Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Dawid Kubacki poza składem na igrzyska. „Przyjmuję to na klatę”

Dawid Kubacki nie znalazł się w składzie reprezentacji Polski na igrzyska olimpijskie. Informacja została podana do publicznej wiadomości w trakcie kwalifikacji do konkursu indywidualnego w ramach mistrzostw świata w lotach narciarskich w Oberstdorfie.

Kubacki przeżył w ostatnich tygodniach prawdziwy rollercoaster. Jego droga prowadziła od startów w Pucharze Kontynentalnym pod koniec roku, przez systematyczną odbudowę formy, aż po moment, w którym zaczął być realnie wskazywany jako kandydat do olimpijskiego wyjazdu. Ostatecznie jednak biletu do Włoch nie dostał.

- Odbieram tę decyzję ze spokojem, przyjmuję to na klatę. Wiedziałem, jak wygląda sytuacja. Nie dałem trenerowi zbyt mocnych argumentów, by znaleźć się w składzie. Tak bywa - czasem człowiek się stara, a nie wychodzi. Pozostaje się skupić na dalszej pracy. Kiedyś to ja dostałem kredyt zaufania, pojechałem na igrzyska i wróciłem z medalem. Być może teraz ktoś inny tego kredytu potrzebował i dobrze go wykorzysta - zaznaczał, deklarując pełne wsparcie dla kolegów z kadry. - Będę im kibicował z całej siły i życzę, żeby wrócili z igrzysk z pięknymi wspomnieniami.

Sam Kubacki jest jednym z najlepszych przykładów na to, jak nieprzewidywalne potrafią być skoki narciarskie. Medal olimpijski można zdobyć nawet wtedy, gdy nie jest się w ścisłej czołówce klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

- W skokach wszystko jest możliwe. Czasami decyduje dyspozycja dnia, czasami jeden trening, jeden skok, coś nagle „zaskakuje” i działa, choć nikt do końca nie wie dlaczego. A bywa też odwrotnie - przestaje działać i również nie wiadomo czemu - tłumaczył. - Ja jestem teraz w takim momencie, że próbuję, robię wszystko, co trzeba, ale to jeszcze nie działa tak, jak powinno. Wiem jednak, co mam robić i na tym się skupiam. Póki co mamy tutaj jeszcze kilka dni latania - na tym chcę się skoncentrować.

Pierwsze sygnały dotyczące decyzji odnośnie olimpijskiego składu Kubacki oraz pozostali zawodnicy otrzymali już po Pucharze Świata w Zakopanem. 35-latek nie ukrywał frustracji i złości, jednak podkreślał, że pretensje ma wyłącznie do własnej dyspozycji.

- To ja finalnie swoimi skokami mogłem walczyć o to miejsce. Walka się nie powiodła - przyznał.

Zapytany o przyszłość i kolejne igrzyska za cztery lata, nie chciał składać deklaracji.

- To jeszcze bardzo daleka perspektywa. Na razie skupiam się na tym sezonie. Chęci do pracy mam, a co będzie dalej - zobaczymy - mówił.

Podkreślał przy tym, że współpraca w sztabie szkoleniowym układa się prawidłowo, a wszyscy pracują z myślą o jak najlepszym wyniku. Problemem nie jest brak zaangażowania, lecz brak tego jednego elementu, który sprawiłby, że wszystko zacznie działać automatycznie.

- Są tacy zawodnicy jak Domen, u których „zaskoczyło” ewidentnie. Nieważne, co zrobi na progu, i tak leci na sam dół. Ja też miałem w karierze taki moment. Teraz tego nie ma i muszę to po prostu wypracować - przyznał, dodając, iż ma świadomość błędu, który popełnia i ciągle pracuje nad jego wyeliminowaniem.

- Musiałem pracować nad tym, żeby nie „zabierać górą” z progu. Na mamucie to jest tym bardziej istotne. Traktuję to jako dodatkową motywację, by tego błędu nie popełniać.

Korespondencja z Oberstdorfu, Dominik Formela