Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Debiut Anny Twardosz na igrzyskach. „Ekscytuję się”

Anna Twardosz ma za sobą pierwsze skoki na normalnej skoczni w Predazzo po jej modyfikacji. Zmiany profilu obiektu były szeroko komentowane po groźnych upadkach, jednak Polka podchodzi do tematu spokojnie - z koncentracją na własnych próbach i ogromną radością z samego faktu olimpijskiego debiutu.

- Czuję tę zmianę profilu. Nie jakoś drastycznie, ale troszkę tak - przyznała. - Same skoki nie były złe. Miałam problem z tym, że zbyt szybko wybijałam się z progu. Podobnie jak latem, ale ogólnie nie było najgorzej.

Na pierwszy plan nie wychodzi jednak analiza techniczna, a emocje.

- Jestem mega szczęśliwa z obecności tutaj. Ekscytuję się - powiedziała wprost. - Igrzyska to marzenie, o które walczy się cztery lata albo i więcej, często od dziecka. I w końcu się udało.

Twardosz podkreśla, że przyjeżdża do Predazzo w zupełnie innej roli niż wcześniej - na pierwszy plan wysuwa się walka o konkretny wynik. Tej zimy Polka pokazała, że stać ją nawet na walkę o czołową dziesiątkę.

- Chcę oddać takie dwa dobre skoki i mieć z tego satysfakcję. Wiem, że wtedy wynik sam się obroni.

Czy podopiecznej trenerów Marcina Bachledy i Stefana Huli udziela się już olimpijska atmosfera?

- Tak, trochę ją czuję, ale w głowie wciąż jest też stres. Te dwie rzeczy się ze sobą troszkę kłócą - przyznała.

Wioska olimpijska nie wywołała u niej efektu „wow”, ale to raczej kwestia nadmiaru bodźców niż rozczarowania.

- Jestem tu pierwszy raz, więc wszystko jest nowością. Ale działa to wszystko całkiem sprawnie. Jest przyjemnie, to idzie w dobrym kierunku - powiedziała.

O symbolicznej historii z próbą ceremonii medalowej i Polą Bełtowską wywołaną jako srebrną medalistkę dowiedziała się dopiero po treningach.

- O, tego nie słyszałam. Może dobry prognostyk? Mam nadzieję - śmiała się.

Twardosz ma świadomość, że igrzyska rządzą się własnymi prawami.

- Poprzednie igrzyska to pokazały - przykładowo konkurs mikstów (wówczas po kilku dyskwalifikacjach na podium oprócz Słowenii stanęły niespodziewanie Rosja i Kanada - przyp. red.). W grę wchodzi dużo różnych czynników. Jest większy stres - zobaczymy, jak to będzie.

Piątkowa ceremonia otwarcia najprawdopodobniej ominie polskie skoczkinie. Wszystko ze względu na start w konkursie indywidualnym, który zaplanowano już na sobotę.

- Szkoda, bo to coś, co oglądało się w telewizji jako dziecko. Chciałam zobaczyć to z drugiej strony, ale wiadomo - zawody są najważniejsze.

7 lutego odbędzie się rywalizacja pań na obiekcie HS107, zaś w niedzielę 15 lutego skoczkinie czekaj zmagania na skoczni dużej (HS141). Która z nich bardziej pasuje 24-latce?

- Zdecydowanie lepiej czuję się na skoczni normalnej - podsumowała.

Korespondencja z Predazzo, Dominik Formela