Trener Topór zadowolony po treningach w Willingen. „Można wyciągnąć dużo pozytywów”
W Willingen reprezentacja Polski pojawiła się wraz z trenerem kadry B, Wojciechem Toporem, który dość szybko powrócił do Pucharu Świata. Przywitanie z Muehlenkopfschanze nie należało jednak do najłatwiejszych. Oficjalna sesja treningowa długo stała pod znakiem zapytania - wiatr i mgła sprawiły, że nie było oczywiste, czy wszystko odbędzie się zgodnie z planem. Ostatecznie do skutku doszedł jeden trening pań, oba treningi panów oraz zmagania drużyn mieszanych, który skrócono do jednej serii konkursowej.
- Podczas treningu mężczyzn mgła nie była jakaś dramatyczna, ale faktycznie wiało i to dość mocno. Natomiast podczas 80-90% całego treningu był to w miarę stały wiatr pod narty. Stąd niska belka i niskie prędkości. Były momenty, że nie było wiadomo, czy zaczniemy, a jak już ruszyliśmy, to przez chwilę byłem przekonany, że skończy się na jednej serii. Na szczęście udało się skoczyć dwa razy - przyznał szkoleniowiec polskiego zaplecza.
Charakterystyka treningu była typowa dla Willingen - niskie prędkości najazdowe oraz bardzo mocny wiatr pod narty, chwilami przekraczający siedem metrów na sekundę na buli.
- Jak ktoś trafił fajne warunki, to mógł naprawdę fajnie odlecieć. Ale te 10-20% skoków było przy gorszym wietrze i przy takiej niskiej prędkości trudno było coś zrobić. Stąd też widzieliśmy próby w okolicach 100 metrów.
Mimo siły wiatru trening - zdaniem trenera - nie był niebezpieczny.
- Było w porządku. Niektórzy trenerzy trzymali flagi tak, żeby nie było widać, że wieje, ale wszyscy dobrze wiedzieli, jakie są warunki. Wiatr był przyjemny, stabilny.
Choć Polacy nie startowali w konkursie drużyn mieszanych z uwagi na nieobecność naszych skoczkiń, dzień nie był wolny od pracy.
- Teraz idziemy sobie troszkę przerzucić parę ciężarów. Oczywiście nie dużo, bo jutro zawody, ale robimy taką lekką aktywację.
Przy tych warunkach liczba oddanych skoków była wystarczająca.
- Nawet jeden skok by wystarczył przy tak doświadczonych zawodnikach. Jutro mogliby iść praktycznie w ciemno. Bardziej te dwa skoki przydały się Klimkowi Joniakowi.
Jeśli chodzi o jakość prób, trener Topór zwraca uwagę, że same miejsca w tabeli niewiele mówią. Ocenia dość konkretnie to, jak spisali się Biało-Czerwoni w swoich premierowych próbach na obiekcie HS147.
- Idąc po kolei: Olek Zniszczoł - pierwszy skok bardzo fajny, super technicznie. Trochę brakowało jeszcze prędkości na progu, ale bardzo solidna próba. Klemens Joniak - skok raczej zapoznawczy, zabrakło dopchnięcia z nogi, słabsza próba. Dawid Kubacki - bardzo fajny skok, jeden z lepszych u niego. Nadał dobrą rotację tuż po wyjściu z progu i miał z czego odlecieć. Za to Maciej Kot oddał słabą próbę, spóźnioną - bez dopchnięcia, bez rotacji. Piotrek Żyła za to spisał się bardzo dobrze.
W drugiej serii u wszystkich pojawiły się drobne błędy.
- Jedni popełnili je na progu, inni w powietrzu. Dawid na przykład dobrze wyszedł z progu, ale w powietrzu trochę przesadził, musiał czekać, leciał „na raty”. Mimo wszystko naprawdę dużo pozytywów można było dziś wyciągnąć.
Trener odnosi się też do nastrojów w grupie - zawodników, którzy nie jadą na igrzyska i mają za sobą trudne mistrzostwa świata.
- My się skupiamy na tym, żeby eliminować błędy i poprawiać technikę. Metry przyjdą same, jak technika będzie na właściwym miejscu. Wiadomo - niektórych decyzja dotycząca składu na igrzyska musiała zaboleć, bo są ambitni. Gdyby nie bolała, byłoby to wręcz dziwne. Ale to już przeszłość. Z tą decyzją się pogodzili i dalej jest gdzie walczyć i gdzie się pokazać. I to robimy.
Korespondencja z Willingen, Dominik Formela