Trener Topór dosadnie o sobocie Polaków w Willingen. „Wyglądało to fatalnie”
Sobota w Willingen nie była udana dla polskich skoczków. Tylko trzy punkty zebrane do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata i zaledwie jeden zawodnik w drugiej serii to rezultat odległy od oczekiwań. Obecny z naszą ekipą w Hesji trener kadry B Wojciech Topór nie uciekał od mocnych słów i nie próbował pudrować rzeczywistości.
- Może zacznę z przekorą i pochwalę Olka Zniszczoła, bo jego występ można ocenić na plus. Pierwsze punkty w Pucharze Świata po bardzo ciężkim sezonie dla niego. Szkoda drugiego skoku, bo mógł jeszcze coś nadrobić, ale był już wyraźnie gorszy i stracił. Natomiast jeśli chodzi o pozostałych - naprawdę nie wiem, co powiedzieć. Było ciężko. Raz - błędy, dwa - warunki były, jakie były. Wyglądało to fatalnie - przyznał bez ogródek.
Zniszczoł po pierwszej serii był w czołowej dwudziestce i pokazał, że nawet w chaosie pogodowym da się oddać solidny skok. Pozostali Biało-Czerwoni nie podołali wymagającym warunkom. Szczególnie wymowna była próba Piotra Żyły zakończona na 85. metrze. Tutaj na oddanie optymalnej próby nie pozwolił wiatr.
- Strzałki na wiatromierzu wtedy pokazywały wszystko i nic. Jedna odbijała się od drugiej, nikt nie wiedział, w którą stronę to właściwie wieje - opisywał Topór.
Jednocześnie zaznaczał, że choć warunki były ekstremalnie trudne, nie mogą być jedynym wytłumaczeniem.
- Rozumiem FIS i organizatorów. Gdyby chcieli wszystkich puścić w idealnie równych warunkach, to może do wieczora skoczyłoby dziesięciu zawodników. Konkurs był ciężki dla wszystkich, „wycinało” też bardzo dobrych skoczków. Natomiast Olek pokazał, że mimo tego da się oddać przyzwoity skok.
Jeszcze przed rywalizacją wydawałoby się, że pomimo pogodowej loterii Polacy mają realne szanse na zajęcie wyższych lokat. Zdaniem szkoleniowca piątkowe treningi dawały powody do umiarkowanego optymizmu.
- Piotrek Żyła i Dawid Kubacki pokazali się w treningach z dobrej strony. Klimek Joniak miał jeden niezły skok. Maciek Kot męczy się tu od początku, to fakt, ale Piotrek i Dawid naprawdę skakali solidnie. Tego bym sobie życzył jutro - by powtórzyli te piątkowych skoków, bo one wyglądały naprawdę dobrze.
Szczególnie bolało to w kontekście Żyły, który dzień wcześniej potrafił być w oficjalnej serii treningowej w czołowej piątce udowadniając, że potrafi wykorzystać sprzyjające warunki.
- Żeby było jasne - to nie jest tak, że wszystko było przez warunki. Dało się skoczyć. Po prostu wkradły się błędy, których nie chcieliśmy. Wyciągniemy wnioski i jutro zrobimy to tak, jak należy.
Najwięcej znaków zapytania dotyczy Macieja Kota. Za nim trudny okres - przegrana walka o igrzyska, rywalizacja o miejsce w składzie na mistrzostwach świata w lotach, do tego choroba w Sapporo. Wydaje się, że w krótkim czasie nawarstwiło się wiele problemów, które sprawiają, że trudno zachować mu mentalny spokój.
- To na pewno odbiło się na jego przygotowaniu i na tym, co teraz pokazuje. Do tego te warunki w Willingen nie są pod niego. Tu jest bardzo mocno pod narty zaraz za progiem i próbujemy na tej skoczni trochę zmienić technikę. Na razie nam to nie wychodzi - dostaje zbyt mocny strzał, cały skok jest wyhamowany i traci wszystko już na progu - tłumaczył Topór.
Na koniec rozmowy nie mogło zabraknąć pytania o bohatera weekendu - Domena Prevca i jego bliski rekordu skoczni, 155-metrowy lot.
- To jest talent pierwszej klasy, wszyscy to wiemy od dawna. Teraz wszystko „połapał”. Do tego widać, że solidnie leży na nim kombinezon - ale przechodzi kontrolę, daje radę. Do tego to lotnik, który gdy dostanie wiatr - nawet taki, który przychodzi nie wiadomo skąd i kiedy - potrafi wykorzystać go w stu procentach - podsumował Topór.
Korespondencja z Willingen, Dominik Formela