Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Słaby występ Zniszczoła na MŚwL w Oberstdorfie. „Chciałem dobrze”

Aleksander Zniszczoł zakończył mistrzostwa świata w lotach narciarskich w Oberstdorfie nieudanym występem w konkursie drużynowym. 175 i 138-metrowe loty nie pomogły reprezentacji Polski w walce o czołowe lokaty zmagań zespołowych. 31-latek po konkursie wydawał się być kompletnie pogubiony.

Zniszczoł był jedną z osób, która znajdowała się blisko zamieszania związanego z początkową rezygnacją z rywalizacji reprezentacji Słowenii po aferze z nartami Domena Prevca. Sam jednak przyznał, że nie wiedział dokładnie, co działo się na górze.

- Niczego nie wiedziałem. Słoweniec zapinał narty, po nim ja miałem ruszać. Nie mam pojęcia, co się tam wydarzyło - mówił bezradnie.

Z jego perspektywy wyglądało to równie absurdalnie, jak dla obserwatorów przed telewizorami. Trudno było mówić o pełnej gotowości do skoku.

- Z mojej strony wyglądało to tak samo. Sypało na mnie od piętnastu minut i tyle. Nie powinno się tak dziać.

Podopieczny trenera Macieja Maciusiaka starał się jednak wziąć odpowiedzialność za wynik na siebie.

- Tak, to był słaby dzień. Chciałem dobrze - powiedział.

Niedzielna próba finałowa w wykonaniu Zniszczoła była bardzo zła. W gruncie rzeczy, 138-metrowy skok trudno nazwać lotem narciarskim.

- A to pomyśl sobie, co ja mam myśleć - rzucił krótko, gdy padło porównanie. Polak dodał, że spróbował zaryzykować, ale to się nie opłaciło. - Poszedłem całym sobą do przodu, żeby skoczyć jak najdalej, ale się nie udało.

W tle całego występu przewija się jednak coś więcej niż tylko problemy na progu czy w powietrzu. Zniszczoł nie uciekał od tematu presji z zewnątrz - szczególnie tej, która narasta w mediach społecznościowych. Kolejne komentarze, reakcje - przyznał, że to wszystko do niego dociera.

- Co mam powiedzieć? Mam tego nie czuć? Ma to na mnie nie wpływać? No pewnie, że wpływa. Tyle.

Znalezienie się w błędnym kole, z którego trudno się wydostać, jest problematyczne. Zawodnika obronić mogą jedynie sportowe wyniki. W teorii to dość proste - w praktyce jednak znacznie trudniejsze.

- No tak, to jest jedyna moja broń. Czego nie powiem, to wszystko obraca się przeciwko mnie. Więc przyjąłem taktykę: lepiej nic nie mówić.

Sezon jednak się nie kończy - przed skoczkami jeszcze sporo konkursów.

- Tak - kawał zimy przed nami. Jeśli chodzi o loty w Oberstdorfie, to każdy skok wyglądał źle, oprócz pierwszego. A potem było już gorzej. Trzeba wrócić do domu i zapomnieć o tym. To już było, tego nie zmienię. Jedziemy dalej.

Zniszczoł, uznawany za dobrze radzącego sobie na obiektach do lotów, nie ucieka też od brutalnej prawdy o skokach narciarskich. Tu nie ma niczego „za darmo”, nie ma automatyzmu, że ktoś jest lotnikiem i na pewno dobrze sobie poradzi.

- Nie. Tu kompletnie nic nie działało. Próbowałem na różne sposoby - nic nie działa.

Gdy forma jest daleka od optymalnej, a do tego dochodzą nieprzewidziane sytuacje, trudno o zachowanie odpowiedniej koncentracji.

- Jak wiesz, że jesteś w trudnej sytuacji, że nie skaczesz dobrze, zastanawiasz się, co masz zrobić. A potem przychodzą takie momenty, że jesteś w pełnym skupieniu, wszystko wydaje się być poukładane w głowie. I nagle: jedzie czy nie jedzie? Mam skakać czy nie mam skakać? Wtedy głowa jest już w innym miejscu - podsumował.

Korespondencja z Oberstdorfu, Dominik Formela