Strona główna • Kobiece Skoki Narciarskie

Między palmami a śniegiem. Singapurska droga Caroline Chor

Nazywany „klejnotem Azji”, Singapur należy do najmniejszych, a zarazem najbogatszych państw świata. Słynie z kontrastu między zabytkowymi świątyniami a futurystycznymi drapaczami chmur oraz z imponującej długości życia swoich mieszkańców. Z pewnością nie jest jednak miejscem, które kojarzy się ze sportami zimowymi — choć być może kiedyś się to zmieni.

W całych dziejach kraju tylko jedna zawodniczka reprezentowała Singapur na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich. W 2018 roku w Pjongczangu wystąpiła Cheyenne Goh, specjalistka short tracku, multimedalistka Igrzysk Azji Południowo-Wschodniej. Już jako czterolatka wyjechała z rodzicami do Kanady, gdzie po raz pierwszy stanęła na łyżwach i rozpoczęła drogę, która zaprowadziła ją na olimpijską taflę.

Podobną ścieżką podąża dziś Caroline Chor — mieszkająca i trenująca w Stanach Zjednoczonych skoczkini narciarska. Zawodniczka klubu Ford Sayre Ski Club w New Hampshire po raz pierwszy szerzej dała o sobie znać w październiku ubiegłego roku, zdobywając srebrny i brązowy medal podczas mistrzostw USA w Lake Placid. W połowie grudnia zadebiutowała na arenie międzynarodowej, startując w zawodach Pucharu Interkontynentalnego w norweskim Notodden.

– Skoki w Notodden były jednymi z pierwszych, jakie oddałam na śniegu w tym sezonie. Wciąż miałam problemy z techniką, dlatego biorąc pod uwagę te okoliczności, jestem zadowolona z punktu, który zdobyłam – mówi Caroline. Obecnie dzieli swoją sportową pasję pomiędzy skoki narciarskie i kombinację norweską i zamierza nadal rozwijać się równolegle w obu dyscyplinach.

Chor urodziła się w 2010 roku. Dorastała w Singapurze, do którego co roku wraca, by odwiedzić rodzinę, jednak dziś to Stany Zjednoczone uważa za swój prawdziwy dom.

– Przeprowadziliśmy się do USA siedem lat temu, ponieważ mój tata podjął tam pracę. Najpierw zaczęłam jeździć na nartach, a później skakać. Ogromną rolę w moim rozwoju odegrała mama — to ona zapisała mnie do klubu, gdy dowiedziała się, że działa tam sekcja skoków narciarskich – wspomina zawodniczka.

Historia Caroline Chor to kolejny dowód na to, że geografia nie musi wyznaczać granic sportowych ambicji. W kraju, gdzie przez cały rok panuje tropikalny upał, rodzą się marzenia o śniegu, lodzie i dalekich skoczniach. Singapur, niekojarzony dotąd z zimowymi arenami, zaczyna zapisywać nowe, nieoczywiste karty swojej sportowej historii.