ze śrubą, wylądował na plecach głową w dół i zgruchotał kręgosłup. 

Następnego dnia był 2 marca 1952 roku. Luiro, który widział z bliska upadek da Cola stał na wieży startowej i wahał się. 60 tysięcy ludzi stało i pod skocznią i czekało na jego skok, zastanawiając się, czy młody Fin odważy się skoczyć. Stosowane wówczas chorągiewki oraz balony (!) wskazywały, że było niemal bezwietrznie. A jednak Luiro wciąż nie startował. Tymczasem Luiro czekał właśnie na wiatr. Czekał, aż chorągiewki i balony pokażą podmuch pod narty. Oczekiwanie trwało aż 15 minut. W końcu malutka figurka pojawiła się na najeździe i zaczęła zbliżać się do progu. Później ludzi opowiadali, że Luiro wyglądał, jakby miał nigdy nie wylądować. Około 125 metra jeszcze nieznacznie oddalił się od zeskoku. Wyglądało na to, że wyczekiwany przez niego wiatr uśmiechnął się do skoczka. Wylądował na 139 metrze, już na wyraźnym wypłaszczeniu. Głębokie telemark sprawił, że jego tylne kolano niemal dotknęło narty. Czekający od kwadransa tłum zareagował eksplozją radości. Ludzie przeskoczyli przez ogrodzenie i porwali rekordzistę w objęcia, a potem nosili na ramionach. Fin został bohaterem.

Żyj prędko, umieraj młodo - ta maksyma wielu bohaterów, była też losem Tauno Luiro. Nie na własne życzenie jednak, a z powodu wątłego zdrowia. Luiro był cukrzykiem i niemal przez całe życie brał zastrzyki insulinowe. Już gdy bił rekord świata w Oberstdorfie, widać było po nim trudy choroby. Z biegiem czasu coraz częściej podupadał na zdrowiu. W 1952 wystąpił jeszcze na Igrzyskach Olimpijskich w Oslo - bez sukcesu. W 1955 roku zachorował na gruźlicę i zmarł w październiku w wieku zaledwie 23 lat. Mówiono, że umierał szczęśliwy, bo wierzył, że jego rekord świata przetrwa wiecznie. Oczywiście nic nie trwa wiecznie. Jego rekord był jednak tak imponujący, że potrzeba było całej dekady, by ktoś go poprawił. Tym kimś był Jugosłowianin Jože Šlibar, który 24 lutego 1961 roku skoczył w Oberstdorfie 141 metrów. To już jednak zupełnie inna historia. A rekord Tauno Luiro jest rekordowy sam w sobie do dzisiaj. Bo żaden inny, ani wcześniej, ani później nie przetrwał tak długo. I być może pozostanie takim jeszcze przez wiele lat, bo świat wciąż chce bić nowe rekordy.

Tu mozna znaleźć filmik ilustrujący opisywane zawody w Oberstdorfie.