Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Kamil Stoch o lataniu siłą woli w Oberstdorfie

Polscy kibice zadrżeli dziś oglądając kwalifikacyjny skok Kamila Stocha. Niewiele brakowało, a srebrnego medalisty sprzed ośmiu lat mogło by zabraknąć w rozpoczynajacych się jutro zawodach. Kamil skoczył 161,5 metra i zajął 37. miejsce. Ex-aequo z Witalijem Kaliniczenką.

- Fatalnie wyszedłem z progu. Zaraz po odbiciu zacisnąłem z całej siły zęby i myślałem "przelecę, przelecę za tę linę!". Wygląda na to, że awansowałem do konkursu trochę siłą woli. Nawet nie wiem, co tam się wydarzyło dziś na tym progu. Miałem dziś jasny plan. Ale było bardzo niestabilnie na najeździe. Skakanie było zbyt agresywne i musiałem czekać trochę nad bulą, żeby dostać trochę powietrza pod narty. A potem wytraciłem prędkość. W takich warunkach jak dziś trzeba było sobie dać szansę, a ja ją sobie dałem w bardzo znikomym stopniu - analizował swój skok Zębianin.

- Próbowaliśmy zrealizować plan, który miał wydobyć ze mnie to, co najlepsze. Skoki były na dobrym poziomie, ale brakowało świeżości, bo głowa była bardzo zmęczona po Turnieju Czterech Skoczni. Potrzebowałem chwili mentalnego odpoczynku. To jest mój główny problem. Ciało znajduje się w doskonałej dyspozycji, może najlepszej w całej karierze. Ale  system zarządzania trochę szwankował - stwierdził dwukrotny zdobywca pucharu świata.

Wśród pytań dziennikarzy nie mogło zabraknąc tego o powołania na Igrzyska Olimpijskie.

- Wierzcie mi - tak po prostu pojechać na Igrzyska, to nie był mój cel. Oczywiście, bycie Olimpijczykiem jest ważne. Ale moim celem zawsze było i nadal jest bycie najlepszym. Oddawanie najlepszych skoków, na jakie mnie stać. A w dalszym ciągu wiem, wierzę i czuję, że stać mnie na dużo więcej, niż to pokazuję. To, że pojadę, oznacza, że sam sobie dam szansę.  Będę miał możliwość dokonania czegoś. A jak już będę, to postaram się to zrobić najlepiej, jak potrafię. Ale na razie jestem tutaj. Przede mną kilka intensywnych dni i na razie to tutaj chcę pokazać, że jeszcze coś potrafię - przekonywał mistrz świata i olimpijski. Jednak kalendarz nie kłamie, czas upływa, powołania na włoski czempionta wyraźnie już pokazują głęboką zmianę pokoleniową w polskich skokach.

- To się dzieje nieubłaganie. Skoki ewoluują. Świat się zmienia, my się zmieniamy, starzejemy się, inni dojrzewają. Tak już jest w życiu. Czy ja się czuje na swoje lata? Nie, absolutnie. No może czasem rano, jak łamie w krzyżu (śmiech) Czuję się doskonale. Trzeba robić swoje - powiedział z przekonaniem Kamil Stoch.

- Czy na Igrzyska jadę walczyć o medal? Ja zawsze jadę walczyć o najwyższe cele. Wiadomo, że nie zawsze się da. Ale trzeba wierzyć.  Ale trzeba próbować. Inaczej po co jechać? W sporcie wszystko jest możliwe - ocenił Kamil. Na zakończenie pytan powrócono jeszcze do spraw aktualnych, czyli mistrzostw świata w lotach.

- Warto było walczyć o to, żeby tu być. A jak już tu jestem, to spróbuję spisać się najlepiej, jak to możliwe. Loty zawsze dają duży zastrzyk adrenaliny.  A już każdy skok poza 200 metrów to już jest super sprawa. Skoda, że nie możecie tego poczuć. Chciałbym, żebyście tego doświadczyli. Pewnie byście mogli skoczyć tutaj dwa razy - pierwszy i ostatni - żartował Kamil z dziennikarzami, wzbudzając salwy śmiechu. 

- Jadąc tu, rozmawiałem z Klemensem Joniakiem. Mówiłem, że mu zazdroszczę, że on po raz pierwszy w życiu poczuje, jak to jest. To jest trochę takie uczucie, jak wtedy, gdy polecasz komuś świetną książkę i widzisz, jak zabiera się do czytania. Ty już znasz zakończenie, a on dopiero poznaje tę historię. No i sam się przekonał, że latanie jest super. Ja też tak jak Klemens Joniak,  debiutowałem na mamucie na mistrzostwach świata w lotach. Ale uwierzcie mi, jak pierwszy raz się siada na belce mamuta, to człowiek zapomina, czy to są treningi czy zawody, czy jeszcze co innego. To po prostu robi ogromne wrażenie. Ja byłem - ujmijmy to poetycko - mocno podekscytowany. Ale na lotach wszystko czuje się ze zdwojoną siłą - zakończył nasz skoczek.

Korespondencja z Oberstdorfu, Dominik Formela