Trener Maciusiak po piątku na MŚ w lotach: „Zdania nie zmieniam, na igrzyskach będziemy walczyć o medale”
Po bardzo słabym piątku Polaków na mistrzostwach świata w lotach narciarskich w Oberstdorfie trener kadry A Maciej Maciusiak nie owijał w bawełnę. Już po piątkowych treningach i kwalifikacjach było jasne, że w rywalizacji na mamuciej skoczni będzie wyjątkowo trudno.
- Poszło bardzo kiepsko, oczywiście. Widzieliśmy już po wczorajszych treningach i kwalifikacjach, że będzie ciężko. Bez pewności siebie na mamucie praktycznie nie da się „wycinać” błędów. Na dużej skoczni - owszem, wielu zawodników potrafi to zrobić. Na skoczni do lotów narciarskich jest to dużo trudniejsze - tłumaczył.
Wskazywał przede wszystkim na problemy w locie, które uwidoczniły się u zawodników.
- Widzieliśmy, jak męczyli się w powietrzu, szczególnie Dawid, który nie jest specjalistą od lotów. Na progu były drobne korekty, wyglądało to znacznie lepiej, podobnie u Kamila. Brakuje prędkości w locie. A to jest po prostu inny świat niż normalne skoki na dużych obiektach.
W tym tle wyróżnił Piotra Żyłę, który jako jedyny utrzymał względnie stabilny poziom i pozostał w grze, plasując się na 16. miejscu na półmetku rywalizacji.
- Z postawy Piotrka jestem zadowolony, zwłaszcza z drugiego skoku. W bardzo kiepskich warunkach skoczył normalnie, po „Piotrkowemu”. To był wreszcie pierwszy skok, w którym nie przyciął tej pierwszej fazy i odleciał, choć do najlepszych jeszcze brakuje.
Czy da się to pozbierać na konkurs drużynowy? Maciusiak był przekonany, że tak - choć zastrzegał, że w takich realiach nie ma drogi na skróty.
- Oczywiście. Dzisiaj zaczynamy od nowa. Jutro rozruch, analiza i będziemy próbowali poskładać to najlepiej, jak się da.
Plan dla tych, którzy nie startują w sobotę, ma być prosty: regeneracja i przygotowanie pod niedzielną drużynówkę.
- W sobotę rano mała aktywacja, analiza i przygotowanie już pod konkurs niedzielny. To wszystko daje im w kość. Widzicie, sportowa złość jest, ale oni są przygnębieni i tej regeneracji potrzebują. Napięcie w nich buzuje, więc trzeba się wyciszyć i podejść spokojnie do drużynówki, żeby dać z siebie wszystko i powalczyć o jak najlepsze miejsce.
W rozmowie po piątkowej rywalizacji na Heini-Klopfer-Skiflugschanze wrócił też temat składu na igrzyska. Trener przyznał, że decyzja była bardzo trudna, ale - jak podkreślał - została omówiona z zawodnikami.
- Zrobiliśmy spotkanie zaraz po Zakopanem: sztab, zawodnicy. To była bardzo trudna decyzja, zdawałem sobie z tego sprawę od początku. Porozmawiałem z każdym - także z tymi, którzy nie zostali nominowani: z Piotrkiem, Dawidem i Maćkiem. Wszyscy to zaakceptowali. Walczymy dalej.
Mówił też wprost, że wybór - choć odważny i obarczony ryzykiem - ma według niego sens sportowy.
- To jest ryzyko. Zdania nie zmieniam - pojedziemy tam dobrze przygotowani i będziemy walczyć o medale.
Zapytany, dlaczego w tej układance znalazło się miejsce dla Pawła Wąska, odpowiedział, iż każdy wybór można kwestionować.
- Poza Kacprem Tomasiakiem właściwie o każdego można pytać. Ale jestem święcie przekonany, że to najlepsza opcja. Paweł od Turnieju Czterech Skoczni idzie do góry, w Zakopanem wrócił do przyzwoitych skoków, ma rozpisany praktycznie każdy dzień i pełen fokus na igrzyska. Myślę, że najlepszą wersję Pawła zobaczymy właśnie podczas igrzysk.
Maciusiak nie ukrywał irytacji tym, co po decyzji przetoczyło się w sieci.
- Zawsze będzie dyskusja. Siedząc w domu i patrząc na internet... jest tyle kłamstwa, hejtu i dopisywania teorii, że to nie przystoi. Wielkie dzięki dla Maćka i Dawida, bo też musieli odpowiadać na różne pytania. Zostało to w tajemnicy, tak jak prosiłem. Nad nami jest zarząd, to mogło się jeszcze zmienić. Wszyscy to uszanowali. A czytając niektóre głosy... to jest śmiech przez łzy. To jest po prostu ohydne.
Zauważył też rzecz ważną: zawodnicy w tych rozmowach nie przerzucali odpowiedzialności na sztab.
- Nikt nie powiedział, że sztab zawalił, że sprzęt jest zły. Każdy wie, ile tej pracy jest wykonanej. Dobrej pracy. Ale tracimy dużo. I widać, że wszyscy lecimy wolno w locie. Pewne domysły są.
Dopytywany o przyczyny, nie chciał wchodzić w szczegóły.
- Nie będziemy teraz rozmawiać o kwestiach sprzętowych. Jest ciężko. Mamy też coś nowego, przetestowanego. Miejmy nadzieję, że ta karta podczas igrzysk się odwróci.
Trener potwierdził, że olimpijska trójka nie pojedzie na Puchar Świata do Willingen. On sam również zostaje w kraju i będzie pracował z zawodnikami. Wyjazd na igrzyska zaplanowano na początek lutego.
- Zostajemy w domu. Ja pojadę dzień wcześniej z kierownikiem, żeby wszystko ogarnąć. Zawodnicy wyjeżdżają 4 lutego.
Na koniec - wątek sprzętowy, który może jeszcze wracać w dyskusjach: nowy materiał na kombinezony dla reprezentacji Polski dopuszczony tuż przed igrzyskami.
- Dopiero dowiedziałem się, że tak się nazywa: „Black 2.0”. Materiał jest. Fajnie, że wreszcie został dopuszczony, choć nie wiem, dlaczego to zostało opublikowane teraz.
Korespondencja z Oberstdorfu, Dominik Formela