„Sam nie wiem, co mam powiedzieć" – Klemens Joniak po nieudanej sobocie w Willingen
Sobotnie zawody Pucharu Świata w Willingen nie były udane dla Klemensa Joniaka. 20-letni reprezentant Polski, który niedawno zdobył swój premierowy punkt zimowego cyklu w karierze, zajął na skoczni Mühlenkopfschanze dopiero 48. miejsce – przedostatnie spośród wszystkich sklasyfikowanych zawodników.
W rozgrywanych kilka godzin przed sobotnimi zawodami kwalifikacjach Joniak oddał skok na odległość 126 metrów, dzięki któremu zajął 41. lokatę i awansował po raz trzeci w karierze do konkursu PŚ. W pierwszej serii ocenianej spisał się jednak znacznie słabiej, lądując na 103. metrze. Wynik ten sprawił, że Zakopiańczyk zakończył całe zmagania w Willingen na 48. pozycji.
– Sam nie wiem, co mam powiedzieć, bo skok na progu na pewno wydawał mi się dzisiaj najlepszy. No, i także według mojego czucia, na pewno nie był to skok na 103 metry. Ale trzeba to niestety dzisiaj przełknąć, i jutro będziemy walczyć dalej – ocenił swój występ w sobotnim konkursie Joniak.
W rozmowie z naszym portalem reprezentant Polski przyznał również, że wraz ze sztabem trenerskim wiedział po piątkowych treningach w Willingen, nad czym należy pracować: – Dzisiaj, a także wczoraj trenowaliśmy imitację i tam wyglądało to naprawdę dobrze. No, a dzisiaj warunki na skoczni niestety nie pozwoliły pokazać poziomu sportowego. I myślę, że nie tylko po nas było to widać, ale też po wszystkich zawodnikach.
W ostatnich dniach zawodnik LKS-u Poroniec Poronin uczestniczył w seriach treningowych przed mistrzostwami świata w lotach w Oberstdorfie, oddając pierwsze w życiu skoki na takim obiekcie. Ostatecznie nie znalazł się jednak w kadrze, która rywalizowała w dalszej części światowego czempionatu. Został z kolei oddelegowany do zespołu, który startował w zawodach Pucharu Kontynentalnego na normalnej skoczni w austriackim Eisenerz. Czy przestawienie się z obiektu do lotów na normalną, a później dużą skocznię w tak krótkim czasie, przyszło łatwo 20-letniemu reprezentantowi Polski?
– Na pewno odczułem bardzo dużą różnicę na skoczni normalnej w Eisenerz, bo jednak był to bardzo duży przeskok, jeżeli chodzi o obiekty. Natomiast potrzebowałem kilku skoków i już te próby wyglądały całkiem fajnie – stwierdził Joniak.
20-latek został również zapytany o pewne problemy w fazie lotu, które można było zauważyć podczas jego wcześniejszych skoków w Willingen: – Tutaj właśnie wygląda to u mnie tak, że wychodzę całkiem nieźle z progu, i zaraz za nim bardzo mocno „dokładam" do tych nart, w wyniku czego całościowo po prostu przecinam lot. Dlatego później od razu opadają narty i potem muszę ratować sytuację oraz znowu odkręcać się w drugą stronę. Po prostu potrzebuję takiej cierpliwości zaraz za progiem, żeby nie „dokładać" do tych nart – że jak wyjdę z progu, to po prostu muszę spokojniej przechodzić do fazy lotu.
Joniak zwracał również uwagę na to, że jeśli na skoczni w Willingen nie będzie odpowiednio korzystnych warunków, takie błędy uniemożliwią oddanie dobrego skoku: – Jeszcze tutaj jest bardzo niski rozbieg, niskie prędkości najazdowe. Jeżeli właśnie popełnia się jeszcze jakiś błąd, to kompletnie nie ma szans, żeby odlecieć, i trzeba tutaj skakać naprawdę dobrze, żeby skakać daleko.
Jak reprezentant Polski ocenił zatem warunki panujące na skoczni Mühlenkopfschanze podczas sobotniego konkursu?
– Dzisiaj warunki na skoczni były bardzo ciężkie i widać to po wynikach, że niestety nie wszyscy mieli takie szczęście do warunków. Pewnie też część po prostu źle skoczyła, ale dzisiejszy dzień był ciężki – podkreślił.
Na koniec Joniak został zapytany o to, czy zawody PŚ w Sapporo, podczas których nie awansował do sobotniego konkursu, a w niedzielnym wywalczył premierowy punkt w zmaganiach elity, są dla niego cennym doświadczeniem, pokazującym, że mimo początkowego niepowodzenia można jeszcze podczas pucharowego weekendu osiągnąć dobry wynik.
– To na pewno – że jednak nie ma co się też zbytnio przejmować dzisiejszym dniem, tylko po prostu popracować nad tym, żeby jutro było lepiej. I to właśnie pokazałem w Sapporo, że nawet po nieprzejściu przez kwalifikacje potrafiłem zdobyć punkcik – podsumował polski skoczek.
Korespondencja z Willingen, Dominik Formela