Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Maciej Kot bez punktów w sobotnich zawodach w Willingen. „Nic tu nie idzie tak, jak bym tego chciał"

Maciej Kot nie zdołał wywalczyć kolejnych punktów Pucharu Świata w obecnym sezonie. Podczas sobotnich zawodów na obiekcie Mühlenkopfschanze w Willingen reprezentant Polski oddał skok na odległość 115 metrów, kończąc całe zmagania dopiero na 40. lokacie.

Sobotni konkurs był pierwszym startem Kota od 18 stycznia i niedzielnych zawodów PŚ w Sapporo. 34-letni reprezentant Polski był obecny w kadrze na rozgrywane później mistrzostwa świata w lotach w Oberstdorfie, jednak nie wystąpił tam ani w kwalifikacjach do konkursu indywidualnego, ani w rywalizacji drużynowej. Zabrakło go również wśród powołanych na nadchodzące zimowe igrzyska olimpijskie w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo. Po zmaganiach w Willingen, Polak nie krył swojego rozczarowania z postawy prezentowanej na Mühlenkopfschanze.

– Nic tu nie idzie tak, jak bym tego chciał. Już sam początek tej przygody ze skocznią w Willingen był trudny. Dzisiaj kolejne zmiany – można powiedzieć, nowy plan. Z pewnymi problemami, które miałem wczoraj, sobie poradziłem. Myślę, że pozbyłem się jakiejś blokady w głowie, natomiast dzisiaj – mimo kolejnych zmian – efekt jest bardzo podobny. I to jest trochę tak, że te rzeczy, których ja pilnuję; które kontroluję, wyglądają lepiej. Natomiast nie ma całości; nie ma tego automatyzmu; nie ma takiego dobrego czucia, które pozwoliłoby mieć tą pewność, że wychodzę z progu, czuję ten wiatr oraz warunki, i po prostu odlatuję – stwierdził Kot.

Skoczek z Limanowej przyznał również otwarcie, że jego sobotni skok konkursowy był nieudany: – O warunkach możemy pewnie rozmawiać i godzinę, natomiast czy Domen narzeka na warunki? I tak najlepsi są najlepsi. Wiadomo, czasami ktoś ma pecha, i jak Ryoyu dziś jest w drugiej, trzeciej dziesiątce, w drugim skoku i tak to nadrobi. Więc myślę, że nie ma co rozmawiać o warunkach. Trzeba patrzeć na siebie, na swoje skoki. Bo myślę, że w topowej formie byłbym w stanie przy tych warunkach i tak wejść do „30" oraz dać sobie na przykład szansę w drugiej serii, żeby skoczyć trochę lepiej, albo po prostu mieć trochę szczęścia. Tak że nie ma co o tym rozmawiać.

W minioną środę reprezentant Polski miał również okazję oddać kilka skoków treningowych na Wielkiej Krokwi w Zakopanem. Podkreślił on jednak, że prezentowane wtedy przez niego skoki nie wyglądały lepiej od prób oddawanych na Mühlenkopfschanze.

– Ten powrót na skocznię po dłuższej przerwie był trudny. Myślę, że w Zakopanem wróciły pewne „demony" z torów lodowych z listopadowego zgrupowania – że przede wszystkim znowu były problemy z pozycją dojazdową. Natomiast to też szybko przeanalizowaliśmy i tutaj ta pozycja wyglądała lepiej. Wiadomo jednak, że sama pozycja to nie wszystko. Przyjechałem pozytywnie nastawiony, że Zakopane to było tylko takie parę skoków na odzyskanie czucia – żeby wrócić na skocznię; zobaczyć, co i jak. Były problemy z pozycją, a teraz wiem, jak to rozwiązać, więc jadę z konkretnym planem do wykonania tutaj do Willingen. Natomiast ten plan od początku się tu nie sprawdza. Być może plan na skok jest dobry, natomiast wykonanie i to, jak się czuję na tej skoczni; jakie mam problemy, że nie ma tej pewności czucia – to rzeczywiście mocno tu przeszkadza – opowiedział przedstawiciel AZS-u Zakopane.

Brązowy medalista olimpijski w drużynie z igrzysk w Pjongczangu z 2018 roku został również zapytany, czy z uwagi na przebytą w ostatnich tygodniach chorobę, a także brak nominacji do kadry na igrzyska w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo czy brak występu w konkursach MŚ w lotach, nie czuje się rozregulowany: – Znaczy, na pewno jestem rozregulowany. Jestem zawodnikiem, który lubi być w takim reżimie treningowym, jeśli chodzi o trening motoryczny i siłowy, żeby mieć odpowiedni tonus mięśniowy, i żeby to czucie nóg było odpowiednie. Można powiedzieć, że przez te przygody zdrowotne prawie w ogóle nie trenowałem. Więc trochę wracam już do takiego dobrego rytmu i dobrego samopoczucia fizycznego. Natomiast pewnych rzeczy nie nadrobi się w kilka dni. Do tego, na przestrzeni ostatnich dwóch tygodni oddałem w sumie 7 skoków, z czego 5 w Zakopanem. Więc to rozregulowanie jest.

Kot podkreślił ponadto, że przez problemy, na jakie napotkał, ostatnie dwa, trzy tygodnie nie były dla niego łatwym czasem.

– Dlatego na pewno potrzebowałbym takiego „łatwego" weekendu, żeby przyjechać na skocznię, którą lubię; oddać od razu pierwszy fajny skok, zacząć się tym bawić, odzyskać czucie... Byłoby łatwiej. Niestety, tu od razu to wejście na skocznię było jak zderzenie się z jakąś ścianą. Rzeczywiście, doba to jest czasami dużo, żeby coś wymyśleć, i na pewno dzisiaj będziemy analizować oraz walczyć o to, żeby jutro od pierwszego skoku było lepiej, bo to jest możliwe. Natomiast, ostatni czas jest zdecydowanie trudny – dodał.

Korespondencja z Willingen, Dominik Formela