Stoch wprowadził Polaków na igrzyska. „Przyjechałem z pewnym założeniem"
Kamil Stoch w piątkowy wieczór wcieli się w rolę chorążego reprezentacji Polski podczas ceremonii otwarcia XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Dzień wcześniej 38-latek miał okazję przetestować normalny obiekt w Predazzo, gdzie już w poniedziałek odbędzie się konkurs indywidualny w ramach imprezy czterolecia.
Wrześniowa próba przedolimpijska miała dla Stocha słodko-gorzki charakter. Letni sprawdzian na przebudowanym kompleksie skoczni w Predazzo zaczął się od rywalizacji na obiekcie normalnym, gdzie trzykrotny mistrz olimpijski zajął 31. miejsce, pomimo startu w serii finałowej. Jak sam przyznaje, czwartkowa sesja treningowa w warunkach zimowych nie przyniosła odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące włoskiej skoczni.
– Pozostaliśmy na tym samym poziomie relacji z tym obiektem <śmiech>… – nie ukrywa Stoch, który w czwartek plasował się w trzeciej dziesiątce każdej z nieocenianych serii.
Podopieczny Michala Doležala w żadnej z prób nie zbliżył się do punktu konstrukcyjnego, który jest usytuowany na 98. metrze.
– Sami widzieliście, czwartek był trudnym dniem w kontekście skoków. W ogóle nie mogłem złapać dobrego czucia na skoczni. Kolokwialnie mówiąc, czułem się jeszcze trochę połamany po środowej podróży samochodowej do Włoch, ale to jest normalne. W czwartek chodziło o wejście na skocznię, wyczucie obiektu i sprawdzenie, jak te skoki będą wyglądały. Teraz można pracować zacząć pracować na tej podstawie – mówił dziennikarzom zgromadzonym pod skoczniami w Predazzo.
Stoch przy okazji szóstego startu olimpijskiego zdecydował się na malowanie znane z dotychczasowej części sezonu olimpijskiego.
– Tak. To jest ten sam projekt, ale bez sponsora – doprecyzowuje Stoch.
38-latek nie wystąpił w Pucharze Świata w Willingen, wykorzystując czas przed igrzyskami na treningi w ojczyźnie.
– Powiedziałbym, że to był dobry czas. Był czas na odpoczynek i dobry trening. Mieliśmy super pogodę w Zakopanem, wręcz olimpijską. Aura nam sprzyjała. Oddałem dobre i gorsze skoki, ale skończmy na dobrych. Przyjechałem tu z pewnym założeniem, które chcę zrealizować i zobaczymy, jak to się skończy – słyszymy od dwukrotnego zdobywcy Kryształowej Kuli.
Stoch przy okazji spotkania z dziennikarzami przypomniał też o tym, czym kieruje się przy okazji olimpijskiej walki.
– Mieszkamy poza wioską olimpijską, natomiast w wiosce konsumujemy posiłki. Mieliśmy też ślubowanie olimpijskie. W czwartek można było zobaczyć nieco więcej, bo w środę była kiepska pogoda. Padało i nie można było za bardzo tego ocenić, ale powiedziałbym, że jest normalnie. Inaczej to wygląda w telewizji, a inaczej od kuchni. Mamy zapewnione to, czego potrzebujemy. Niczego więcej nie trzeba. Dla mnie igrzyska zawsze będą areną zmagań i walką o jak najlepszy rezultat. Tego nigdy nie zmienię. Z takim nastawieniem tu przyjechałem – podkreśla.
Hybrydowa ceremonia otwarcia igrzysk, prowadzona równolegle w kilku lokalizacjach włoskich igrzysk, pozwoliła Stochowi zaprezentować się sportowemu światu jako jeden z chorążych reprezentacji Polski.
– Mam okazję doświadczyć tutaj czegoś innego, jak piątkowej ceremonii otwarcia igrzysk. Dzięki takim dodatkowym wrażeniom postaram się przeżyć coś inaczej, pełniej i głębiej poczuć więź z igrzyskami – zaznacza.
Do wtorku skoczkowie będą rywalizować na normalnym obiekcie. Od czwartku zawodnicy będą próbować swoich sił na dużej skoczni, na której we wrześniu Stoch był najlepszym zawodnikiem konkursu duetów – wygranego przez Polaków.
– Wiem, że na dużym obiekcie będę czuł się lepiej i będę miał większe pole manewru. Zrobię jednak wszystko, co w mojej mocy, żeby mojej skoki na normalnym obiekcie były jak najlepsze. Wiem, co zrobiłem źle w czwartek. Postaram się, żeby podczas niedzielnej sesji treningowej to już zagrało – kończy Stoch.
Niedzielna sesja treningowa skoczków rozpocznie się o godzinie 19:00. Konkurs indywidualny na obiekcie HS107 zaplanowano na poniedziałek.
Korespondencja z Predazzo, Dominik Formela