Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

Debiutują zawodniczki, debiutuje trener. Marcin Bachleda spełnia ciche marzenie

W sobotni wieczór na kompleksie skoczni narciarskich we włoskim Predazzo dojdzie do rywalizacji skoczkiń o tytuł indywidualnej mistrzyni olimpijskiej na obiekcie normalnym (HS107). W pięćdziesięcioosobowej stawce zobaczymy dwie Polki – Polę Bełtowską i Annę Twardosz, dla których będzie to pierwszy w karierze olimpijski występ. Debiut na igrzyskach zaliczy też trener Marcin Bachleda, który jako skoczek nigdy nie pojechał na imprezę czterolecia.

Olimpijki w czwartek i piątek mogły oddać po trzy skoki treningowe, aby zapoznać się ze skocznią normalną w Predazzo. We wszystkich seriach lepiej spośród polskiego duetu radziła sobie Anna Twardosz, która u szkoleniowca reprezentacji zapracowała na pochwałę przy okazji ostatniej z piątkowych prób. Lot na 94. metr dał jej 12. pozycję.

– Ania musi być trochę bardziej cierpliwa i czekać na koniec progu. Wszystkie skoki do tej pory wychodziły jej trochę za wcześnie, a w tym nareszcie chwilkę poczekała. Wybiła się z końca progu i skoczyła tak, jak potrafi skakać. Rozbieg jest delikatnie przeprofilowany po letniej próbie przedolimpijskiej, w celu uzyskania niższej paraboli lotu. Dla niektórych zawodniczek jest to trudny najazd, wiele zawodniczek ma problem z trafieniem w próg. Ania ma tutaj super pozycję najazdową, ale jest problem z wyczuciem właściwego momentu wybicia – analizuje trener Marcin Bachleda.

– Ania jest trochę przeziębiona, ale działamy, żeby postawić ją na nogi. Myślę, że jest na tyle zmotywowana, że spokojnie sobie poradzi. Tylko, żeby trochę wyluzowała. Przed igrzyskami dało się wyczuć po dziewczynach lekkie spięcie. Dla nich to debiut na igrzyskach. Trzeba jednak wyluzować, skakać swoje, ale to nie jest proste. Wierzę jednak, że sobie z tym poradzą. Miały dwie sesje treningowe, przegadamy z nimi sprawę i myślę, że będzie dobrze w sobotnich zawodach – kontynuuje szkoleniowiec Biało-Czerwonych.

Gorzej od Twardosz radziła sobie Pola Bełtowska, która w piątkowej sesji poczyniła widoczne postępy względem czwartku.

– Pola też jest lekko zestresowana, choć ze skoku na skok radzi sobie lepiej. Ma podobny problem, co Ania. Trochę za wcześnie wychodzi to wybicie na progu. Jesteśmy tutaj po to, żeby im pomóc, a reszta jest w ich rękach, co tutaj zdziałają. Odpuściliśmy ceremonię otwarcia, ponieważ Ania jest trochę przeziębiona, a to kilka godzin stania na zimnie. W sobotni wieczór mamy konkurs na skoczni normalnej i to jest ważniejsze – podkreśla Bachleda.

Tej zimy obie nasze olimpijki notowały najlepsze wyniki w historii swoich występów w Pucharze Świata. Najlepiej wypadł konkurs na skoczni normalnej w Falun, gdzie Twardosz zamknęła czołową „10”, a Bełtowska finiszowała na 14. pozycji.

– Latem dawaliśmy poskakać dziewczynom z wyższych belek na treningach, żeby je trochę zmobilizować i nauczyć latania, przyzwyczajając je do tego. Przed nami dużo pracy. Jak będzie po tym sezonie? Zobaczymy, ale widzę w tych dziewczynach potencjał. Chcą pracować i nadal trzeba im czasu. Nie da się niczego zrobić ot tak. Dążyliśmy do tego, żeby wywalczyły kwalifikację olimpijską i przyjechały do Włoch. Chcemy, żeby czerpały frajdę z pierwszych igrzysk, ale i oddawały swoje normalne skoki – zaznacza Bachleda, dla którego tegoroczne igrzyska również są wyjątkowym przeżyciem.

– Jako zawodnik miałem trzy razy okazję pojechać na igrzyska i… nie pojechałem. To było Salt Lake City 2022, Turyn 2006 i Vancouver 2010. Tam mogłem jechać, miałem szansę, ale zdarzyło się tak, że zawsze jechał ktoś inny. Po cichu to było moim marzeniem, by spróbować pojechać na igrzyska jako trener. Najbliżej było w 2006 roku. Była taka sytuacja, że mogłem jechać jako rezerwowy zawodnik. Moim trenerem był wtedy Stefan Horngacher i zapytał mnie, czy chcę jechać i siedzieć bezczynnie przez dwa tygodnie, czy lepiej pojechać na Puchar Kontynentalny i walczyć dalej. Tak zrobiłem i w sumie to była dobra decyzja – ocenia Bachleda z perspektywy czasu.

– Każdy sportowiec walczy o to, by raz na cztery lata wziąć udział w najważniejszym sprawdzianie podczas igrzysk olimpijskich. Dla każdego to ważna impreza, każdy marzy o wyjeździe na tę imprezę. Cieszę się, że teraz jestem we Włoszech, ale nie muszę przywozić stąd żadnej pamiątki. Dla mnie ważne będzie to, że byłem i mogę być dumny z tego, że prowadzone przeze mnie zawodniczki wywalczyły kwalifikację i dotarły na igrzyska. Akredytację z tych igrzysk przekażę komuś. Komu? Odpowiem w przyszłości – ucina enigmatycznie 43-latek.

– Mam motywację, żeby dalej ciągnąć tę reprezentację. Widzę w tych zawodniczkach potencjał, ale są też dziewczyny rywalizujące w zawodach ORLEN Cup, które niebawem będą mogły brać udział w zawodach pod egidą Międzynarodowej Federacji Narciarskiej i Snowboardowej (FIS). Mi motywacji nie brakuje. A co będzie? To zależy od Polskiego Związku Narciarskiego – kończy Bachleda, który w 2024 roku wrócił na stanowisko głównego trener Polek, zastępując Haralda Rodlauera.

Sobotnie zawody pań w Predazzo rozpoczną się o 18:45. Seria próbna ruszy godzinę wcześniej.

Korespondencja z Predazzo, Dominik Formela