Strona główna • Słoweńskie Skoki Narciarskie

Kuriozalna sytuacja w Oberstdorfie. Słoweńcy bez szans na walkę o medal MŚwL

Do skandalicznej sytuacji doszło podczas drużynowej rywalizacji mistrzostw świata w lotach narciarskich w Oberstdorfie. Domen Prevc nie został dopuszczony do startu po tym, jak jego narty... same zjechały z rozbiegu tuż przed próbą Mariusa Lindvika. Według relacji ze skoczni, sprzęt Słoweńca najprawdopodobniej został strącony przez osobę trzecią.

Prevc nie oddał skoku w pierwszej rundzie - sędziowie nie dopuścili go do ustawienia się na belce poza kolejnością startu. W efekcie Słowenia po pierwszej serii drużynówki zajmuje dopiero 8. miejsce, mając zaliczone tylko trzy z czterech skoków, co w praktyce przekreśla jej medalowe szanse już na półmetku rywalizacji.

Sprawa wywołała ogromne poruszenie w środowisku skoków narciarskich, zwłaszcza że mówimy o aktualnym mistrzu świata w lotach i liderze słoweńskiej kadry.

Sytuację jednoznacznie skomentował na portalu X słoweński skoczek, Ziga Jelar. -  Bardzo brzydko. Nie wiem dokładnie, jak do tego doszło, ale to było brzydkie... To nie jest dobre dla sportu i kropka - stwierdził.

Na ten moment nie ma oficjalnego komunikatu FIS wyjaśniającego okoliczności incydentu ani informacji, czy sprawa będzie dalej analizowana.

[Aktualizacja - 17:20] Nowe informacje w sprawie zamieszania z udziałem Domena Prevca podczas konkursu drużynowego MŚ w lotach w Oberstdorfie przekazał reporter TVN, Mateusz Kędzierski. Jak wynika z jego relacji, Słoweniec przechodził kontrolę sprzętu na górze skoczni, najprawdopodobniej dotyczącą kombinezonu. W tym czasie nieprawidłowo ustawił narty, których nie zabezpieczył - po chwili samoczynnie zjechały z rozbiegu. Jadąc w dół, uderzyły w narty Mariusa Lindvika, oczekującego na swoją pierwszą konkursową próbę na belce startowej. Kluczowa informacja jest jednak taka, że Domen Prevc nie został zdyskwalifikowany. Sytuacja nie została zakwalifikowana jako naruszenie przepisów skutkujące wykluczeniem z całego konkursu. Słoweniec wystąpi w drugiej serii, a jego drużyna zachowuje komplet zawodników do dalszej rywalizacji - jednak już bez szans na walkę o najwyższe pozycje.

Marius Lindvik w rozmowie z Mateuszem Kędzierskim opisał kulisy całego zajścia z perspektywy zawodnika, który znalazł się w samym jego centrum.

- Siedziałem na belce gotowy do skoku. Nagle sporo osób zaczęło krzyczeć. Poczułem chwilę później uderzenie w buty i wiedziałem, że nie oddam skoku. Zostałem poproszony o zejście z belki i dopiero potem mogłem oddać swoją próbę. Zdenerwowałem się, ale udało mi się opanować emocje - przyznał Norweg.