Kubacki najrówniejszym z Polaków w piątek w Willingen. „Brakowało mi tego od dłuższego czasu”
Podczas pierwszego dnia rywalizacji w Willingen reprezentanci Polski brali udział wyłącznie w oficjalnych treningach, w których z najlepszej strony pokazał się Dawid Kubacki. Ze względu na brak Polek nasza drużyna nie wystartowała w konkursie drużyn mieszanych, ale dwie oficjalne serie treningowe na Muehlenkopfschanze pozwoliły zebrać cenne wnioski. Szczególnie w kontekście silnego wiatru, który - jak zazwyczaj w Willingen - znów był jednym z głównych bohaterów dnia.
Przy podmuchach dochodzących nawet do siedmiu metrów na sekundę zawody mogłyby się w wielu miejscach nie odbyć. W Willingen jednak dało się skakać, co Dawid Kubacki podkreślał już po zakończeniu treningów.
- Można by sobie wyobrazić, żeby szło jeszcze sprawniej, ale rzeczywiście ta skocznia jest pod tym względem specyficzna. Myślę, że to też kwestia doświadczenia organizatorów, którzy wiedzą, przy jakich warunkach da się tu skakać. Takie sytuacje zdarzały się tu nieraz. Wiatr był dość mocny, czasami przeszkadzał, czasami pomagał, ale fajnie, że udało się te treningowe skoki oddać. Z tego co słyszałem, jutro ma wiać lżej, więc może będzie łatwiej.
Pod względem sportowym Kubacki może być zadowolony. Serie treningowe zakończył na 9. i 12. miejscu, co - biorąc pod uwagę warunki - uznał za pozytywny sygnał.
- To był bardzo fajny dzień na skoczni. Od pierwszego skoku wyglądało to całkiem przyzwoicie. Trochę to przeanalizowaliśmy i jest fajna wizja tego, co chcę robić na progu. Od pierwszego skoku to zadziałało. Wiadomo, że wiatr też pomagał, ale bez poparcia tego na progu samo nic nie uleci. Pod tym kątem mogę być zadowolony. To dopiero pierwszy krok, ale od razu przyniósł efekt - brakowało mi tego od dłuższego czasu.
Kilka dni wcześniej sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Podczas lotów narciarskich w Oberstdorfie 35-latek wyraźnie się męczył - skoki nie napawały optymizmem, a faza lotu była daleka od ideału. W Willingen obraz zmienił się diametralnie.
- Różnica jak zwykle jest na progu. Są zawodnicy, którzy skoczyli tu dalej niż na mamucie - śmiech śmiechem, ale to prawda, to jest taki mały mamut. Przy takim wietrze pod narty można tu naprawdę daleko polecieć. Ale baza jest ta sama, czyli to, co robisz na progu. Zrobiłem krok naprzód i dlatego to zupełnie inaczej wygląda. Co ciekawe, dla mnie te dzisiejsze skoki w odczuciu były totalnie „dzikie”, miałem wrażenie, że jadę na prostych kolanach. A był efekt - i o to chodzi.
Sama Muehlenkopfschanze robi na zawodnikach inne wrażenie niż z perspektywy trybun.
- Dziś było trochę mgliście, więc niewiele było widać, ale ta skocznia ma bardzo specyficzne przełamanie za punktem HS. Spad nie wypłaszcza się tu tak szybko, nie ma przeciwstoku. Wizualnie odnosi się wrażenie, że można tu lecieć dużo dalej niż na innych obiektach. Pamiętam ponad 160-metrowy lot Timiego Zajca sprzed 3 lat - to było coś naprawdę spektakularnego. Dziś też mieliśmy próby w okolicach 150 metrów i da się je normalnie wylądować, podczas gdy na większości skoczni to byłoby już zdecydowanie za daleko.
Willingen to również dość specyficzny, „oldschoolowy” klimat - trybuny, muzyka, brak siatek przeciwwietrznych, a w tym roku... brak wyciągu. Zawodnicy na górę docierają w dość nietypowy sposób.
- To są takie typowe robocze wozy. Jest paka, na pace rury kanalizacyjne, do których wkłada się narty. Pakujemy się i jedziemy do roboty - śmieje się Kubacki.
Na koniec pojawia się pytanie o dalszą część sezonu. Dla Kubackiego temat igrzysk olimpijskich jest już zamknięty - teraz liczy się tylko to, co przed nim.
- Myślę, że można mówić o nowym etapie. Ten temat igrzysk był takim odcięciem - wiemy, że tam się nie wybierzemy. Ale z drugiej strony od początku sezonu każdy skupiał się na swojej robocie i walczył, żeby skoki wyglądały jak trzeba. Do tej pory nie zawsze się to udawało. Teraz pracujemy dalej i wierzę, że do końca sezonu mogę jeszcze pokazać fajne skoki. Trzeba po prostu cały czas być skoncentrowanym na robocie.
Korespondencja z Willingen, Dominik Formela