Strona główna • Słoweńskie Skoki Narciarskie

Dyrektor reprezentacji Słowenii zapowiada kolejny protest. "To nienormalne"

Wielki skandal związany z nartami Domena Prevca jeszcze się nie skończył. Słoweński Związek Narciarski uważa, że ekipa skoczków została skrzywdzona i ustami dyrektora reprezentacji - Gorazda Pogorelčnika - zapowiada złożenie w poniedziałek kolejnego protestu.

Przypomnijmy, co zaszło podczas niedzielnych zawodów: Narty mistrza świata w lotach samotnie zjechały po rozbiegu skoczni przed występem Mariusa Lindvika. Sztab trenerski Słowenii śpieszył się, aby dostarczyć swojemu zawodnikowi nowe deski. Ostatecznie Prevc otrzymał narty tuż po zakończeniu pierwszej serii i Hubert Mathis z FIS nie dopuścił już lidera Pucharu Świata do startu. W efekcie Słowenia zakończyła pierwszą serię na ósmej pozycji.

Dyrektor słoweńskiej kadry skoczków, Gorazd Pogorelčnik, uważa, że jego ekipa została skrzywdzona taką decyzją, gdyż Domen Prevc nie był winny tego incydentu.

- Złożyliśmy protest do jury po pierwszej serii. Dowiedzieliśmy się od polskiego przedskoczka, (być może chodzi o Wiktora Fickowskiego, który relacjonował dla nas incydent w innym artykule - przyp. aut.) że ktoś z wolontariuszy potrącił narty Domena. Jury po pięciu lub dziesięciu minutach podjęło decyzję, że Domen nie może skakać. To całkiem niezwykłe, nienormalne, niewiarygodne. Całkowiecie się z tym nie zgadzamy i jutro złożymy do FIS kolejny protest. Z całą pewnością. Nie odpuścimy - zapowiada Słoweniec.

Pogorelčnik rozwiał też wątpliwości dotyczące tego, z jakiego powodu tuż przed samym startem drugiej serii przygotowujący się do skoku Timi Zajc został odwołany do pomieszczenia dla skoczków, a następnie pojawił się komunikat, że Słowenia nie wystartuje w drugiej serii. Po krótkiej chwili jednak pojawił się komunikat, że Słoweńcy będą rywalizować. 

- To była nasza decyzja. Nie byliśmy pewni, czy wystąpimy. Biliśmy się z myślami. Najpierw chcieliśmy się wycofać, ale potem obgadaliśmy to jeszcze raz wszyscy wspólnie. I ostatecznie ustaliliśmy, że  jednak będziemy skakać - wyjaśnił Pogorelčnik.

Korespondencja z Oberstdorfu, Dominik Formela